MCI
Manchester City
FA Cup
04.04.2026
13:45
LIV
Liverpool
 
Osób online 1292

Dlaczego Liverpool marnuje tak wiele szans?


„Biorąc pod uwagę wszystkie sytuacje, które stwarzamy, to niewiarygodne, że nie strzelamy więcej bramek”.

Tak powiedział Arne Slot podczas konferencji prasowej w zeszłym tygodniu, przed dziesiątą porażką jego drużyny w sezonie Premier League z Brighton & Hove Albion. Slot skorygował dziennikarza, który stwierdził, że drużynie trudno jest „strzelać bramki w pierwszej połowie meczów”, mówiąc, że jest to problem dotyczący wszystkich spotkań. Dodał, że jest to tym bardziej niezwykłe, biorąc pod uwagę „jakość, jaką dysponujemy w ataku i w całej drużynie”.

W sumie Liverpool zmarnował 55 dużych okazji w Premier League, 41 w Lidze Mistrzów, trzy w meczu o Tarczę Wspólnoty, dwie w Carabao Cup i jedną w Pucharze Anglii. Dlaczego więc marnują tak wiele okazji i czy sytuacja jest tak zła, jak sugeruje Slot?

Serwis The Athletic analizuje problemy aktualnych mistrzów Anglii z wykańczaniem akcji w dotychczasowym przebiegu sezonu.

Co pokazują statystyki?

Nie da się całkowicie uniknąć niewykorzystanych okazji i choć marnotrawstwo szans przez Liverpool w tym sezonie budzi wiele frustracji, to w rzeczywistości drużyna ta marnuje nieco mniej dużych okazji na mecz (według definicji Opta) niż w zeszłym roku, kiedy zdobyła tytuł. Jest to jednak nadal drugi sezon w ciągu ostatnich siedmiu lat, w którym Liverpool marnotrawił najwięcej okazji.

Zasadniczo najlepsze drużyny cechuje bezwzględność. Dziesięć z 25 zwycięstw Liverpoolu w Premier League w zeszłym sezonie miało przewagę jednego gola, a klub przekroczył liczbę oczekiwanych bramek (xG) wynoszącą 83,46, kończąc sezon z wynikiem 86. Letnie transfery klubu miały dać Slotowi więcej opcji, aby mógł wygrywać mecze z większą łatwością, ale zamiast tego ujawniły głębsze problemy strukturalne w składzie.

Szkodliwa mieszanka kontuzji, słabej formy poszczególnych graczy oraz niemożności odpowiedniego zastąpienia jakości utraconej w wyniku odejść na rynku transferowym przyczyniła się do regresu.

Mówiąc prościej, tylko trzy drużyny Premier League — Manchester City, Manchester United i Arsenal — zmarnowały w tym sezonie więcej dużych okazji niż Liverpool. W pewnym stopniu nie jest to zaskoczeniem: im więcej okazji się stwarza, tym większe prawdopodobieństwo, że się je zmarnuje, a wyższe pozycje w tabeli pod tym względem zajmują drużyny z czołówki klasyfikacji Premier League. Jednak Liverpool ma również trzeci najgorszy wynik pod względem odsetka zmarnowanych wielkich okazji (32,9%).

Piłkarze Slota strzelili 50 bramek, co daje im piąte miejsce w Premier League, i wynik ten niemal pokrywa się z ich wskaźnikiem xG wynoszącym 51,06 (również piąte miejsce). Problem staje się jednak oczywisty, gdy porównamy ich z drużynami plasującymi się wyżej. Arsenal, Manchester City, Manchester United i Aston Villa wyraźnie przekroczyły swoje wartości xG, co w uproszczeniu świadczy o lepszej skuteczności wykończenia akcji i większej efektywności przed bramką.

Liverpool zajmuje również ostatnie miejsce w lidze pod względem celności strzałów (43,08%) i ma trzeci najniższy wskaźnik skuteczności w wykorzystaniu dużych okazji (32,93%). Biorąc pod uwagę liczbę 487 oddanych strzałów – drugą najwyższą w lidze, zaledwie o pięć mniej niż Manchester City – przyczyna frustracji Slota staje się oczywista.

W Lidze Mistrzów sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Z 24 bramkami na koncie Liverpool zajmuje ósme miejsce pod względem liczby strzelonych goli w tych rozgrywkach, a jego wskaźnik xG jest drugi najwyższy (27,67), tylko nieznacznie za Bayernem Monachium (28,59). Paris Saint-Germain jest liderem pod względem liczby strzelonych goli (34) i ma wskaźnik xG na poziomie zaledwie 25,21.

W tym sezonie piłkarze Liverpoolu oddają strzały z nieco większej odległości, co skutkuje nieco niższym wskaźnikiem xG na próbę.




Kto marnuje okazje?

Hugo Ekitike, Mohamed Salah i Cody Gakpo to główni sprawcy, ale nie są jedyni. We wszystkich rozgrywkach Liverpool mógłby zapełnić cały zbiór wpadek kandydatami do tytułu „najgorszej okazji sezonu”.

Ekitike w jakiś sposób zmarnował tę okazję z bliskiej odległości po dośrodkowaniu Jeremiego Frimponga, choć wydawało się, że zdobycie bramki w zakończonym 0:0 remisie u siebie z Leeds United nie mogło być prostsze.



Gakpo i Curtis Jones mogą być bliskimi przyjaciółmi poza boiskiem, ale podczas wyjazdowego meczu z Wolverhampton Wanderers wyraźnie brakowało im zgrania na boisku, gdy wspólnie zmarnowali okazję z jeszcze bliższej odległości od bramki.



Ibrahima Konate również nie wykorzystał okazji na tym samym stadionie w rozgrywkach Pucharu Anglii, a znacznie wcześniej w sezonie Dominik Szoboszlai powinien był zagrać lepiej w meczu z Realem Madryt, gdy znalazł się sam na sam z bramkarzem.

Kolejnym rozczarowaniem było niecelne uderzenie głową Gakpo w końcowej fazie meczu przegranego 2:1 z Manchesterem United na Anfield, choć w przypadku niektórych jego okazji można mówić o pechu.



Nie tylko czterokrotnie trafił w poprzeczkę, ale wiele z jego okazji należało do tych trudniejszych do wykorzystania.

Tymczasem Ekitike i Salah przodują pod względem niewykorzystanych „doskonałych okazji”. Ekitike strzelił 11 bramek, ale zmarnował 11 doskonałych okazji, podczas gdy Salah ma na koncie pięć bramek i 10 niewykorzystanych dużżych szans. Ten schemat powtarza się w rozgrywkach europejskich, gdzie Ekitike prowadzi w klasyfikacji Ligi Mistrzów pod względem niewykorzystanych wielkich szans (10), a tuż za nim plasuje się Salah z dziewięcioma. Spadek wydajności Salaha pomaga wyjaśnić gotowość Liverpoolu do pozwolenia mu na odejście na zasadzie wolnego transferu tego lata.

Największym zmartwieniem dla Liverpoolu jest fakt, że najlepszymi strzelcami drużyny w Lidze Mistrzów są Szoboszlai (pięć bramek) i Alexis Mac Allister (trzy) – obaj są pomocnikami. Florian Wirtz nie prezentował się najlepiej w swoim pełnym wzlotów i upadków debiutanckim sezonie, ale wiele jego strzałów zostało zablokowanych przez ostatniego obrońcę, zwłaszcza w niedawnej porażce u siebie z Manchesterem City. Niemiec zmarnował również dwie świetne okazje przeciwko Sunderlandowi i nie udało mu się zdobyć bramki w meczach z Marsylią, Burnley i Arsenalem, ale powinien był zagrać lepiej przeciwko Crystal Palace.

Podobnie jak Virgil van Dijk, który miał kilka okazji do strzelenia głową, choć niesprawiedliwe byłoby obwinianie środkowego obrońcy za problemy na końcu boiska, gdzie spędza najmniej czasu.

A co z stałymi fragmentami gry?

To nadal jest źródłem niejasności i irytacji dla kibiców Liverpoolu.

Ich drużyna zdobyła więcej bramek po stałych fragmentach gry niż jakikolwiek inny klub Ligi Mistrzów (dziewięć), tracąc przy tym tylko jedną. Szoboszlai potrzebuje już tylko jednego trafienia z bezpośredniego rzutu wolnego, aby wyrównać wspólny rekord Davida Beckhama i Laurenta Roberta w liczbie bramek zdobytych w jednym sezonie (sześć). Brzmi całkiem imponująco, prawda?

Jednak w grudniu Liverpool rozstał się ze swoim trenerem stałych fragmentów gry, Aaronem Briggsem, ponieważ tendencja w Premier League stała się tak niepokojąca, że Slot wskazał ją jako jedną z głównych przyczyn utraty tytułu.

Liverpool nie strzelił gola z rzutu rożnego w tym sezonie aż do połowy grudnia, ale od tego czasu nastąpiła imponująca zmiana: obecnie mają na koncie siedem bramek, ale poza oszałamiającymi strzałami Szoboszlaia nie zdobyli gola w Premier League po stałym fragmencie gry, a także nie wykorzystali dwóch rzutów karnych (Szoboszlai i Salah) we wszystkich rozgrywkach.

Jaki wpływ miało to na przebieg meczów?

Realistycznie rzecz biorąc, tylko kilka naprawdę wielkich okazji mogło zmienić wynik meczów, w których miały one miejsce. Spośród najbardziej rażących niewykorzystanych szans jedyne decydujące należały do Jonesa i Gakpo.

Gdyby Liverpool wyszedł na prowadzenie w meczu z Wolves, miałby większe szanse na kontrolowanie przebiegu spotkania, zamiast gonić za wyrównaniem, a następnie zwycięską bramką w sytuacji, która ostatecznie zakończyła się porażką. Główka Gakpo w meczu z Manchesterem United również mogła uratować punkt na Anfield.

To właśnie liczba niewykorzystanych okazji niższej jakości przez Liverpool naprawdę się sumowała.

Alexander Isak strzelił głową nad bramką z bliskiej odległości w przegranym 2:1 meczu z Chelsea, kiedy Liverpool przegrywał 1:0 tuż przed przerwą. Wirtz zmarnował świetną okazję na początku meczu z Brentford w przegranym 3:2 wyjazdowym spotkaniu, a potem kolejną w zremisowanym 1:1 meczu z Sunderlandem na Anfield.

W tej sytuacji znowu można było oczekiwać, że strzeli gola.



Kolejnym momentem było uderzenie głową Mac Allistera, które odbiło się od poprzeczki podczas remisu 2:2 z Fulham.

Liverpool może jednak winić tylko siebie, ponieważ w 47 meczach rozegranych w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach napotkał zaledwie kilka naprawdę inspirujących występów bramkarzy.

Najlepszym z nich był Thibaut Courtois, który wykonał siedem niesamowitych obron w barwach Realu Madryt, choć ten mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów zakończył się zwycięstwem Liverpoolu 1:0.

Genialna interwencja Gianluigiego Donnarummy po strzale Mac Allistera w końcówce przegranego 1:2 meczu u siebie z Manchesterem City mogła zmienić losy spotkania, ale poza heroicznymi interwencjami Lucasa Perriego w zremisowanym 3:3 meczu z Leeds United i kilkoma imponującymi obronami Deana Hendersona w przegranym 1:2 wyjazdowym meczu z Crystal Palace, większość ich niedociągnięć można przypisać marnotrawstwu okazji.

We wszystkich meczach, w których Liverpool strzelił gola przy pierwszej okazji, ostatecznie wygrywał — z West Hamem, Brighton, Evertonem i Atletico Madryt na własnym boisku — jednak liczba spotkań, w których drużyna ta wykazała się prawdziwą bezlitosnością, jest niewielka.

Zwycięstwo nad West Hamem 5:2 było jednym z takich momentów, podobnie jak zwycięstwa nad Tottenhamem, Interem i Sunderlandem, ale nawet gdy niedawno rozgromili Galatasaray 4:0 na Anfield, wynik naprawdę powinien być znacznie bardziej jednostronny.

Czy zatem Liverpool gra coraz gorzej pod bramką?

Wystarczy spojrzeć na początek sezonu, by zobaczyć zapowiedź tego, co miało nastąpić.

W pierwszych czterech minutach pierwszego meczu sezonu, rozegranego w piątek wieczorem na własnym boisku z Bournemouth, Liverpool stworzył trzy okazje do zdobycia bramki i choć ostatecznie wygrał 4:2, powinien był strzelić znacznie więcej goli. Od tamtej pory seria słabych występów na wyjeździe i jeszcze bardziej rozczarowujących wyników sprawiła, że jakość ich okazji spada w miarę upływu meczu.

Najtrudniejsza do przełknięcia była porażka 3:0 z Nottingham Forest w listopadzie, kiedy każda niewykorzystana okazja była oklaskiwana przez kibiców gości. Mecze z Burnley, w których Liverpool oddał 59 strzałów na bramkę i strzelił tylko dwa gole (z czego jeden z rzutu karnego), nie były dużo lepsze, a występy przeciwko Spurs i Brighton w ostatnich tygodniach były szczególnie słabe, ponieważ przez pewne okresy drużyna w ogóle nie wyglądała na zdolną do zdobycia bramki.

Slot zdiagnozował jeden z głównych problemów tej drużyny Liverpoolu. Trudnością jest jednak jego rozwiązanie.

Gregg Evans

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (1)

manero 31.03.2026 13:13 #
To niedorzeczne. Żeby gryźć trzeba mieć zęby, a Slot powybijał kły tej drużynie. Jego diagnoza na tym etapie sezonu jest żenująca, a fakt, że nie dostrzega przyczyny problemu komiczny.

Pozostałe aktualności

Występ Wirtza w meczu z Ghaną (2)
31.03.2026 10:55, AirCanada, liverpoolfc.com
Kyle Kelly z bramką w kadrze (0)
30.03.2026 18:25, Gall1892, liverpoolfc.com
Kulisy meczu legend - wideo (0)
30.03.2026 18:18, Gall1892, liverpoolfc.com
Hassan: Dobrze, gdyby Salah grał dalej w Europie (1)
30.03.2026 15:47, AirCanada, thisisanfield.com