Osób online 1084

Czy klub poradzi sobie bez dalszych transferów?

Artykuł z cyklu Artykuły


Porażka w rzutach karnych w meczu o Tarczę Wspólnoty. Część kibiców staje się coraz bardziej nerwowa w związku z brakiem aktywności transferowej w czasie, kiedy na horyzoncie widać już początek nowego sezonu Premier League. Wszystko to już znamy.

Liverpool nic nie robił sobie wcześniej z tych obaw, kiedy to rok temu przegrał z Manchesterem City w meczu na Wembley o to samo trofeum.

Ubiegłoroczne lato, w trakcie którego miejsce miały jedyne skromne transfery w postaci przybycia na Anfield zawodników takich jak Harvey Elliot, Adrian, Sepp van der Berg i Andy Lonergan, poprzedziło pełen sukcesów sezon, kiedy to drużyna prowadzona przez Jürgena Kloppa pokonała w pięknym stylu swoich rywali, kończąc trwający 30 lat okres oczekiwania na mistrzowski tytuł.

Poprawa miała swoje źródło wewnątrz klubu – Klopp skupił się raczej na rozwoju tych talentów, które miał do swojej dyspozycji, niż na ewentualnych ruchach transferowych.

Pytanie, które dzisiaj należy sobie zadać, to czy niemiecki menedżer będzie w stanie powtórzyć tę sztuczkę? Czy teraz, kiedy wyraźnie widać, że Chelsea zaczyna wydawać pieniądze na nowych zawodników, z Manchester City pracuje nad podpisaniem kontraktu z opuszczającym Barcelonę Lionelem Messim, Liverpool będzie w stanie utrzymać dotychczasowy poziom bez sprowadzenia nowych, grających na pewnym i wysokim poziomie piłkarzy?

Oceniając przegraną drużyny Kloppa w rzutach karnych w meczu o Tarczę Wspólnoty, która miała miejsce drugi sezon z rzędu,  należy mieć na uwadze jednak pewną szerszą perspektywę.

W meczu tym zespół the Reds występował bez Jordana Hendersona, będącego inspiracją kapitana drużyny, jak również bez Trenta Alexandra-Arnolda, najbardziej kompletnego prawego obrońcy w światowej piłce nożnej.  I było to widać.

Niedługo obydwaj ci zawodnicy mają powrócić do gry, Alexander-Arnold już dostał zielone światło, by powrócić do pełnych treningów po tym, jak uporał się z kontuzją łydki. Nieobecność kontuzjowanych Joëla Matipa, Divocka Origiego, Xherdana Shaqiriego oraz Alexa Oxlade-Chamberlaina również miała negatywny wpływ na głębię składu w okresie przedsezonowym.

Liverpool zapłacił cenę za okropnie powolny start w meczu przeciwko Arsenalowi i nieudane próby zdominowania drugiej połowy spotkania, kiedy to decydujący okazał się nieudany rzut karny w wykonaniu Rhiana Brewstera. Brak ostrej gry w wykonaniu Liverpoolu był zrozumiały, biorąc pod uwagę, że zespół na spotkanie na Wembley udał się prosto z wyczerpującego obozu treningowego w Austrii.

Jednym z najważniejszych pozytywnych aspektów tego spotkania był widok Takumiego Minamino, któremu udało się zdobyć wyrównującą bramkę w meczu – po 7 miesiącach od jego przybycia z Salzburga. Po spotkaniu Virgil van Dijk mówił o „fantastycznym” japońskim piłkarzu, który „wyszedł ze swojej skorupy”.

W drugiej połowie sezonu 2019/2020 Minamino rzadko pojawiał się na boisku, teraz jest jednak w pełni przygotowany do stylu pracy Kloppa i zaimponował sztabowi swoim wpływem na drużynę w okresie przedsezonowym. Z pewnością w nadchodzących miesiącach będzie miał znacznie większą rolę do odegrania, niż miało to miejsce wcześniej.

To samo dotyczy również Naby’ego Keïty, który również wzmocnił zespół mistrzów kraju po wejściu na boisko z ławki rezerwowych. Był zawodnikiem, który wprowadził w środku pola iskrę kreatywności, której brakowało drużynie Kloppa.

Mimo powyższego, apele o dalsze wzmocnienia zespołu są w pełni zrozumiałe, i stają się coraz intensywniejsze w związku z zainteresowaniem Thiego Alcântarą, pomocnikiem grającym w Bayernie Monachium.

Jak wskazują media, reprezentant Hiszpanii, który obecnie jest na wakacjach po zwycięstwie w Lidze Mistrzów,  byłby zainteresowany przeniesieniem na Anfield.

Jednak Liverpool na chwilę obecną nie rozpoczął jeszcze rozmów z Bayernem Monachium, który będzie żądał około 30 milionów funtów za zawodnika, który przyszłego lata będzie mógł odejść na zasadzie wolnego transferu.

Obecnie Klopp dysponuje mocnym środkiem pola, ale to może się zmienić w związku z niepewną przyszłością Geoginio Wijnalduma. Duńczyk rozpoczął ostatni rok swojego kontraktu, a rozmowy na temat jego przedłużenia w ostatnim sezonie zakończyły się impasem.

Liverpool nie podejmuje aktywnych prób sprzedaży piłkarza tego lata, także Wijnaldum nie mówił, że chciałby odejść z klubu, jednak nowy trener Barcelony, Ronald Koeman jest jego wielkim fanem.

Przy tych wszystkich rozmowach na temat środka pola, bez wątpienia największym priorytetem powinno być jednak zakontraktowanie nowego środkowego obrońcy. Tym wyraźniej było to widać podczas ostatniego meczu na Wembley, kiedy to na tej pozycji znalazł się Fabinho, po tym jak Joe Gomez został przeniesiony na prawę stronę po zmianie Neco Williamsa.

Sprzedaż Dejana Lovrena do Zenitu Petersburg za 10,9 milionów funtów, w połączeniu z odejściem Adama Lallany i Nathaniela Clyne’a w ramach wolnych transferów – ostatecznie pokryły 11,7 milionów funtów, które klub zapłacił za pozyskanie Kostasa Tsimikasa z Olympiakosu.

Liverpool ma teraz wysokiej jakości wsparcie dla Andy’ego Robertsona, które biorąc pod uwagę wpływ obrońców na formację Kloppa, będzie miało kluczowe znaczenie.
Jednak nadal konieczne jest zastąpienie Lovrena, który w sezonie 2019/2020 zaliczył 15 występów. Wsparcie w postaci czwartego, doświadczonego środkowego obrońcy jest tym bardziej niezbędne, biorąc pod uwagę częstotliwość urazów Matipa. Były reprezentant Kamerunu ma na swoim koncie jedynie 11 startów w ubiegłym sezonie i nie pojawił się na boisku od czasu, kiedy kulejąc zszedł z boiska w trakcie meczu z Evertonem,  który zespół rozegrał po tym jak wznowiono rozgrywki Premier League pod koniec czerwca.

Także Gomez wcześniej podczas swojej kariery borykał się z kontuzjami, ale ostatecznie osiągnął wynik 43 występów, zajmując swoje miejsce obok Virgila van Dijka podczas zwycięskiego sezonu i drogi do upragnionego mistrzowskiego tytułu.

Fabinho może go zastępować w obronie, ale wtedy Liverpool jest pozbawiony jego niesamowitej zdolności do dyktowania gry  z pozycji pomocnika.

Młody, zaledwie 17-letni francuski obrońca, Billy Koumetio, ogromnie poprawił swoją reputację, uzyskując w okresie przedsezonowym awans do pierwszego składu drużyny. Wiele o jego pozycji mówi to, że został wybrany na ławkę rezerwowych w meczu na Webley pokonując tym samym Nathaniela Phillipsa, Van den Berga i Ki-Janę Hoevera.

Jednak plan na Koumetio jest obecnie taki, by kontynuował swój rozwój z drużyną U-23 oraz być może wystąpił podczas rozgrywek w krajowych pucharach. Nie może być teraz brany pod uwagę jako czwarty środkowy obrońca. Phillips ma natomiast opuścić klub po powrocie ze Stuttgartu, w którym znajduje się na wypożyczeniu.

Jednym z problemów dla osób zajmujących się rekrutacją w Liverpoolu jest to, co określają jako brak najwyższej klasy środkowych obrońców dostępnych za rozsądne stawki.
Grający dla Brighton Ben White oraz zawodnik Norwich Ben Godfrey znaleźli się w obszarze zainteresowań klubu, jednak żądane kwoty okazały się zbyt wygórowane.

Ze względu na pandemię COVID-19 Liverpool został zmuszony do przemyślenia swoich letnich planów. Dla klubu, który jest w zasadzie samowystarczalny i w którym roczne koszty wynagrodzeń oscylują w granicach 320 milionów funtów, ogromny spadek przychodów był szczególnie dotkliwy.

To jest właśnie powód, dla którego Liverpoolu nie dążył do zawarcia długoterminowego kontraktu z Timo Wernerem, który ostatecznie przeniósł się do Chelsea. Wysokiej klasy wsparcie dla trójki napastników to kolejny obszar, który wymaga rozwiązań.

Dopiero przekonamy się, ile pieniędzy uda się uzyskać the Reds ze sprzedaży mniej znaczących dla drużyny zawodników, jeśli pojawią się odpowiednie oferty za Harry’ego Wilsona, Marko Grujića i Shaqiriego, z których każdy wyceniany jest na około 20 milionów funtów. Dyrektor sportowy Michael Edwards musi rozważyć także transfery takich piłkarzy jak Loris Karius, Sheyi Ojo czy Yasser Larouci.

Klopp ma bliskie relacje z prezesem Fenwey Sports Group Mikem Gordonem i w pełni akceptuje rzeczywistość finansową klubu. Nie ma na tym tle żadnych starć.

- Nigdy nie powiem, że to są pieniądze jakich  potrzebuje i bez tego nie przetrwamy – powiedział Klopp.

- Są oczywiście inne kluby, w których obowiązują inne zasady i trzeba to zaakceptować. Ale tak samo było rok wcześniej, dwa lata wcześniej. Nasz sposób funkcjonowania nie działa na naszą szkodę. Jesteśmy w dobrym miejscu, mamy dobry zespół. Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek podczas okienka transferowego zakontraktował wystarczającą liczbę piłkarzy, by usatysfakcjonować wszystkich. Zawsze spotykałem się z reakcjami „aaaargh, potrzebujemy jeszcze jednego”. Ale do tej pory nasze decyzje transferowe się sprawdzały.

Kiedy kilku zawodników Liverpoolu zniknęło sobotniego wieczora w korytarzu prowadzącym do szatni, Klopp zawołał ich z powrotem, by stanęli i oklaskiwali zwycięski Arsenal, odbierający Tarczę Wspólnoty. Dokładnie tak samo zachował się rok temu, kiedy zespół zebrał się w tym samym miejscu by obejrzeć wręczenie trofeum Manchesterowi City.

Klopp musi mieć nadzieję, że kolejna porażka na Wembley wywoła taką samą odpowiedź drużyny oraz że obawy kibiców co do składu Liverpoolu ponownie zostaną rozwiane.

James Pearce



Autor: AlexRedComrade
Data publikacji: 31.08.2020