Osób online 932

Mój przyjaciel Kolumb

Artykuł z cyklu Artykuły


¦redniowieczna Europa była całkiem spokojnym miejscem, w którym tkwiło głęboko zakorzenione przeświadczenie, że poza Afryką, czyli gehenną wszystkiego, co białe, oraz Azją, czyli gehenną wszystkiego w ogóle, nie ma na Ziemi nic poza bezmiarem oceanu i jakimś tam bliżej nieokreślonym końcem świata.

Od czasu do czasu trafiał się jakiś pomyleniec, który postanawiał, że całkiem fajnym sposobem na zakończenie żywota byłoby, podziwiając nieznane, spadać z wodospadu owego końca świata.

W ten oto sposób ludzie odkryli nowy świat. Co prawda dziwnym im było, że żyją tam jacyś ubabrani we krwi dziwacy, a spodziewali się Indii... A cóż tam! Wybili! Przynajmniej Kopernika ściągnęli z indeksu.

Istniała sobie w tych czasach smagana batogiem poniżenia grupa społeczna zwana potocznie hołotą. Przyzwyczajeni do swego nędznego losu jej przedstawiciele nie widzieli zbyt ciekawych perspektyw na przyszłość.

Wtedy właśnie rozszedł się bardzo dla nich budujący news. Odkryliśmy nową ziemię! Cóż za radość! Nowa szansa! I jest gdzie pochować owoce prokreacji!

W rejs zaciągali się zatem jak jeden mąż umęczeni i uciśnieni. Niegodne cokolwiek nosili oni godności (sic!), jednak mieli nadzieję, że tam gdzie zmierzają, zmażą skazy swoich żywotów. Zdarzyło się pewnego razu, że na jednym statku spotkało się dwóch ludzi. Jednego, z oczywistych przyczyn nazywano Hick, drugi zaś mienił się być Blade'em, choć najbliżsi mówili mu pieszczotliwie – Gillette.

Gdyby ktoś dalej miał wątpliwości. Pierwszy z nich z licznych swoich przywar za najgorszą uważał permanentną czkawkę, drugi zaś zdobył sobie złą sławę rozbójnika, ponieważ wyciął w pień trzy najbardziej zapyziałe wsi w południowej Walii.

Obaj znali się już. Wspólnie dorastali we wsi Mamucium, dziś nazywanej Manchesterem.

Kontynuując rys historyczny. Nasi przyjaciele osiedli szczęśliwie w Nowej Anglii, uprawiając ziemię i wieszając nieopatrznie ostałych się przy życiu Inków. Kilka pokoleń póĽniej ich potomkowie byli już dumnymi obywatelami Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Kraj ten w swojej długiej (ponad dwustuletniej) historii nie umiał, jak to przeważnie bywa z potomkami hołoty, zadowolić się tym, co już posiadał. Historia zna takie słowa, jak Kuba czy Wietnam.

Pod koniec XX wieku do pieniędzy doszli w końcu potomkowie naszych bohaterów. Szpetne Hick opatrzono wspaniałomyślnie literką „s”, a o Blade zapomniano. Teraz drugi z naszych bohaterów mienił się Gillett.

Pewnego bardzo deszczowego dnia postanowili powrócić do korzeni. Rzucili (www.google.com) okiem na mapę Anglii i starali się zlokalizować Mamucium, jednak jedyne miasto, które teraz istnieje w tych okolicach to Liverpool.

„Kupmy!” - zakrzyknął Hicks.

Gillett szybko podchwycił i w ten oto sposób dotarliśmy do... początku naszych rozważań.

Panowie szybko rozpanoszyli się na nowym placu zabaw, nakłamali ile wlezie, pousadzali synów na eksponowanych stołkach, wydali 30 milionów funtów i spoczęli w oczekiwaniu na allachy.

Niejaki szejk Muhammad, piąty najbogatszy człowiek na świcie postanowił stanąć w obronie kibiców, którzy nie chcieli oddać hołdu. 400 milionów na stół. Blade się połasił. Hick powiedział „nie”.

Nie ma sensu cytować tego człowieka, jednak stwierdził on bezczelnie, że ON WIE, co jest najlepsze dla „ognistych kibiców z the Kop”. Zabawne, że to samo the Kop wcześniej sukcesywnie pokonywało kolejne szczeble niechęci do tego pana, słupek rtęci zatrzymał się na: „ !@#$%^&* stąd !@#$%^&* ”.

Jak bardzo człowiekowi władza może uderzyć do głowy? Rzecz ta jest przerażająco dziwna. I bliĽniaczo podobna do przykładu z Polski. Pan Michał Listkiewicz. Jemu nawet syna pobili, żeby zrezygnował. A kto jest prezesem PZPN? Człowiek kochający swoje dzieci...

Powracając jednak do głównego wątku – Tom Hicks pokazał typowo Amerykańską mentalność. „Co z tego, że muszę spłacać pożyczkę przez zaciągnięcie kolejnej? Grunt, że mam WŁADZĘ!”

Hicks jest bardzo naiwny. Wciąż się zadłuża, ale trzyma się klubu jak brzytwy, bo ma nadzieję, że dzięki niemu uda się tej szlachetnej rodzinie wyjść z dołka (leju!) finansowego. Pan ten ma ponad 60 lat. Ludzie z William Hill pewnie już zwietrzyli okazję...

Dla kontrastu szejk al-Aktum zbudował ostatnio stok narciarski na środku pustyni, a w trakcie usypywania jest archipelag wysp przedstawiających świat w fantazyjnej skali.

Hicks jednak ma swoją dumę. I nawet wie, co to jest cynizm. Szkoda, że to właśnie nam splunął nim w twarz, ale cóż... życie nas nie pieści. Hicks stwierdził, że komitet DIC - Amerykanin nie byłby dobry dla klubu. A może on po prostu jest taki głupi i nie zauważył, że w ostatnich miesiącach dobitnie udowadniał, kto ty nie wie, co jest najlepsze dla klubu? Biorąc pod uwagę, że jest Amerykaninem... Trzymajmy się jednak wersji, że siedzi właśnie w swojej rezydencji i informuje biuściaste tancerki: „Ale im powiedziałem!”

Groteskowym wydaje się fakt, że ów Hicks co przeciętnie miesiąc informuje cały świat, że widzi już przyszłość Liverpoolu. Pełną przyjaĽni i trofeów.

Prawdomówność również nie jest mocną stroną Hicksa. Człowiek ten całkiem niedawno stwierdził, że nie ma zamiaru stosować prawa weta wobec możliwości wykupienia akcji Gilletta przez DIC. Prawdomówność i konsekwencja. Tak jest.

Moment, w którym postanowił przerwać negocjacje też jest bardzo ciekawy – przeddzień arcyważnego spotkania w Lidze Mistrzów. Liverpool był stawiany w roli faworyta do awansu do ćwierćfinału (i ostatecznie dostał się do następnej rundy), ale przecież odrobina dywersji samobójczej nie zawadzi...

I najważniejsze. Władza. Ten motyw przewinął się przez niniejszy felieton już kilkakrotnie, jednak wymaga on odrobiny rozwinięcia. Otóż dla przeciętnego człowieka aż dziwnym jest, jak władza potrafi demoralizować, pozbawiać wszelkich hamulców, a także czegoś, zwanego potocznie zdrowym rozsądkiem.

Literatura mówi o tym od wieków. Pozwolę sobie wspomnieć przykładowego Froda Bagginsa. Jego potęga władzy zniewoliła. Przykład historyczny – Radziwiłłowie, dla których władza ważniejszą była od ojczyzny. Tak można mnożyć i mnożyć...

I tylko zastanawia się taki szaraczek, jakim jestem ja i jesteś ty. Skąd to się bierze? Skąd taka niepohamowana żądza władzy, co w niej jest takiego nęcącego. W Anglii ludzie przechodzili wszelkie wyobrażenia – otruwali króla, by samemu zasiąść na tronie. Nikt nie pomyślał o tym, że jego też otrują...

Ludzie na Anfield mają przynajmniej tę sposobność, że mogą otruć. My, oddaleni nieubłaganymi kilometrami, możemy tylko rzucać klawiaturą. Beznadzieja...

Roger Waters, drugi wokalista i basista legendarnego zespołu muzycznego Pink Floyd, straszy:

„Run to the bedroom

In the suitcase on the left

You'll find my favorite axe”

To oczywiście gwoli otruwania.

W ostateczności dochodzimy jednak do smutnego wniosku. Ludzie niezbyt zmienili się od średniowiecza (jeden delete „praw człowieka” i dalej nabijamy heretyków na pal). A już hołota hołotą pozostała – co brzmi idiotycznie – w dwójnasób.

Pieprzony Kolumb...



Autor: Witz
Data publikacji: 12.03.2008 (zmod. 02.07.2020)