Osób online 1086

To nie tylko wina Balotellego – analiza

Artykuł z cyklu Artykuły


Przedstawiamy Państwu felieton Tony’ego Barretta, w którym tłumaczy, dlaczego Mario Balottelli jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej problemów Liverpoolu i jakie aspekty gry musi poprawić Brendan Rodgers.

Bramkarz grający poniżej oczekiwań

Gdyby Mario Balotelli nie istniał, to w interesie Simona Mignoleta byłoby stworzenie go. Z tego względu, że to na napastnika spada cała krytyka, nikt nie zauważa problemów bramkarza, który nie potrafi udowodnić, że jest godny bycia numerem jeden w bramce Liverpoolu.

Nieobecność i nieumiejętność dyrygowania w polu karnym są najbardziej oczywistymi wadami Mignoleta, jednak mecz z Realem Madryt pokazał kolejny problem belgijskiego piłkarza, któremu brakuje odwagi, tak wymaganej od czołowych bramkarzy.

Widok bezpańskiej piłki na piątym metrze zazwyczaj jest znakiem dla bramkarza, żeby się na nią rzucić, zażegnać bezpieczeństwo i odciążyć grających przed nim obrońców jednym zdecydowanym ruchem. Mignolet jednak nie zdołał szybko zareagować i odebrać piłki, pozwalając Karimowi Benzemie na przejęcie jej i zdobycie trzeciej bramki dla Realu. Liverpool będzie zapewne chciał znaleźć dla niego zastępstwo w styczniu, ale do tego czasu będzie musiał radzić sobie z Mignoletem, którego Brendan Rodgers nie chce posadzić na ławce i dać szansy na grę Bradowi Jonesowi.

Pasywność w grze

Przez całe 90 minut meczu przeciwko Realowi, piłkarze Liverpoolu faulowali sześć razy i nie otrzymali żadnej kartki. Rodgers nie chce, żeby jego zespół grał zbyt fizycznie i od siły ważniejsza jest dla niego technika, ale zdał sobie sprawę z tego, że w wielu sytuacjach Liverpoolowi brakuje wymaganej siły i agresji, dzięki którym mogliby narzucić przeciwnikom swój styl gry.

– Mogliśmy być zdecydowanie lepsi w tym aspekcie gry. Nie jestem osobą, która stara się uczyć takiej gry. Zazwyczaj wiem czy zespół był agresywny czy nie – powiedział Rodgers.

– Sądzę, że w pewnych sytuacjach mogliśmy sprawić im więcej kłopotów, gdyż to cechuje zespoły mistrzowskie. Tym co cechuje zespoły mistrzowskie jest to, jak radzą sobie z najlepszymi przeciwnikami. W meczu przeciwko Realowi nie było tak, że się nie staraliśmy i nie chodziło o naszą etykę pracy, jednak faktycznie w tym aspekcie gry, mogliśmy być lepsi. Sądzę, że już wcześniej powiedziano o nas, że jesteśmy „za dobrzy”, ale udowodniliśmy wiele razy, że tak nie jest. Oczywiście w tym roku czeka nas więcej meczów, co ma wpływ na to, że nie mamy tyle siły w nogach. Dla nas i zawodników jest to dopiero nauka gry na odpowiednim poziomie. Takie doświadczenie, jak to, pozwoli nam się stać lepszymi.

Łatwe tracenie bramek

Przed wizytą Realu na Anfield Rodgers był zdania, że krytyka, która spadła na jego linię defensywną była przesadzona. Po spotkaniu to właśnie menedżer Liverpoolu oskarżył swój zespół o łatwe tracenie goli po raz kolejny przez podstawowe błędy i ciągłą nieumiejętność radzenia sobie z dośrodkowaniami w pole karne. Słowa Rodgersa są jeszcze bardziej surowe niż słowa krytyków Liverpoolu, ponieważ według niego słabość w grze defensywnej odnosi się do całego zespołu, a nie tylko czterech obrońców.

– To tyczy się całego zespołu; czy jest to stały fragment gry, czy stosujemy pressing. Oczywiście, gdy traci się bramki w taki sposób jak my, pojawiają się wątpliwości co do gry obronnej. Musimy rozwiać te wątpliwości – powiedział Rodgers.

Patrząc na to, że Liverpool zachował jedynie osiem czystych kont (w tym trzy w meczach z Tottenhamem Hotspur) w 43 spotkaniach Barclays Premier League od sierpnia 2013 roku, sprawia to, że potrzeba zacieśnienia szyków obronnych zespołu staję się coraz bardziej oczywista, szczególnie, że nie ma już Luisa Suáreza, który nadrobiłby ewentualne straty.

Brak ruchliwości w ataku

Jedną z największych zagadek strategii transferowej Liverpoolu – których z resztą przybywa coraz więcej – jest to, czemu the Reds zdecydowali się zastąpić jednego z najbardziej ruchliwych napastników na świecie, Luisa Suáreza, dwoma najmniej ruchliwymi w osobach Maria Balotellego i Rickiego Lamberta. Będąc sprawiedliwym wobec Liverpoolu, trzeba powiedzieć, że ich pierwszym kandydatem do zastąpienia Suáreza był Alexis Sánchez, jednak opcja przenosin do Arsenalu okazała się dla niego bardziej atrakcyjna, a próba pozyskania Loïca Rémy’ego spaliła na panewce ze względów zdrowotnych Francuza. Przynajmniej wtedy Liverpool chciał zawodnika, który by pasował do płynnego i ofensywnego stylu gry, który tak się sprawdził w zeszłym sezonie, więc niezrozumiałe jest czemu zdecydowali się pozyskać napastników, którzy nie pasują do tego stylu.

Lambert został sprowadzony do klubu jako dodatkowy napastnik, który dałby Rodgersowi możliwość zagrania w inny sposób, gdyby Liverpool spotkał się z rywalem grającym mocno defensywnie, jednak rola ta została mu odebrana, gdy zakontraktowano Balotellego, który również jest statycznym zawodnikiem i mocno polega na pracy innych. Lambert zaczął się przyzwyczajać do tego, że nie wchodzi na boisko, podczas gdy Rodgers stara się, na razie z kiepskim skutkiem, zmienić Balotellego w bardziej ruchliwego napastnika. Można by było tego wszystkiego uniknąć gdyby Liverpool w swoich poczynaniach transferowych starał się znaleźć zawodnika, który pasowałby do stylu gry preferowanego przez Rodgersa.

Zbytnie poleganie na Gerrardzie

34-letni Steven Gerrard jest na takim etapie kariery, że każdy mecz, w którym nie zagra na odpowiednim poziomie, albo będzie gorszy od bezpośrednich przeciwników na boisku powoduje, że zaczyna się mówić, że być może jego czas już się skończył. W meczu przeciwko Realowi kapitan Liverpoolu był gorszy od Toniego Kroosa i Luki Modricia, a hiszpański zespół dzielił i rządził w środku pola. Poleganie na Gerrardzie mija się z celem. Właśnie ze względu na jego wiek inni zawodnicy powinni pomóc mu nieść ciężar, który jako talizman Liverpoolu nosi już ponad dekadę.

Rodgers na początku sezonu mówił o tym, że trzeba będzie zarządzać występami Gerrarda, ale od początku sezonu opuścił on tylko jeden mecz w Capital One Cup przeciwko Middlesbrough i rozegrał pełne 90 minut w dziewięciu z dziesięciu spotkań, które zaczynał od pierwszej minuty. Powód jest oczywisty, Liverpool nie posiada pomocników, których Rodgers mógłby wykorzystać w meczu zamiast Gerrarda. Jordan Henderson wciąż musi odnaleźć formę z poprzedniego sezonu, Joe Allen miał kontuzję, Emre Can wciąż nie zdołał wpłynąć na grę zespołu po kontuzji, a Lucas Leiva wypadł z łask trenera. To wszystko sprawia, że nie można odsunąć Gerrarda od zespołu, pomimo tego, że zbytnie poleganie na nim nie wpływa dobrze na jego formę.

Tony Barrett



Autor: Tomasi
Data publikacji: 26.10.2014 (zmod. 02.07.2020)