LIV
Liverpool
Towarzyski
27.07.2024
01:30
BET
Real Betis
 
Osób online 1509

Wielka wygrana, wielki tydzień

Artykuł z cyklu Artykuły


(Tekst napisany przed meczem z Fiorentiną, co usprawiedliwia jego hurraoptymistyczny ton - dop. tłum.)

Kiedy już się otrząśnie z tego rzekomego letargu, to jak dobry ten Torres będzie?

Jego dokonania w Liverpoolu są niewiarygodne, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę, że nie wykonuje rzutów wolnych i karnych, tak jak inni wielcy strzelcy. To, wraz z wszechstronną naturą jego gry i bramek, już w tym momencie stawia go wyżej niż Owena, Aldridge’a i, odważę się to powiedzieć, Fowlera.

Tylko Rush i Hunt zasługują, by być wymienianymi jednym tchem obok niego – tak dobry jest dla nas póki co Torres. Oczywiście, Rush i Hunt mieli więcej czasu, jednak ciężko mieć o to do niego pretensje. Mógł zrobić tylko tyle z czasem, który miał. I dał radę, a nawet o wiele więcej.

Bycie na drodze do pobicia rekordu Hunta najszybciej strzelonych 50 bramek w lidze , to coś niesamowitego: 46 trafień w 56 spotkaniach (plus 8 wejść z ławki) to fenomenalny wynik. I to jednak nie mówi wszystkiego – w końcu grał ledwie godzinę w weekend. Nie jest zatem tak, że wszystkie 56 startów to pełne 90 minut.

Jak szybko zmieniają się rzeczy. Torres był wyczerpany, Liverpool był beznadziejny, a specjalista ds. kreatywności był w Hiszpanii. Nawet ja dałem się atmosferze zgrozy.

Ciężko było się spodziewać bazując na wczesnych reakcjach mediów, że Liverpool, podobnie jak w poprzednim sezonie, już wkrótce będzie przodował na liście najlepiej strzelających zespołów w lidze. Brakuje tego, brakuje tamtego, bla, bla, bla…

NieĽle, jak na zespół, którego największy letni zakup nie jest nawet jeszcze sprawny, i który, oczywiście, jest ostrożny… *zieeew*…

Ławka, który miała być słaba, wygląda teraz na mocniejszą. Babel, Voronin i N’Gog ostatnia grają, a kontuzjowane gwiazdy odzyskują sprawność.

Oczywiście, wystarczy porażka z Chelsea w niedzielę i postrzeganie rzeczywistości będzie zupełnie inne. Jednak tabela będzie mówić o czymś zupełnie innym.

Cztery ligowe wygrane z rzędu i porażka Chelsea z Wigan udowadniają, że ta liga może być dalej otwarta. Co ważne, Liverpool przystępuje do meczu z pewnością siebie, a do Cech-less Chelsea wkradają się pierwsze oznaki wątpliwości.

Muszę przyznać, że byłem blisko punktu załamania w obszarze obrony strefowej w ciągu ostatnich tygodni. Nie co do systemu (choć pomyłki się zdarzały), a do niemal sugerującego syndrome Tourette’a ustawicznego wspominania o nim. Czy wszyscy specjaliści mają na rozmowach kwalifikacyjnych za zadanie urągać obronie strefowej?

Tworzenie The Tomkins Times, mojego nowego bloga poświęconego LFC, dało mi szansę do dogłębnego przestudiowania tego tematu i obaleniu mitów wokół naprawdę skomplikowanej materii.

Jest to również miejsce, gdzie mogę bez przerwy zwracać uwagę na hipokryzję mediów. Krytyka może być oczywiście w porządku, jednak podwójne standardy już nie.

W poprzednim tygodniu w jednym z talk-shows, Benitez został skrytykowany za sprzedanie Croucha (który odrzucił nowy kontrakt), skrytykowany za sprzedaż Alonso (który chciał grać dla Realu i został sprzedany za trzykrotność ceny zakupu) a posiadanie Torresa określono mianem “szczęśliwego”.

Nie ściemniam! „Szczęśliwe”!

Każdy inny zostałby określony mianem geniusza za ‘ryzykowanie’ dużej części budżetu transferowego na zakup zawodnika co do którego niektórzy mają wątpliwości, a póĽniej pomożeniu mu w rozwinięciu się w najlepszego napastnika na świecie. Mówię wam, niektórzy wolą brnąć w bezsensowną argumentację niż powiedzieć dobre słowo o managerze Liverpoolu. Szczęście? To była ocena.

Rafa został również skrytykowany za sprzedanie Robbiego Keane’a, który ma teraz dobry sezon w Tottenhamie. Jednak po odejściu Keane’a Liverpool podwyższył dwukrotnie współczynnik ilości strzelanych bramek na mecz. Keane wygrywa, Spurs wygrywają, tak samo Liverpool, w znajdywaniu lepszej mieszanki wykorzystując pieniądze z transferu.

I znów, spora część krytyki wracała do tematu braku napastników, jednak Kuyt dalej strzela gole i kreuje sytuacje dla kolegów. Jest też jednym z pięciu, sześciu zawodników, którzy swobodnie zmieniają pozycję z napastnika na pomocnika i na odwrót.

I choć brakowało Torresa w poprzednim sezonie, The Reds wciąż doskonale dawali sobie radę pod jego nieobecność.

David N’Gog tylko wygląda jak kiepski wybór, jeśli jeszcze nigdy o nim nie słyszałeś (wciąż nie mówi się o nim często a przy jego wieku 20 lat łatwo go ominąć) albo jeśli próbujesz go porównać do Torresa, przy którym każdy wschodzący napastnik wygląda bardzo blado.

Przypatrz mu się jednak uważnie w środku tygodnia, a nagle ta opinia może się zmienić.

Jego współczynnik ilości goli strzelonych na minutę jest niesamowity. Nie grał, owszem, zbyt dużo kluczowych minut, jednak z Torresem może tylko tyle. I tak udaje mu się strzelić gola średnio co 138 minut. Innymi słowy – szybciej niż udawało się to Gerrardowi i Torresowi, czyli jedna bramka na każde półtorej meczu.

Można się spierać, czy Benitez ma szczęście posiadając Carraghera i Gerrarda, obojga których odziedziczył. Jednak nawet ta para zmieniała swoje role a ich gra rozwinęła się w ciągu ostatnich pięciu lat.

Zawsze utrzymywałem, że generalnie Benitez dokonywał bardzo dobrych zakupów, jednak wszyscy managerowie zaliczają pomyłki. 50% szans to wszystko na co można liczyć.

Jest także prawdą, że w każdym dowolnym momencie z natury rzeczy, zakupy zawodników spoza aktualnie grającej jedenastki będą kwestionowane. Im lepiej grają Yossi Benayoun i Dirk Kuyt, tym ciężej oceniać Ryana Babela i Alberta Rierę w kategoriach efektywności.

Mając to na uwadze, cała czwórka wymienionych wyżej graczy wielce się przyczyniła do zwycięstwa z Hull, w którym Babel znów wszedł z ławki. I tyle na temat słabego składu. (Wiem, że rywal nie był z najwyższej półki, jednak z takimi zespołami Liverpool miał problem żeby wygrać na Anfield).

Wkład w zdobywanie bramek, wskaĽnik któremu poświęciłem “Red Race”, jest kolejnym obszarem, na który będę zwracał uwagę na Tomkins Times. Używam własnej wersji asysty, która uwzględnia wszystkie podania w drodze do zdobycia bramki, nie tylko ostatnie, i które zostają potem dodane do samej bramki aby wiedzieć kto daje najwięcej.

Nie jest to w 100% głupoodporne (w końcu sam to wymyśliłem), jednak daje lepszy obraz tego, którzy zawodnicy grają ważną rolę w procesie kreowania i wykańczania sytuacji bramkowych. Następnie rozpatruję to w kategoriach całościowych jak i wkładu liczonego w minutach. Staram się również ocenić jakość samego wkładu, choć jest to oczywiście bardzo subiektywne.

Jak na zespół, który podobno tak bardzo polega na dwóch zawodnikach, od lutego Liverpool jest niezwykle atakującym zespołem. Gdy Kuyt i Benayoun kontynuują swoją formę z poprzedniego zespołu, Glen Johnson już teraz dodał zupełnie nowego wymiaru, dystansując w tym obszarze Alvaro Arbeloę o kilka długości. Johnson wychodzi do przodu nie mniej od swojego poprzednika, jednak czyni to o wiele skuteczniej.

Nie tylko gole dzielą się teraz szerzej, ale i rzekoma zależność od Gerrarda i Torresa się rozciąga i teraz cały zespół ma swój wkład w kreowanie sytuacji. Już nie tylko dwa największe nazwiska grające dla siebie nawzajem i tworzące okazje z niczego. Póki co Glen Johnson grał więcej niż jego kapitan, podobnie jak Dirk Kuyt.

Z większą ilością bramek, większa ilość zawodnik zalicza asysty – te zwykłe i te ‘moje’. Pozycja lewego obrońcy podkreśla ten trend.

Johnson miał spokojny mecz przeciwko Hull, co dało Emiliano Insui, a lewa flanka stała się główną aleją. Wielce zasłużył sobie na powołanie do reprezentacji Argentyny (choć wolałbym go opatulonego w wełniany koc w Melwood).

Jedną z wad każdego systemu liczenia asyst, jest ich zaliczanie tylko w momencie zdobycia bramki. W ubiegłym sezonie rajdy Insuy były wyśmienite, jednak jego podania nie były wykorzystywane. Nie zaliczył asysty przy żadnym z goli w jego dziesięciu występach.

W tym sezonie miał już wkład w pięć bramek, zaledwie w siedmiu meczach.

Pomimo straty Alonso, rozwój Liverpoolu w tym sezonie widać w każdym miejscu boiska (chyba oprócz środka obrony – dop. tłum.). A to wszystko zanim Agger i Aquilani choćby kopnęli piłkę.

Z pewnością będzie kilka zespołow walczących o mistrzostwo w tym sezonie, jednak po kiepskim starcie, Liverpool znów będzie jedną z nich. A to wciąż przed wrzuceniem ostatniego biegu.

Paul Tomkins

Ľródło: liverpoolfc.tv



Autor: Alex
Data publikacji: 30.09.2009 (zmod. 02.07.2020)