Niespodziewany powrót Lonergana do klubu
Andy Lonergan musiał nieco odświeżyć swoją pamięć, gdy zeszłego lata wrócił do klubu.
Stawiając się pierwszego dnia pracy jako trener bramkarek w drużynie kobiet Liverpoolu, Lonergan nie potrafił przypomnieć sobie drogi do AXA Melwood Training Centre.
Bez wstydu przyznaje, że tego poranka mocno polegał na nawigacji.
Obiekt w West Derby był jego miejscem pracy w sezonie 2019/20, gdy jako zawodnik był częścią mistrzowskiej drużyny prowadzonej przez Jürgen Klopp.
Ale pięć lat później wszystko wyglądało inaczej.
- Ciągle trafiałem nie tam, gdzie trzeba, bo na dole wszystko się zmieniło – śmieje się Lonergan w rozmowie dla Liverpoolfc.com w jednym z biur w Melwood. I jeszcze musiałem pamiętać, żeby iść do szatni dla sztabu, a nie dla zawodników.
Dla Lonergana zostanie trenerem bramkarzy było naturalnym krokiem po 25 latach profesjonalnej kariery.
Dołączenie do sztabu Gareth Taylor było dla 42-latka pierwszą pełnoetatową pracą w roli trenera.
To była szansa, którą złapał tak, jak łapie się dośrodkowanie, choć początkowo aplikował o rolę w akademii.
- Nigdy wcześniej nawet o tym nie myślałem – mówi. „Dobry znajomy jest bliskim przyjacielem Gazy i słyszałem o nim dobre rzeczy. Pomyślałem: ‘Świetnie!’
A potem powiedzieli, że trenujemy w Melwood – nie można sobie wymarzyć lepszego miejsca. Przyszedłem, porozmawiałem z nim i pomyślałem: ‘Czemu nie?’
Uwielbiam to, naprawdę uwielbiam. Myślę, że jestem w tym dobry – choć inni mogą uważać inaczej – i wiem o tym dużo, bo jestem w futbolu od dawna.
Po prostu uwielbiam pracę z bramkarzami. Kocham bronienie. Lubię piłkę nożną, ale brakarstwo jeszcze bardziej.

Patrząc wstecz, Lonergan czuł się trochę jak trener już podczas swojego pierwszego pobytu w klubie.
Mając na koncie ponad 400 występów, weteran uważał, że może pomóc, jak tylko się da, grupie bramkarzy, w której byli m.in. Vítězslav Jaroš i Caoimhin Kelleher, z którym do dziś utrzymuje bliski kontakt.
- Czułem, że to był początek – uważa Lonergan. Byli Jack [Robinson] i John [Achterberg], był Alisson Becker, Adrian, ja, Caoimhin, Jaros – było nas naprawdę sporo.
Często dwóch szło do pierwszej drużyny, a zostawaliśmy ja, Jack i Caoimhin i po prostu pomagaliśmy im. Uważam, że tak powinni robić doświadczeni zawodnicy – i większość tak robi.
To trochę jak trenowanie – po prostu starasz się im pomóc.
Uważa też, że codzienna praca z Alissonem była dla niego jak kurs trenerski na najwyższym poziomie.
Lonergan kontynuuje: To GOAT. Nie przyjmuję żadnych innych opinii. To najlepszy bramkarz, jakiego widziałem.
W moim treningu często mówię: ‘Oglądajcie Alissona, zobaczcie to i tamto’, bo dla mnie to idealny bramkarz.
- Sprawia, że najtrudniejsze rzeczy wyglądają na łatwe. Zawsze jest dobrze ustawiony, zawsze gotowy, jest niesamowicie szybki.

- Przypomina mi – choć nie widziałem go tyle, ile bym chciał – Gianluigi Buffon. Jeśli wpiszesz na YouTube ‘Buffon highlight reel’, nie znajdziesz wielu interwencji, przy których powiesz: ‘O mój Boże, co za parada’. Ale to ogromny komplement, bo on sprawiał, że wszystko wyglądało na łatwe – i Alisson jest taki sam.
- Bardzo trudne sytuacje sprawia, że wyglądają prosto – a do tego potrafi dokładać interwencje światowej klasy.
Andy Lonergan początkowo dołączył do Liverpool FC wyłącznie po to, by trenować z zespołem podczas przedsezonowego tournée w USA, ze względu na kontuzje i braki kadrowe na pozycji bramkarza.
Jednak jego pobyt przedłużył się na cały sezon – podpisał kontrakt po tym, jak Alisson Becker doznał kontuzji w pierwszym meczu kampanii Premier League.
Lonergan nie zagrał ani jednego oficjalnego meczu – wystąpił jedynie w sparingu przeciwko Sevilli w Bostonie – ale ośmiokrotnie znajdował się w kadrze meczowej.
- To coś, o czym tak naprawdę nie rozmawiam, bo nie grałem i nic nie zrobiłem – mówi, wspominając tamten rok. Po prostu trenowałem.
- Ale jako doświadczenie to był ogromny przywilej. To była też ciężka praca. Treningi były trudne, intensywne. To był pierwszy raz, kiedy widziałem taki poziom intensywności przez cały czas.
- Więc przychodząc z miejsca, z którego przyszedłem – gdzie mogłeś mieć kilka słabszych dni w tygodniu i nadal grać w sobotę – tutaj, jeśli nie trenowałeś odpowiednio, to nie grałeś, bez względu na to, kim byłeś. Standardy były niesamowicie wysokie.
- Jeśli wspomnisz o presji i grze dla Liverpoolu chłopakom z tej szatni, oni tego nie czują. Są tak dobrzy i tak pewni swoich umiejętności, że to kochają.
- Ja myślę, że gdybym był w takiej sytuacji, to pomyślałbym: ‘O mój Boże, tylko nie popełnij błędu’. Oni tak nie myślą. To właśnie odróżnia zwykłych piłkarzy Premier League od absolutnej elity. Na szczęście wtedy ta drużyna miała około 20 takich zawodników z taką mentalnością.
- Przegraliśmy na wyjeździe z Watfordem – pierwsza porażka w sezonie. Były plotki o zatrzymaniu rozgrywek i tak dalej, ale myślę, że gdyby sezon był normalny, to by nie przegrali. Po prostu było kilka drobnych problemów, na które nikt nie miał wpływu.

Zasady Premier League mówią, że zawodnik, który rozegrał co najmniej pięć meczów w sezonie, ma gwarantowany medal mistrzowski.
O tym, co dzieje się z pozostałymi z 40 medali przyznanych klubowi, decyduje mistrz.
Dostałem jeden z nich. To wiele dla mnie znaczyło – zdradza Lonergan, który otrzymał też medale za zwycięstwa w UEFA Super Cup oraz FIFA Club World Cup.
- Podczas ceremonii wręczenia trofeum było mi trochę wstyd tam być. Naprawdę czułem, że powinienem trzymać się z boku.
- Potem ustawiliśmy się wszyscy pod trybuną Kop – bez kibiców oczywiście – i wyczytywali nazwiska. Najpierw tych, którzy nie rozegrali wystarczającej liczby meczów, i wywołali moje nazwisko. Pomyślałem: ‘Muszę wyjść pierwszy, co za rozczarowanie dla wszystkich!’
- Wyszedłem i zostałem z tyłu. Nie podnosiłem trofeum, pozwoliłem innym przeżyć tę chwilę.
- Później, gdy wróciłem, Jürgen Klopp wręczył mi medal i po prostu pogratulował. To był miły gest.
Traktowali mnie świetnie. To było niesamowite. Nie potrafię opisać, jak wielkim przywilejem było być częścią tego zespołu.
- Szczerze mówiąc, rolę, którą pełniłem, mógłby wykonać każdy – tak uważam – jeśli jest solidnym bramkarzem, ciężko pracuje i jest w porządku człowiekiem.
- Po prostu znalazłem się we właściwym miejscu o właściwym czasie.
Czy zdarza mu się czasem patrzeć na te medale?
- Nie zajmuję się nimi – odpowiada. Po pierwsze dlatego, że jest mi trochę wstyd, że je mam, bo są świetni zawodnicy, którzy ich nie mają. A po drugie – są u mojego znajomego, kibica Liverpoolu!
Po krótkim doświadczeniu tej wielkości Lonergan wierzy, że coś podobnego można zbudować teraz w drużynie kobiet.
Wypożyczenie w styczniu bramkarki Jennifer Falk – którą uważa za „najlepszą na świecie” – oraz codzienne treningi w Melwood to dwa przykłady, które przychodzą mu do głowy.

- Myślę, że to już się dzieje – mówi Lonergan. Popatrz na to miejsce – masz tu wszystko, co najlepsze.
Sposób, w jaki podróżujemy na mecze wyjazdowe, jest bardzo podobny do drużyny męskiej – mamy nawet kucharza w autobusie. Dietetycy, nauka o sporcie – wszystko na najwyższym poziomie. To jest elita.
O Falk dodaje: Myślę, że mieliśmy szczęście, że do nas trafiła, bo po prostu chciała przyjść do Liverpoolu.
Tyle zespołów było nią zainteresowanych, więc naprawdę dobrze, że udało nam się ją sprowadzić. Widać, jak jest dobra.
Lonergan z ogromnym entuzjazmem mówi o bramkarkach, które obecnie trenuje: Falk, Faye Kirby oraz bardzo doświadczona Rachael Laws.
Zastanawia się, ile już odbył treningów, ale uważa, że ten dzień przed wywiadem był najzimniejszy – „brutalny”, jak sam to określa.
Mimo to ten nowy rozdział w jego życiu daje mu satysfakcję i poczucie spełnienia, pomagając zawodniczkom wydobywać z siebie to, co najlepsze.
- Czas kiedy grałem, całkowicie o tym zapomniałem. To już przeszłość – kończy Lonergan. Staram się o tym nie mówić.
Ale myślę, że jestem w dobrej pozycji, by powiedzieć bramkarkom: ‘Byłem tam’. Ogromną satysfakcję daje mi oglądanie, jak dobrze grają.
Chcę być najlepszy dla moich bramkarek – nie dla siebie. Chcę dać im wszystko, co najlepsze.

Komentarze (0)