Osób online 917

Clive Tyldesley, czy aby na pewno Pan ogląda?

Artykuł z cyklu Artykuły


Obrona strefowa, chłopcy. Powiem wam, to będzie mój koniec. Moje ciśnienie wzrośnie do 170/110.

I jeśli nie będę dawał żadnych oznak życia przez najbliższy tydzień, władze wyważą moje drzwi, żeby tylko znaleĽć moje szczątki porozrzucane po całym pokoju, po moim gwałtownym spłonięciu.

Jednak to nie sam system spowoduje moją eksplozję – tylko to, czego muszą słuchać i o czym czytam na jego temat.

Rafa Benitez po przybyciu na Anfield już na samym początku zakomunikował, że podczas rzutów rożnych i innych stałych fragmentów gry, The Reds będą grać obroną strefową. Nazwa dokładnie ukazuje, na czym opiera się ten system: piłkarzom przydziela się strefy, zamiast przeciwników; ustawiają się na kluczowych pozycjach w okolicach pola bramkowego, dzięki czemu od razu znajdują się na dobrej pozycji do wybicia piłki, niezależnie od tego, gdzie ona zostanie posłana.

Najlepszym sposobem na zrozumienie całej idei krycia strefowego jest przemyślenie tego, co robi bramkarz podczas stałych fragmentów gry. Golkiper ma skupić się na piłce, nie kryje żadnego zawodnika drużyny przeciwnej. Jego zadaniem jest śledzenie toru lotu piłki i przejęcie jej, jeśli znajdzie się w jego strefie – która powinna mieć swoją granicę mniej więcej na 10 metrze od bramki. Więc całkiem łatwo jest to zrozumieć.

Podczas każdego meczu Liverpoolu pokazanego w tym sezonie w telewizji komentator, albo ekspert wspominał o tym, że w ostatnim sezonie The Reds mieli ogromne problemy z obroną podczas stałych fragmentów gry, z powodu nieefektywnego krycia strefą.

Zadaniem Clive’a Tyldesleya jest wspomnienie o tym jak najczęściej tylko się da. Andy Gray przynajmniej mówi, że The Reds są wielką drużyną, więc powinni dobrze sobie radzić z obroną stałych fragmentów gry; jednak chwilę póĽniej zazwyczaj wspomina o mankamentach obrony strefowej, żeby potwierdzić opinię kolegi.

Tak naprawdę stwierdzenie, że The Reds nie potrafią bronić podczas stałych fragmentów gry stało się największym kłamstwem od czasów wychwalenia Chesney Hawkes jako przyszłości muzyki.

Prawda jest taka, że The Reds stracili zaledwie dwie bramki po rzutach rożnych w ostatnim sezonie – oba miały miejsce w Premiership (podczas spotkań z Chelsea i Evertonem). W Sumie The Reds musieli sobie poradzić 137 razy w lidze z rzutami rożnymi, co oznacza, że zespół Rafy Beniteza stracił bramki jedynie po 1,5% z nich. Tylko jednej drużynie udało się zbliżyć do takiego osiągnięcia – Chelsea straciła trzy gole ze 127 rogów (2,4%).

Dalej przechodząc do rzutów wolnych to Liverpool też stracił tylko dwie takie bramki w Premiership – również o jedną mniej od Chelsea. Więc The Reds stracili o 1/3 mniej bramek po stałych fragmentach gry niż drugi pod tym względem najlepszy zespół.

Poszerzając te rozważania do wszystkich rozgrywek, Liverpool stracił 8 bramek po stałych fragmentach gry, Chelsea 9, Arsenal 12, a Manchester United 15. Liverpool także rozegrał najwięcej spotkań w całym sezonie: co oznacza, że stracili mniej bramek, a rozegrali więcej minut.

The Reds także nie stracili nawet jednej bramki po bezpośrednim uderzeniu piłki z rzutu wolnego (to już nie jest zasługą krycia strefą, ale stanowi to całkiem interesujący fakt, no i żadna z czterech pozostałych czołowych drużyn nie może się czymś takim pochwalić.)

W tym sezonie Liverpool rozegrał już siedem spotkań i stracił jednego gola po stałym fragmencie gry – w meczu z Sheffield United. W poprzednich rozgrywkach średnia wynosiła jedna stracona bramka na 8 meczy.

Trzeba przyznać, że Liverpool wygląda nerwowo podczas stałych fragmentów gry. Ale której drużyny to się nie tyczy? W obecnych czasach piłkarze wkładają w dośrodkowania taką siłę i precyzję, co powoduje, że żadna drużyna w takich sytuacjach nie może czuć się zrelaksowana, a nerwowość jest jeszcze potęgowania nieprzerwanym ruchem zawodników w polu karnym. W końcu taka sytuacja stanowi potencjalne zagrożenie utraty gola. Ale może lepiej będziemy, jak skupimy się na faktach, a nie chorych opiniach?

Jednym z niewielu mankamentów gry strefą jest umożliwienie napastnikom zaatakowani piłki z głębi, podczas gdy obrońcy są bardziej statyczni i skupiają się na utrzymaniu swojej pozycji. Więc Liverpool dość często będzie przegrywał pierwsze pojedynki powietrzne w takich sytuacjach (w systemie gry jeden na jednego sytuacja wygląda inaczej), jednak strzelenie bramki jest znacznie utrudnione – co jest poparte faktami.

Nic się nie mówiło na temat problemów Chelsea z rzutami rożnymi i wolnymi. Nie było takiej potrzeby. Wspaniale sobie radzą w takich sytuacjach. Jednak minimalnie są gorsi w tym elemencie od Liverpoolu.

Mit na temat obrony strefowej ma swoje początki w przełomie jesieni i zimy roku 2004, gdy nowy sposób gry nie został jeszcze dobrze dopracowany. Przez kilka tygodni było fatalnie, ponieważ piłkarze nie potrafili sobie poradzić z wymaganiami postawionymi przez taki system. Jednak mniej więcej w tym samym czasie odbył się mecz Premiership pomiędzy Norwich, a Middlesbrough, zakończony remisem 4-4. Pięć bramek w tym spotkaniu wyniknęło z jednego z najgorszych zachowań podczas obrony ‘każdy swego’ – okazje strzeleckie było podawane przeciwnikom na tacy. Niektórzy piłkarze zostali zablokowani, jednak pozostawali nie kryci, dzięki czemu co chwila napastnicy mieli mnóstwo miejsca w polu karnym.

W tamtym meczu padło więcej bramek po rzutach rożnych i wolnych niż w całym poprzednim sezonie Liverpoolu w Premiership. Przyjmijcie to w końcu do świadomości.

Największym problemem dotyczącym obrony strefowej jest fakt, że po straconym golu zawsze obwinia się sposób gry, a nie indywidualnych piłkarzy. W systemie ‘każdy swego’ za każdym razem winny jest piłkarz, więc częściej przymyka się oko na niedoskonałości tego sposobu gry.

To jest moja próba, żeby w końcu unicestwić mit obrony strefowej. Chelsea jest najlepszym zespołem pod względem zdobytych bramek ze stałych fragmentów gry (w ostatnim sezonie zdobyli o 50% więcej bramek w ten sposób, niż Liverpool i Manchester United), więc w niedzielę może nadarzyć się następna okazja na bezpodstawną, nie opartą na faktach krytykę obrony w strefie.

Z pewnością nie jest w 100% skuteczna (ale jaki system jest?), ale obecnie udowodnione jest to, że jest najlepszym sposobem obrony podczas stałych fragmentów gry. Im szybciej ludzie zaczną to rozumieć tym lepiej.

Jednak, jeśli The Reds stracą w niedzielę bramkę po stałym fragmencie gry i po raz kolejny obwiniona zostanie obrona strefowa – a następnie przez tydzień nie będę dawał znaku życia – to będziecie wiedzieli, co się stało.

Paul Tomkins



Autor: Liverpoollover
Data publikacji: 13.09.2006 (zmod. 02.07.2020)