Media po blamażu w Paryżu
Nadzieje Liverpoolu na awans do półfinału Ligi Mistrzów zostały nadszarpnięte, gdy w środę wieczorem Paris Saint-Germain wygrało na Parc des Princes 2:0.
Oto reakcje mediów na porażkę The Reds.
Oliver Holt, Daily Mail:
- Przed meczem kibice gospodarzy zgromadzeni na La Tribune Auteuil za jedną z bramek, odsłonili gigantyczną oprawę przedstawiający Hulka w barwach PSG. Trzymał w dłoniach herb Liverpoolu, rozrywając go na strzępy. To był obraz, który mówił więcej niż tysiąc słów, bo idealnie przedstawia podzielony zespół. To Liverpool osłabiony wewnętrznymi konfliktami i dręczony rosnącą antypatią fanów wobec menedżera Arne Slota i jego piłkarzy.
- To klub zaniepokojony narastającym rozłamem między kibicami, a piłkarzami. Irytujący się wymianą koszulek Hugo Ekitike z Rayanem Cherkiem podczas demolki dokonanej przez Manchesterem City. To klub, w którym kibice i byli zawodnicy są przerażeni sugestią Virgila van Dijka, że niektórzy piłkarze poddali się w tamtym meczu. Klub, w którym irytację wywołuje, że Dominik Szoboszlai narzekał na brak wsparcia ze strony kibiców, a kibice narzekają, że piłkarze nawet nie chcą mieszkać na Merseyside.
- Instytucja jaką jest Liverpool skrzypi, a PSG nie jest drużyną, z którą należy grać, gdy życie jest trudne. W tym pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów, PSG chwyciło się tych nadszarpniętych szwów i rozdarło je na strzępy.
Richard Jolly dla The Independent:
- Dobrą wiadomością dla Liverpoolu jest to, że na Anfield nie będzie potrzebował swojego największego comebacku w historii gry w Europie. Ale jeśli ten ma być na zawsze zarezerwowany dla Barcelony w 2019 roku, mogą potrzebować drugiego w historii aby wyeliminować Paris Saint-Germain.
- Wieczór, w którym Arne Slot porzucił podstawy - a niektórzy powiedzieliby, że także zasady - swojego systemu na rzecz pragmatyzmu, przyniósł oczekiwane rezultaty jeśli myślał on o tym, by nie przegrać zbyt wysoko. Liverpool, rozgromiony 4:0 przez Manchesterem City, przegrał bowiem z mistrzami Europy tylko 2:0. Liverpool został zdeklasowany piłkarsko, ale nadal jest w grze.
- Kiedy Liverpool przegrywał po 11 minutach, przy zmienionym ustawieniu i bardzo ograniczonym posiadaniu piłki, groziła im kolejna klęska. Zamiast tego nastąpiła próba koncentracji i improwizowanej organizacji.
Paul Joyce dla The Times:
Dla tych kibiców Liverpoolu, którzy zawsze szukają powodu, by wierzyć, być może był pewien omen w postaci Ousmane’a Dembele, który zmarnował doskonałą okazję. Francuz zwinął się, chowając głowę w dłoniach, po tym jak posłał piłkę nad poprzeczką przy jednej z prób na początku drugiej połowy. Oczywiście podobna historia miała miejsce siedem lat temu. Wtedy dogranie z lewej strony pola karnego też trafiło do lewej nogi Dembele, gdy czaił się przy polu karnym. Jednak strzał, po tym jak źle trafił w piłkę potoczył się w ręce bramkarza Liverpoolu - Alissona.
- Wtedy to Lionel Messi zareagował, słaniając się na murawie. Jego przeczucie, że Barcelona będzie żałować braku kolejnego gola, okazało się słuszne tydzień później na rozkrzyczanym Anfield. Jednak to było wtedy.
Mike McGrath dla The Telegraph:
- Nie było widać białej flagi, ale Liverpool nie potrafił dobrze zareagować na ofensywny futbol Paryżan, udokumentowany przez cudownego gola Khvichy Kvaratskhelii. Tem zatańczył wokół przeciwników w stylu George’a Besta, zanim trafił do siatki i praktycznie przypieczętował losy dwumeczu.
- Liverpool dokonał jednych z największych comebacków w historii Ligi Mistrzów i będzie im potrzebny kolejny, by odwrócić wynik w przyszłym tygodniu. Nie udało im się nawet drasnąć mistrzów Europy, którzy mogli podwyższyć wynik tak samo jak Manchester City w weekend, gdy Virgil van Dijk przyznał, że niektórzy zawodnicy się poddali.
- Zawodników Arne Slota nie można oskarżyć o to na Parc des Princes, ale ich język ciała sugerował pytanie - jak oni mają strzelić gola przeciwko tej drużynie PSG? Rzeczywistość jest taka, że ich sezon będzie teraz zależał od tego, czy skończą w pierwszej piątce Premier League i znajdą się wśród europejskiej elity w przyszłym sezonie. Obecna drużyna gra tak, jakby w horyzoncie były czwartkowe wieczory w Lidze Europy.
Werdykt Echo:
- Budapeszt nigdy nie wydawał się tak odległy dla Liverpoolu. I choć Arne Slot i jego zawodnicy będą próbowali wypowiadać same właściwe słowa po tej porażce, marzenia o siódmym Pucharze Europy zostaną pewnie odłożone na półkę.
- Prawdziwe pytanie brzmi - na jak długo? Uwaga szybko skupia się na żmudnej walce w Premier League, gdzie w sobotę podejmują Fulham. Chociaż obecnie zajmują piąte, czyli ostatnie dające awans do Ligi Mistrzów miejsce, mogą nadal z niego wypaść.
- To wydaje się dziwnie pasować. Porażka 0:2 może zostawić wystarczająco dużo przestrzeni, żeby Slot i jego drużyna mówili o swojej zdolności do wywalczenia europejskiego comebacku, z jakiego Liverpool u siebie słynie. Ale to nie jest grupa zawodników, którzy głęboko w duszy naprawdę w to wierzą.
- Głowy w dół, ramiona są przygarbione, a pewność siebie po dwóch kolejnych porażkach z Manchesterem City i PSG, w których stracili sześć goli nie strzelając żadnego, jest teraz chyba na samym dnie.

Komentarze (0)