Frustracja na Anfield po zmianie Ngumohy
Remis 1:1 był całkiem widowiskowy, ale ostatecznie przypomniał raczej o tym, dlaczego kampanie tych drużyn w Premier League były tak rozczarowujące.
Liverpool co prawda dwa razy trafiał w obramowanie bramki, jednak brak spójności w ataku był niepokojący. Kibice zaczęli gwizdać już przy zmianie Rio Ngumohy, a po końcowym gwizdku niezadowolenie było jeszcze bardziej słyszalne.
Chelsea mogła wyciągnąć z tego meczu więcej pozytywów, kończąc serię sześciu kolejnych ligowych porażek. Minuty rozegrane przez Leviego Colwilla i wchodzącego z ławki Reece’a Jamesa dawały nadzieję, choć dość paradoksalne było to, że głównym zagrożeniem ofensywnym gości okazał się Marc Cucurella.
Fantastycznie podkręcony strzał Ryana Gravenbercha szybko wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Chwilę później Virgil van Dijk powinien podwyższyć wynik, ale po mocnym początku Liverpool stopniowo tracił kontrolę nad spotkaniem. Chelsea coraz częściej wykorzystywała Cucurellę na lewej stronie i po długim okresie dominacji w posiadaniu piłki w końcu doprowadziła do wyrównania.
Enzo Fernandez i Wesley Fofana mogą się spierać o to, komu należy przypisać gola. Francuz zamachnął się prawą nogą do dośrodkowania kolegi z rzutu wolnego i wyglądało na to, że minimalnie dotknął piłki, która wtoczyła się do bramki przy dalszym słupku. Sposób, w jaki gospodarze biernie pozwolili piłce przejść przez pole karne, z pewnością zaniepokoił Arne Slota.
Chelsea mogła utrzymać momentum po przerwie, ale gol Cole’a Palmera został anulowany, bo Cucurella był minimalnie na spalonym w fazie budowania akcji. Paradoksalnie ten moment obudził Liverpool, który znów zaczął grać odważniej. Curtis Jones miał anulowaną bramkę głową po spalonym Cody’ego Gakpo, a Dominik Szoboszlai najpierw zmusił Filipa Jorgensena do świetnej interwencji, a później trafił w słupek.
Ten motyw powtórzył się jeszcze raz, gdy Van Dijk uderzył głową w poprzeczkę.
Gregg Evans, Simon Johnson i Thom Harris przeanalizowali najważniejsze wątki spotkania na Anfield.
Jak Ngumoha poradził sobie przeciwko byłemu klubowi?
Kibice Liverpoolu przyjęli decyzję o zmianie Ngumohy w połowie drugiej połowy głośnymi gwizdami, wyrażając frustrację wobec decyzji Slota.
17-latek zaliczył trzeci ligowy występ w wyjściowym składzie w tym sezonie i szczególnie w pierwszej połowie prezentował się bardzo żywo przeciwko swojemu byłemu klubowi, często pokazując się do gry.
Jednak przy wyniku 1:1 i upływającym czasie Slot zdecydował się w 67. minucie wprowadzić Alexandra Isaka w miejsce Ngumohy. Reakcja trybun sugerowała, że kibice oczekiwali innej zmiany — najpewniej zejścia Gakpo, który był niewidoczny i do tamtego momentu miał najmniej kontaktów z piłką spośród wszystkich zawodników.
Być może ta zmiana była nieunikniona, bo Ngumoha znalazł się w podstawowym składzie tylko z powodu choroby Floriana Wirtza. Jednak sposób, w jaki prezentował się przy piłce, wywoływał ekscytację wśród kibiców.
Ngumoha notuje średnio 6,5 dryblingu na 90 minut — najwięcej spośród wszystkich piłkarzy Liverpoolu — i za każdym razem, gdy ruszał do ataku, wyglądał groźnie.
To właśnie jego podanie otworzyło drogę Gravenberchowi do zdobycia pierwszego gola. Kilka razy pokazał też świetną technikę i szybkie nogi pod pressingiem, utrzymując się przy piłce. Już na początku meczu było widać, jak jego gra przyciągała kilku defensorów Chelsea i tworzyła przestrzeń dla partnerów.
Przez cały sezon kibice domagali się większej liczby minut dla nastolatka, który trafił do Liverpoolu z Chelsea we wrześniu 2024 roku za początkową kwotę 2,8 miliona funtów, ustaloną przez trybunał 18 miesięcy później.
To częściowo tłumaczy, dlaczego fani byli tak rozczarowani, gdy został zdjęty z boiska.
Gregg Evans
Jak Chelsea weszła w mecz i przejęła inicjatywę?
Było wiele pozytywów w sposobie, w jaki Chelsea podeszła do tego spotkania. Wyraźnie celowała w lewą stronę boiska oraz prowizorycznie ustawionego na boku obrony Curtisa Jonesa. Aż 51,1 procent ofensywnych kontaktów z piłką Chelsea miało miejsce właśnie po tej stronie — był to ich drugi najwyższy wynik w sezonie.
Ogólny schemat gry był znajomy: trójka obrońców z Malo Gusto wysoko ustawionym po prawej stronie oraz Moisesem Caicedo i Andreyem Santosem pokazującymi się do krótkiego rozegrania od tyłu. Tworzyło to strukturę przypominającą ustawienie 3-2-5, rozciągając linię obrony rywali na szerokość boiska, podczas gdy Cole Palmer poruszał się swobodnie między liniami, szukając przestrzeni do otrzymania piłki.
Po powrocie Leviego Colwilla do składu Chelsea wyglądała znacznie groźniej przy budowaniu akcji przez kolejne strefy boiska, zwłaszcza gdy po słabym początku odzyskała kontrolę nad meczem. W 19. minucie Colwill zagrał świetne, progresywne podanie łamiące linię pressingu do Palmera, który inteligentnie się obrócił i wypuścił Joao Pedro. Był to doskonały przykład tego, co Chelsea potrafi tworzyć, gdy jej kreatywni podający i ruchliwi zawodnicy bez piłki dobrze ze sobą współpracują.
Jednak zespół MacFarlane’a naprawdę zaczął wywierać presję dopiero wtedy, gdy częściej udawało się znajdować Cucurellę w wyżej ustawionych sektorach boiska.

Hiszpan bardzo inteligentnie poruszał się bez piłki, atakując przestrzeń za plecami Jonesa dynamicznymi wejściami do przodu. Jednocześnie utrzymywał młodego bocznego obrońcę w ciągłej niepewności dzięki częstym ruchom do piłki i okazjonalnym wbiegnięciom do środka.
Jak pokazuje sieć podań poniżej, Cucurella przez większość meczu był ustawiony niemal tak wysoko jak Joao Pedro, stale oferując opcję podania w bardziej ofensywnej roli. Przy anulowanym drugim golu Chelsea niemal ograł Jeremie’ego Frimponga, którego Liverpool przesunął po przerwie na prawą obronę, ale akcja została zatrzymana przez minimalnego spalonego po kolejnym bardzo agresywnym wejściu.

Biorąc pod uwagę ostatnie problemy Chelsea, był to obiecujący występ ofensywny, w którym Cucurella odegrał kluczową rolę — nawet jeśli drużynie zabrakło ostatecznie wykończenia.
Thom Harris
Jak Liverpool przyczynił się do wyrównującego gola Chelsea?
Problemy Liverpoolu przy stałych fragmentach gry były już szeroko komentowane, ale bramka stracona w tym meczu była nowym dnem. Sposób, w jaki defensywa niewytłumaczalnie pozwoliła piłce po dośrodkowaniu Fernandeza wtoczyć się do siatki bez żadnej reakcji, należał do najgorszych scen widzianych na Anfield.
Wszystko zaczęło się od niepotrzebnego wybicia Giorgiego Mamardashviliego, który wrócił do składu po kontuzji i od razu naraził zespół na presję. Po wrzucie z autu Gakpo sfaulował Fofanę, a potem sytuacja tylko się pogorszyła.
Palmer początkowo rozważał krótkie rozegranie rzutu wolnego, ale Fernandez przejął inicjatywę i dośrodkował piłkę w pole karne. Fofana lekko odepchnął Gakpo, robiąc sobie miejsce, i wyglądało na to, że minimalnie dotknął piłki, która następnie wtoczyła się do bramki.

Reszta defensywy pozostała kompletnie nieruchoma — Mamardashvili stał na nogach, bezradny i niezdolny do reakcji. Był to jeden z najbardziej rozczarowujących goli straconych przez Liverpool w tym frustrującym sezonie.

Nie jest to wielkie zaskoczenie dla Liverpoolu, który stracił już 18 bramek po stałych fragmentach gry w tym sezonie, w tym w dwóch kolejnych meczach.
Choć częstotliwość takich strat zmniejszyła się względem początku sezonu, problemy wciąż są wyraźnie widoczne.
Gregg Evans
Atak Liverpoolu nie ma wystarczającej siły ognia
Biorąc pod uwagę, że Liverpool wydał blisko 450 milionów funtów podczas zeszłorocznego okna transferowego — z czego dużą część na zawodników ofensywnych — trudno było się spodziewać, że w tak ważnym meczu o awans do Ligi Mistrzów wystawi w ataku 17-latka i nominalnego bocznego obrońcę obok Gakpo.
Istnieją jednak okoliczności łagodzące. Alexander Isak wraca po długiej kontuzji, a Hugo Ekitike sam zmaga się z urazem. Mimo to był to kolejny frustrujący mecz zespołu Slota, w którym dodatkowa jakość ofensywna mogła zapewnić komplet punktów.
Ngumoha był najjaśniejszym punktem ofensywnej trójki od pierwszej minuty, ponownie prezentując odważną grę w dryblingu — wygrał cztery z pięciu prób minięcia rywala.

Z kolei Gakpo miał zaledwie 12 kontaktów z piłką, w tym tylko jeden w polu karnym rywali. Holender miał problemy z wejściem w mecz, wykonując wiele bezowocnych ruchów za linię obrony, których partnerzy nie potrafili wykorzystać niedokładnymi podaniami.
Frimpong grał zbyt szeroko i — co zrozumiałe — nie był w stanie odtworzyć zagrożenia bramkowego, jakie zwykle daje Mohamed Salah po prawej stronie.
To sprawiło, że Dominik Szoboszlai ponownie musiał wziąć na siebie większą odpowiedzialność z głębszej pozycji. Intensywnie pressował bez piłki, wbiegał w pole karne do dośrodkowań i ścinał do strzałów z dystansu.
Ostatecznie punkt powinien zapewnić Liverpoolowi miejsce w top 5, ale był to występ ofensywny dobrze oddający cały sezon — a Anfield po raz kolejny zastanawiało się, co mogło być.
Thom Harris

Komentarze (1)