Ngumoha o ambicjach i marzeniach w Liverpoolu
Napastnik Liverpoolu, Rio Ngumoha, poruszył wiele tematów w nowym Q&A.
17-latek rozegrał dotąd 23 mecze dla The Reds w tym sezonie i oczywiście został najmłodszym strzelcem gola w historii klubu, gdy zdobył zwycięską bramkę na wyjeździe z Newcastle United w sierpniu ubiegłego roku.
Ngumoha niedawno usiadł do rozmowy ze Sky Sports, odpowiadając na pytania zadawane przez kibiców online i zdradzając więcej o swojej dotychczasowej karierze, ambicjach oraz osobowości.
Poniżej przedstawiamy najciekawsze fragmenty rozmowy.
O tym, czy spał po golu przeciwko Newcastle…
- Szczerze mówiąc, faktycznie trochę się wyspałem! Wróciliśmy późno z meczu, chyba o 2 albo 3 w nocy, bo to dość daleko. Pamiętam, że rozmawiałem na FaceTime ze znajomymi, wszyscy mnie chwalili! Ale tak, spałem. Oglądałem tego gola wiele razy, ale moja mama ogląda go cały czas.
O tym, czy zdawał sobie sprawę z wagi zostania najmłodszym strzelcem Liverpoolu…
- Nie, nie do końca. To były czyste emocje, czysta pasja. W 100 procentach [moje najlepsze wspomnienie do tej pory].
O pierwszym wrażeniu po spotkaniu Mohameda Salaha…
- Byłem podekscytowany. Widziałem ich mecz z Nottingham Forest w zeszłym sezonie u siebie, a potem dostałem szansę trenowania z nimi kilka tygodni później. Widząc Mo - osiągnął praktycznie wszystko w piłce. Jest też bardzo przyjazny. Czasem ludzie zapominają, że to też po prostu ludzie. Oczywiście są sławni, ale są też po prostu mili i można się od nich dużo nauczyć.
O radach od Salaha…
- Tak, kiedyś po treningu powiedział mi, że najlepsi zawodnicy, oprócz umiejętności, zdobywają też gole i zaliczają asysty. Oczywiście pobił wiele rekordów, więc to, że mi to powiedział - i że uważa mnie za dobrego piłkarza - oznacza, że żeby wejść na wyższy poziom, muszę dołożyć gole i asysty.
O zawodniku, z którym chciałby zagrać…
- Neymar. Oglądałem go jako dzieciak na YouTubie, widziałem, jak grał dla FC Barcelony i Paris Saint-Germain - to nie jest tylko skrzydłowy. To napastnik, może grać na lewym skrzydle, jako dziesiątka, na prawym skrzydle. Był po prostu niesamowity. W 100 procentach [był moim idolem].
O tym, gdzie widzi swój sufit…
- Jestem bardzo pewny siebie. Mam nadzieję na Złotą Piłkę! Chciałbym też zdobyć wiele trofeów z Liverpoolem - wiele mistrzostw Anglii i Lig Mistrzów. Oczywiście każdy chce to wygrać. Ale przede wszystkim być uznawanym za jednego z najlepszych piłkarzy w historii. Ta wiara pochodzi ode mnie, ale też od mojego brata. Od małego bardzo we mnie wierzył. Pamiętam, że kiedy był młodszy i chodził do college’u, czasem opuszczał zajęcia, żeby mnie trenować. Od tamtej pory naprawdę we mnie wierzy i daje mi ogromną pewność siebie. Uczy mnie też mentalności - żeby być silnym psychicznie. Jeśli tego nie powiesz, to w to nie uwierzysz - trzeba to manifestować.
O tym, kto powiedział mu o pierwszym powołaniu do kadry Liverpoolu…
- Jeden z trenerów pierwszej drużyny. Pamiętam, że pierwszy raz byłem rezerwowym w meczu z Southampton FC w Pucharze Ligi w zeszłym sezonie. Podszedł do mnie i powiedział: Będziesz na ławce. To było szalone. Serce mi waliło, pomyślałem: Wow, będę na ławce Liverpoolu. I to w takim wieku. Marzenie staje się realne. Pierwszą osobą, której powiedziałem, był mój brat. Zadzwoniłem do niego i był zachwycony. Potem powiedziałem mamie. Nie byłem zdenerwowany - raczej podekscytowany.
O wymarzonym numerze na koszulce…
- 73 ma dla mnie szczególne znaczenie - to pierwszy numer, jaki dostałem. To było trochę przypadkowe. Ale moim wymarzonym numerem byłaby 11. Oglądałem Neymara w Barcelonie, a Mo pobił wszystkie rekordy z numerem 11.
O najlepszym przyjacielu w drużynie Liverpoolu…
- Mamy Treya [Nyoni], Hugo [Ekitike], jest też Robbo [Andrew Robertson]. W zasadzie wszyscy. Robbo jest trochę jak mentor - naprawdę mnie wspiera. Zwłaszcza że on jest lewym obrońcą, a ja lewym skrzydłowym, więc dużo mnie uczy. Na boisku dobrze się rozumiemy. To prawdziwy lider. I jest też zabawny.
O innych radach od kolegów z drużyny…
- Jeśli jestem w sytuacji jeden na jeden, zawsze chcą, żebym atakował przeciwnika. Więc powiedziałbym: Nie bój się, bądź sobą, wyrażaj się i pomagaj drużynie.
O tym, czy zawodnicy klubu zachęcili go do dołączenia…
- Tak, w 100 procentach. Widząc, co osiągnęli. I także zawodników, którzy przeszli przez Akademię i przebili się do pierwszego składu - legendy jak Steven Gerrard, jest Trent Alexander-Arnold, jest Robbie Fowler. To wszystko jest niesamowite.

Komentarze (0)