Milner: Treningi Kloppa doprowadzały do szaleństwa
Intensywność, bezwzględność i wysokie tempo – to tylko kilka określeń opisujących erę Kloppa, w której Niemiec wymagał od swoich piłkarzy dawania z siebie „100 procent”.
To podejście było widoczne od momentu jego przyjścia w październiku 2015 roku, nawet gdy większość składu przebywała na zgrupowaniach reprezentacji.
Milner początkowo był z kadrą Anglii, gdy Klopp rozpoczął pracę w Melwood, ale wrócił po jednym meczu i zobaczył, jak dwóch zawodników zwymiotowało, gdy trening nagle nabrał zupełnie innego tempa. Były numer 7 wspominał bezkompromisowe standardy Kloppa w podcaście Petera Croucha.
– Podczas pierwszej przerwy reprezentacyjnej byłem chyba zawieszony czy coś w tym stylu, więc nie mogłem grać dla Anglii.
– Byłem wtedy w klubie i pamiętam, że dwóch z chłopaków zwymiotowało na jednym z pierwszych treningów.
– Tempo było po prostu kosmiczne. To było szalone – chodziło tylko o intensywność, kolejna sytuacja, kolejna sytuacja.
– Grasz jedną piłką, a on nagle dokopywał drugą i mówił: ‘Dobra, nowa piłka’, i wszyscy musieli sprintem do niej ruszyć.”
– Nawet liczba treningów – pamiętam, że graliśmy na wyjeździe z Arsenalem w poniedziałek wieczorem, a on na początku zawsze robił podwójne treningi po dniu wolnym.
– Chyba mieliśmy wolne w niedzielę, a potem podwójny trening w poniedziałek, pojedyncze we wtorek, środę, czwartek, piątek, sobotę, niedzielę.
– Wyjazd do Londynu, trening w poniedziałek rano przed meczem i potem mecz w poniedziałek wieczorem.
– To nie były treningi na zasadzie lekkiego rozruchu – to były sprinty, a liczba urazów mięśni dwugłowych uda w tamtym pierwszym sezonie była niewiarygodna.
W tym momencie Peter Crouch przerwał, pytając, czy wynikało to z tego, że piłkarze nie byli przyzwyczajeni do tempa, jakiego Klopp od nich wymagał po pracy z Brendanem Rodgersem. Milner odpowiedział:
– Tak, przechodzisz z jednego systemu do drugiego i potrzeba czasu, żeby się dostosować, a niektórzy zawodnicy nigdy tego nie osiągną. Wiesz, to trochę tak: jeśli tu jesteś, to robisz to w ten sposób.
– Pamiętam, jak wracałem po kontuzji mięśnia dwugłowego w meczu ze Stoke – chyba straciliśmy dwóch zawodników w pierwszych 30 minutach, a ja siedziałem na ławce.
– Miałem zgodę na jakieś 15–20 minut, a fizjoterapeuta powiedział (do lekarza): ‘Cokolwiek zrobisz, nie pozwól Milly’emu wejść na boisko’.
– On był na murawie, opatrywał chyba Coutinho, odwraca się – jest około 20. minuta meczu, a ja już się rozbieram i wchodzę.
– A on się wścieka na lekarza, a lekarz na to: ‘Co mam zrobić? Powiedzieć Jürgenowi, że nie wejdzie?’ Powodzenia!
– Ta intensywność nie dotyczyła tylko pierwszego sezonu, ale całej kadencji Kloppa – jeśli pamiętasz, Andy Robertson zdradził, że zwymiotował pierwszego dnia przygotowań przed sezonem w 2017 roku!

To wyraźny kontrast wobec zarzutów kierowanych wobec obecnych metod Arne Slota, gdzie zawodników często widuje się podróżujących do Londynu lub po Europie między meczami, a sama gra bywa pozbawiona odpowiedniej intensywności.

Komentarze (2)
Czy to tylko ja widzę to co chce widzieć i wiele rzeczy odbieram jako pstryczek w nos Arne?
Najśmieszniejsze z tej perspektywy jest to, że to akurat Robertson się porzygał - ale myślę, że on akurat zrobił jeszcze więcej niż Jorguś wymagał ;) Aż się wspomina Mourinho opowiadający, że na Andy'ego nie da się patrzeć.