Apel Slota przed starciem z PSG
The Reds przed dzisiejszym spotkaniem z PSG na Anfield mają nadzieję odwrócić wynik 2:0 z Paryża i awansować do półfinału Ligi Mistrzów.
Oto, co miał do przekazania kibicom Arne Slot w programie meczowym.
To już czwarty raz w ciągu niespełna dwóch sezonów, kiedy mierzymy się z mistrzami Francji. Doskonale zdajemy sobie sprawę z ich jakości, ale jednocześnie wiemy, jaka szansa stoi przed nami — w końcu gramy przed własną publicznością na Anfield.
Przede wszystkim jest to okazja, by pokazać naszą własną jakość. W zeszłym tygodniu w Paryżu trzeba uczciwie przyznać, że to rywale ją zaprezentowali, a wynik 2:0 nie jest czymś, na co ktokolwiek związany z Liverpoolem mógłby narzekać.
Jednak, jak głosi napis w naszym tunelu — This Is Anfield. To nasz stadion, nasi ludzie i wiemy, co jest możliwe podczas takich wieczorów, jeśli występ Liverpoolu stworzy warunki do tego, by wszystko zagrało — zarówno na boisku, jak i poza nim.
Jak powiedziałem zaraz po pierwszym meczu, PSG pozostawiło nas przy życiu, więc musimy jak najlepiej wykorzystać tę szansę. To oznacza danie z siebie absolutnie wszystkiego, radzenie sobie z presją, która nieuchronnie się pojawi oraz umiejętność cierpienia w trudniejszych momentach.
Przede wszystkim jednak oznacza to grę w stylu Liverpoolu — z determinacją od pierwszego do ostatniego gwizdka, z nieustępliwością w rywalizacji i, miejmy nadzieję, z jakością piłkarską, jakiej wymagają takie spotkania. Wiemy, jakie elementy są potrzebne — teraz musimy je pokazać i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi.
Nikt na stadionie nie potrzebuje przypomnienia, jak silnym zespołem jest Paris Saint-Germain. To mistrzowie Europy i nie zdobyli tego tytułu przypadkiem. W poprzednim sezonie byliśmy bardzo blisko, przegrywając dopiero po rzutach karnych i już wtedy było jasne, że są zdolni sięgnąć po końcowy triumf.
Tak jest również teraz, ale ponownie mamy szansę stworzyć atmosferę, która sprawi, że nawet zespół tej klasy nie będzie czuł się tu komfortowo. Jeśli to zrobimy, wszystko jest możliwe.
Chciałbym powitać Luisa Enrique, jego piłkarzy i sztab, a także działaczy oraz kibiców PSG na Anfield. Jestem pewien, że przyjechali tu nie tylko z nadzieją, ale i z przekonaniem, że awansują do kolejnej rundy. Szanujemy to, biorąc pod uwagę ich jakość i zaliczkę z pierwszego meczu, ale jednocześnie musimy wierzyć we własne możliwości.
Poza samym spotkaniem, dzisiejszy wieczór będzie także okazją do uczczenia 37. rocznicy tragedii na Hillsborough. Choć od tamtych wydarzeń minęły niemal cztery dekady, ja i piłkarze doskonale zdajemy sobie sprawę, że dla wielu osób — rodzin ofiar, ocalałych, kibiców Liverpoolu i wielu innych — skutki tamtego dnia wciąż są bardzo odczuwalne.
Od kiedy zostałem trenerem, miałem okazję wysłuchać niektórych z tych historii i upływ czasu nie czyni ich mniej poruszającymi. Słyszałem także o kampanii na rzecz wprowadzenia tzw. Prawa Hillsborough i znając uzasadnienie oraz kontekst, dziwi mnie, że wciąż nie zostało ono uchwalone.
Nie jest to opinia wynikająca z moich związków z Liverpoolem. To głos człowieka, który uważa, że rodziny ofiar nie powinny być zmuszone do walki o prawdę na temat śmierci swoich bliskich — powinna ona być zapewniona z urzędu.
Dziś uczcimy pamięć 97 ofiar i oddamy im hołd, ale jest jasne, że najlepszym sposobem, by kraj mógł je naprawdę uhonorować po tylu latach, byłoby wprowadzenie prawa, o które od dawna apelują rodziny Hillsborough i wspierający je działacze.

Komentarze (2)
Jasne byku, za Tobą wszyscy w ogień. Niech piłkarze wyjdą na łyso w geście solidarności.
Sorry, ale obrzydliwy jest ten człowiek...