Osób online 953

W wyścigu o tytuł Liverpool potrzebuje nabrać prędkości!

Artykuł z cyklu Artykuły


Z czasem wszystko się zmienia. Ten tydzień stanął pod znakiem kupna Liverpoolu przez dwóch amerykańskich biznesmenów, George'a Gilletta i Toma Hicksa. Kwota? 470 milionów funtów.

Był to najważniejszy krok na drodze zapoczątkowanej z momentem zerwania z tradycją boot roomu (sławny boot room był pomieszczeniem na Anfield, w którym w latach '60-'80 ekipa trenerska siadała by i przy herbacie omawiała wszelkie aspekty drużynowe i taktyczne - przyp. red.) w latach dziewięćdziesiątych. Rodzina Mooresów już się nie liczy a w przyszłym miesiącu rozpoczną się prace na terenie Stanley Park mające na celu zbudowanie obiektu, który zastąpi Anfield.

Merseyside ma wyjątkowo intensywne powiązania z piłką nożną. Gra ta jest silnie związana z całym miastem i społecznością. Nie trzeba daleko szukać - wystarczy spojrzeć na, wydawało by się, niewinne napomknienie Beniteza o tym jaki to mały jest Everton. Piłka nożna ma naprawdę olbrzymie znaczenie dla miasta Liverpoolu.

Właśnie to powoduje, że amerykańskie przejęcie jest tak delikatną operacją. Kiedy Roman Abramovich kupował Chelsea, nie musiał się przejmować długą historią pełną sukcesów. Gillett i Hicks kupili sobie natomiast klub z tradycją, która wymaga najwyższych standardów i dokonań. Zmiana ta jednak musiała nadejść. Liverpool stanął w obliczu spadku do tylnego rzędu. Teraz jednak, pomimo ciężkije przeprawy z przeszłością, są na dobrej drodze.

Najgorszym aspektem będzie niewątpliwie zostawienie Anfield, wielkiego i sławnego stadionu. Tym niemniej - starego. Nostalgia przeszłej glorii i chwały kryją się pośród trybun Anfield. Jeżeli jednak zapytalibyście drużyn, który dokonały już przenosin na nowe obiekty, czy powróciłyby na stare śmieci, odpowiedziałby oczywiście "nie". Tradycja jest dla fanów Liverpoolu równie ważna jak i dla innych kibiców, ale to samo tyczy się wygrywania meczy i pucharów.

Nowa infrastruktura na pewno w tym wszystkim pomoże. Fani będą zaniepokojeni sprzedażą praw do nazwy nowego stadionu, ale jeżeli uczynienie tego doda więcej blasku w gablotach ze zdobyczami klubu, na pewno ułatwi to zgryzienie tego ciężkiego orzecha.

Nowi właściciele są, co widać, napędzani potrzebą sukcesu. Widać to zresztą po ich wyśmienitych osiągnięciach w sporcie amerykańskim. Spotkałem George'a Gilleta jakieś cztery czy pięć lat temu na turnieju golfowym. Wydawał się być przyzwoitym człowiekiem z wielką pasją do sportu.

Myślę, że to co sprawiło, że zyskali sobie zwolenników, to ich podejście do długoterminowego zaangażowania, gwarancja przyszłości Beniteza i popularnego dyrektora wykonawczego - Ricka Parry'ego. Postarają się włączyć klub w rywalizację z Chelsea i Manchesterem United.

Nie będzie to jednak takim łatwym zadaniem. Moim zdaniem Liverpool jest znaczący kawał drogi za tą dwójką. Można sobie zadać pytanie ilu z ich zawodników mogłoby ot tak przejść do Chelsea, Manchesteru czy nawet Arsenalu. Mogliby to od ręki zrobić Jamie Carragher, Xabi Alonso i oczywiście Steven Gerrard. Dalej jednak zaczynają się schody.

Jak dla mnie, brakuje im szybkości po obu stronach boiska. Craig Bellamy dosyć znacznie zażegnał ten problem a Dirk Kuyt posiada wielki potencjał. Dalej jednak nie mają oni światowej klasy napastnika. Potrzebują też jakiegoś utalentowanego obrońcy. Sami Hyypia powoli kończy karierę i pomimo, że Carragher to wciąż światowa klasa - będzie się już tylko starzał.

Pomimo optymizmu fanów Liverpoolu, jakakolwiek poważniejsza zmiana potrzebuje czasu. Jeżeli nie będzie to jedno-nocna inwestycja w stylu Abramovicha, wymagać to będzie konsekwentnego i spokojnego budowania. Wygląda na to, że Benitez będzie miał do swojej dyspozycji znaczący budżet transferowy. Jeżeli wyda te pieniądze mądrze to możemy ujrzeć stopniowy wzrost znaczenia Liverpoolu w kontekście walki o tytuł.

To właśnie słowo-klucz: tytuł. Liverpool przez ostatnie sezony wygrywał puchary, przede wszystkim Ligę Mistrzów, ale dla tych wszystkich fanów, którzy dorastali w złotych latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, to właśnie ligowy tytuł pozostaje największym marzeniem. Wygrywanie pucharów jest wspaniałe, lecz żeby naprawdę udowodnić swoją wielkość, trzeba to zrobić na bazie 38 spotkań.

United wyglądają potężnie, z niesamowitym, młodym składem. Jestem też pewien, że Chelsea wybije się ze swojego chwilowego dołka. Arsene Wenger buduje wyśmienity młody zespół, drużynę, która w przeciągu kilku sezonów stanie się naprawdę wymagająca.

Jeżeli Liverpool wzniesie się na taki poziom by móc realnie zaatakować w walce o tytuł, to możemy mieć przed sobą najbardziej ekscytujące lata w historii Premiership.

Gary Lineker

Żródło: telegraph.co.uk



Autor: Macieque
Data publikacji: 11.02.2007 (zmod. 02.07.2020)