LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 1969

"Wszyscy kochali Diogo" - wspomnienia kolegów


Rok temu, dokładnie tego dnia, piłkarski świat został wstrząśnięty wiadomością o śmierci napastnika Liverpoolu Diogo Joty i jego brata André Silvy, którzy zginęli w wypadku samochodowym.

Jota miał 28 lat. Zaledwie kilka tygodni wcześniej zdobył z Liverpoolem mistrzostwo Premier League, a jedenaście dni przed tragiczną śmiercią poślubił swoją wieloletnią partnerkę Rute Cardoso, z którą miał troje dzieci.

W barwach Liverpoolu zdobył 65 bramek w 182 występach, pomagając klubowi wywalczyć Puchar Anglii i Puchar Ligi w 2022 roku oraz mistrzostwo Anglii w sezonie 2024/25.

Karierę rozpoczął w portugalskim Paços de Ferreira, po czym w 2016 roku przeszedł do Atlético Madryt. Nigdy jednak nie zagrał w jego barwach, ponieważ najpierw został wypożyczony do Porto, a następnie do Wolves, którzy w 2018 roku wykupili go na stałe.

Przez trzy sezony w Wolves zdobył 44 gole w 131 meczach.

W reprezentacji Portugalii zadebiutował w 2019 roku, zmieniając Cristiano Ronaldo w wygranym 6:0 meczu z Litwą. W narodowych barwach rozegrał 49 spotkań i strzelił 14 bramek.

Ostatni raz wystąpił dla Portugalii 8 czerwca 2025 roku, gdy jego reprezentacja pokonała Hiszpanię w finale Ligi Narodów po serii rzutów karnych.

Choć Jota osiągnął na boisku bardzo wiele, osoby, które pracowały z nim przez całą karierę, najcieplej wspominają przede wszystkim jego charakter poza boiskiem.



Były bramkarz Liverpoolu Caoimhin Kelleher, który grał z Jotą w latach 2020–2025, powiedział BBC Sport:

- Często myślę o Jotsie (org. Jots). Był wspaniałym człowiekiem i kimś absolutnie wyjątkowym. Zawsze pozostawał sobą i był wierny swoim zasadom. Nie obchodziło go, że jest światowej klasy piłkarzem. Postrzegał siebie jako zwykłego faceta i trzymał się swoich wartości. Dlatego dogadywał się z każdym i dlatego wszyscy w klubie go lubili.

- Po raz pierwszy spotkałem go jeszcze w starym ośrodku treningowym w Melwood. Z powodu pandemii byliśmy podzieleni na pięcioosobowe grupy z osobnymi szatniami i on trafił właśnie do naszej. Tam zaczęła się nasza przyjaźń, która z czasem się rozwinęła, szczególnie poza boiskiem.

- Interesował się wieloma sportami, podobnie jak ja. Lubił też rzeczy, których nie spodziewałbym się po portugalskim piłkarzu, takie jak wyścigi konne, darty czy snooker. Typowo brytyjskie i irlandzkie rzeczy.

- Razem z Andym Robertsonem zorganizowaliśmy wyjazd na wyścigi do Cheltenham, bo termin zgrywał się z naszych wolnymi dniami. Szczerze mówiąc, początkowo nawet nie planowaliśmy, że pojedzie z nami. Jots usłyszał o tym, podszedł i zapytał: "Kiedy jedziemy do Cheltenham?". Taki właśnie był i zawsze będę to pamiętał.

- We wszystko, czym się zajmował, wkładał ogromny entuzjazm. Wyglądał przy tym jak bohater Peaky Blinders: kaszkiet, elegancki trzyczęściowy garnitur, a nawet kieszonkowy zegarek. To jedne z tych wspomnień, do których wracam z największym sentymentem.

- Naprawdę był nie do zatrzymania. Uwielbiał oglądać darty, a nawet sam zaczął grać, choć szło mu to kiepsko. Innym razem godzinami oglądał transmisje z gier. Podziwiałem, z jaką pasją podchodził do swoich zainteresowań.

- Ciągle łapał jakieś dziwne kontuzje. Zawsze powtarzaliśmy: "Tylko Jots mógł doznać takiego urazu", bo podejmował się rzeczy, których nikt inny by się nie podjął. Miał niesamowicie waleczny charakter i zrobiłby wszystko, żeby wygrać. Myślę, że właśnie to wszyscy chłopacy w nim kochali. Było to widać także w jego grze.

- Mam z nim mnóstwo wspomnień. Podczas przedsezonowych wyjazdów z Liverpoolem dostawaliśmy walizkę z herbem klubu i swoim numerem. Nie była jednak zbyt duża, więc nie zmieścił w niej całego swojego sprzętu do grania i zabrał większą walizkę.

- Dostał za to karę finansową, a większość drużyny przez godzinę się z nim sprzeczała, bo nie zgadzał się z tą karą. Doprowadzał nas do łez ze śmiechu, bo zamiast "suitcase" (red. walizka) ciągle mówił "sweet case" (red. "słodka skrzynia").

- Dziś jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem uczestniczyć w jego ślubie, który odbył się tydzień przed jego śmiercią, i poznać jego najbliższych przyjaciół oraz rodzinę. Po czymś takim więzi stają się jeszcze silniejsze. Dziś są to bezcenne wspomnienia i jestem ogromnie wdzięczny, że mogłem go poznać.

Były trener Liverpoolu Arne Slot, który razem z Jotą zdobył mistrzostwo Anglii, powiedział BBC Sport:


- Po raz pierwszy spotkałem Diogo podczas naszego tournée po Stanach Zjednoczonych. Podobnie jak wielu innych zawodników dołączył nieco później z powodu mistrzostw Europy. W kolejnych miesiącach pokazał nam wszystkim, jakim był człowiekiem i piłkarzem.

- Diogo nie należał do ludzi, którzy trzymają się tylko dwóch czy trzech najbliższych kolegów. Dogadywał się z każdym. Nieważne, czy był to kolega z drużyny, czy członek sztabu. Zawsze znajdował dla ludzi czas i sprawiał, że każdy czuł się ważny.

- Zawsze stawiał drużynę na pierwszym miejscu. Kiedy tylko był potrzebny, był gotów walczyć za kolegów i za klub, który kochał reprezentować.

- Po jego śmierci powiedziałem zawodnikom, że najlepszym sposobem uczczenia Diogo będzie próba bycia choć trochę takim jak on. Dla mnie właśnie w taki sposób będzie zapamiętany.

- Ludzie pewnie spodziewają się, że powiem o golu przeciwko Evertonowi i oczywiście był to wyjątkowy moment.

- Ale kiedy dziś myślę o Diogo, nie to przychodzi mi do głowy jako pierwsze. Zawsze wracam myślami do zdjęcia, które wybrał po zdobyciu mistrzostwa Anglii.


- Spośród wszystkich fotografii zdecydował się na tę, na której cała drużyna i sztab stoją przed trybuną The Kop i śpiewają "You'll Never Walk Alone". Taki właśnie był Diogo.

- Zawsze stawiał drużynę ponad sobą. Ten prosty wybór mówił o nim wszystko i właśnie to wspomnienie pozostało ze mną.

Były trener Wolves Nuno Espírito Santo, który sprowadził Jotę do Anglii, powiedział BBC Sport:


- Był jeszcze bardzo młodym chłopakiem, ale już wtedy wyjątkowym. Ciepłym, skromnym i zdeterminowanym, by odwdzięczyć się za zaufanie oraz wysiłek, jaki w niego zainwestowano.

- Jak każdy zawodnik, na początku miał trudności. Championship to niezwykle wymagające rozgrywki, zwłaszcza dla piłkarza przyjeżdżającego z zagranicy. Właśnie to wyzwanie ukształtowało jednak Diogo i pomogło mu stać się zawodnikiem, którym później był.


- Nigdy się nie poddawał. Nawet kiedy coś szło nie po jego myśli, nigdy nie spuszczał głowy.

- Ryzykuję, że zabrzmi to jak banał, ale taka jest prawda. Wszyscy kochali Diogo. Dosłownie wszyscy. Każdy w klubie, każdy w szatni. Po prostu wszyscy.

- Nawet dziś trudno o nim myśleć bez smutku. Był niezwykłym młodym człowiekiem i wszystkim nam bardzo go brakuje.

Były obrońca Wolves Conor Coady, który zdobył z Diogo tytuł w Championship w 2018 roku,  powiedział BBC Sport:

- Z Diogo wiążą się wyłącznie pozytywne wspomnienia. Najważniejsze nie są zwycięstwa ani gole, lecz to, jakim był kolegą. Był niezwykłym człowiekiem, pełnym szczerości i pokory i kimś kogo będę pamiętał do końca życia.

- Był wymarzonym kolegą z drużyny. A kiedy dołożymy do tego fakt, że był znakomitym piłkarzem, miał wszystko, czego można chcieć.

- To jeden z najbardziej zespołowych zawodników, jakich kiedykolwiek widziałem. Każdego dnia pokazywał swoją bezinteresowność. Od pierwszego dnia w Wolves było też widać jego ducha rywalizacji.


- Rozpaczliwie chciał wygrywać, nawet w tenisie nożnym. Gdy dołączyli portugalscy piłkarze, stworzyli kulturę, z jaką wcześniej się nie spotkaliśmy, a Diogo był pierwszym, który to wniósł. Był zupełnie inny. Prawdziwa bestia.

- Jeszcze zanim go poznałem, podziwiałem jego i Rubena Nevesa za odwagę przeprowadzki z Portugalii w tak młodym wieku. Odejść z jednego z największych portugalskich klubów, jak Porto, i trafić do Championship to ogromny krok.

- Ci zawodnicy zmienili moje życie na lepsze. Dzięki nim stałem się lepszym piłkarzem i lepszym człowiekiem. Każdy, kto był wtedy w szatni Wolves, powie to samo.

- Pamiętam, jak przyjechał. Pomyślałem wtedy: "Chyba nie zdaje sobie sprawy, jak trudna jest Championship", bo wielu zawodników przyjeżdża z myślą: "To przecież tylko druga liga".

- Ale Diogo był zupełnie inny. Profesjonalny, zaangażowany i bardzo inteligentny. Od pierwszego dnia było widać, że przyjechał tu z konkretnymi celami. Potwierdził to awans wywalczony już w pierwszym sezonie.

- Czasami piłkarze z innych krajów trzymają się na uboczu. Sam nie wiem, jak zachowywałbym się po wyjeździe za granicę.

- On i pozostali Portugalczycy byli jednak inni. Integrowali się z drużyną, organizowali wspólne wyjścia i zapraszali wszystkich. Rzucał się w wir każdej aktywności.

- Kiedy myślę o Diogo, zawsze przypomina mi się jego gol dla Wolves w ćwierćfinale Pucharu Anglii przeciwko Manchesterowi United, gdy stawką był awans na Wembley. Ruszył z kontrą od połowy boiska, minął Luke'a Shawa, przełożył piłkę z prawej na lewą nogę i huknął przy bliższym słupku.

- To była bramka stworzona dla Diogo Joty, bo niewielu piłkarzy potrafiłoby zdobyć takiego gola. On potrafił. Podziwiałem tę jego zawziętość.

- Byłem przeszczęśliwy, gdy odchodził do Liverpoolu. Było trochę dziwnie, bo kiedy zabrakło go na naszym meczu, wszyscy zaczęli się zastanawiać, co się dzieje. Diogo przecież nigdy nie opuszczał spotkań.

- W szatni ruszyła lawina plotek, aż w końcu Ruben Neves powiedział nam prawdę. Oczywiście było mi przykro jako koledze z drużyny, ale była to niesamowita szansa na grę w klubie takim jak Liverpool.

- Nie mogłem bardziej cieszyć się z jego sukcesów. Kiedy wrócił do ośrodka treningowego, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Gdybyś miał wybrać idealny klub dla Diogo, wskazałbyś Liverpool, a zaraz potem Wolves. Dla obu tych klubów dał z siebie wszystko i jeszcze więcej.

- Dzielenie z Diogo szatni było dla mnie ogromnym zaszczytem.

Paulo Gonçalves, sekretarz techniczny Paços de Ferreira, klubu, w którym Jota rozpoczynał karierę, powiedział BBC Sport:

- Najbardziej utkwił mi w pamięci debiut Diogo Joty w FC Paços de Ferreira, kiedy miał zaledwie 17 lat.

- Gdy trener Paulo Fonseca powołał go na mecz Pucharu Portugalii w październiku 2014 roku, od razu pokazał swoją klasę. Strzelił gola, został wybrany zawodnikiem meczu, a my wygraliśmy 4:0 z Atlético de Reguengos.

- Pamiętam, że po zdobyciu bramki pobiegł w stronę trybun, gdzie siedzieli jego rodzice, i uściskał mamę, która nie potrafiła powstrzymać łez. Był to wyjątkowy i niezwykle ważny moment.

- Doskonale pamiętam tę chwilę i wiem, jak wiele dla niego znaczyła, ponieważ jego rodzice od zawsze bardzo angażowali się we wspieranie jego kariery. Tak samo jego ówczesna dziewczyna Rute, która była z nim jeszcze od czasów szkolnych. Ta rodzinna jedność miała ogromne znaczenie dla jego kariery i właśnie dlatego wspominam ten moment.

- Co ciekawe, kiedy podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt, klub zaproponował mu dom, w którym mógłby mieszkać sam. Odpowiedział jednak, że nie ma takiej potrzeby i wolał nadal mieszkać z kolegami z drużyny juniorskiej.

- Rozmawiałem z nim kilka razy jeszcze wtedy, gdy grał w zespole do lat 19. Później, po podpisaniu profesjonalnego kontraktu, rozmawialiśmy codziennie na treningach. Pamiętam gorączkowe starania, by zgłosić go do pierwszej drużyny. Miał dopiero 17 lat, dlatego decyzję o rejestracji podjęto bardzo późno, pod koniec letniego okna transferowego.

- Podczas badań lekarskich lekarz zlecił jednak dodatkowe badanie serca. Wyniki potwierdzające, że wszystko jest w porządku, dotarły dopiero w ostatnich godzinach ostatniego dnia rejestracji w portugalskiej lidze.

- To był wyścig z czasem, ponieważ trener Fonseca bardzo chciał mieć go w kadrze na tamten sezon. Ostatecznie udało się dopiąć wszystkie formalności dosłownie w ostatniej chwili.

- Wszystko zakończyło się szczęśliwie i dzięki temu mógł zadebiutować w Pucharze Portugalii z golem, otwierając sobie drogę do fantastycznej kariery.

- Już od najmłodszych lat młodsi kibice traktowali Diogo jak idola. Nie tylko dlatego, że przeszedł przez klubową akademię i zadebiutował jako w wieku 17 lat, ale również dlatego, że wszyscy widzieli, iż ma potencjał, by osiągnąć najwyższy światowy poziom.

- Dlatego zawsze, gdy zabieraliśmy zawodników do szkół, aby promować działalność klubu, wszyscy prosili, żeby przyjechał także Diogo. Nigdy nie odmawiał i zawsze znajdował czas.

- Lubił odpowiadać na pytania najmłodszych, grać z nimi w piłkę na szkolnym boisku, a potem rozdawać autografy uczniom, którzy w niektórych przypadkach byli zaledwie od niego młodsi.



Aadam Patel

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności