player
 
Osób online 397

Jak Andy Robertson poprawił się w rzutach rożnych

Artykuł z cyklu Artykuły


„P.S. wymagany trening rożnych.”

Tak brzmiał dopisek w ostatniej linijce postu na Instagramie opublikowanego przez Andy’ego Robertsona 16 grudnia 2018 roku.

Liverpool dopiero co pokonał Manchester United 3-1 na Anfield w meczu, który zwiastował koniec kadencji Jose Mourinho w United – i ugruntował czołową pozycję Liverpoolu w tabeli Premier League.

„Wciąż jestem zmęczony od patrzenia na Robertsona. On wykonuje 100-metrowe sprinty co minutę”, napomknął Mourinho po swoim ostatnim spotkaniu w roli menedżera United.

Tak naprawdę nikt nie mógł zakwestionować etyki pracy czy nieustępliwości szkockiego kapitana. [Ludzie] zwykle tylko tym się zachwycają.

Jeśli chodzi o jego rzuty rożne, cóż, nawet potężnego lewego obrońcę pozostawili z tą kwestią samemu sobie.

W tamtym meczu jeden z jego „kornerów” został posłany za krótko, a trzy inne nie przeszły pierwszego gracza United. Robertson nie wykonał już więcej żadnego rzutu rożnego w tamtym sezonie ligowym.

Od tego czasu uzbroił się w cierpliwość, postawił na pracę i dokładność, dzięki czemu stał się jednym z najlepszych wykonawców rzutów rożnych w lidze, nie mówiąc już o klubie. W obecnych rozgrywkach przyczynił się do zdobycia przez Liverpool 24 goli po stałych fragmentach gry, w Premier League i Lidze Mistrzów łącznie.

Robertson zaliczył do tej pory [stan na 3 maja 2022 r.] 15 asyst w sezonie 2021-22. Pięć z nich zostało zdobytych bezpośrednio z rzutu rożnego, dlatego zyskał reputację jednego z najskuteczniejszych wykonawców rzutów rożnych w lidze – [a dokładnie] ośmego najlepszego pod tym względem w sezonie 2021-22 Premier League.


Co więc sprawiło, że Robertson stał się tak dobry w czymś, w czym był tak słaby?

W 2020 roku Robertson przyznał w rozmowie z „The Athletic”, że miał trudności w nadaniu futbolówce wyższej paraboli lotu, kiedy zagrywał ją z miejsca. To dlatego jego koledzy z drużyny zagrywali mu piłkę na dobieg i pozwalali mu uderzyć ją w ruchu.

„Po prostu nie mogłem ich [dośrodkowań] podnieść z ziemi”, powiedział. „Nie wiem dlaczego. To było coś, co chciałem dodać do mojej gry. To zawsze jest okazja, by udowodnić ludziom, że się mylą.

„Dużo trenowałem podczas ostatniego sezonu (2018-19), chcąc to poprawić. Pragnąłem dodać wariant z lewą nogą do rzutów rożnych zespołu, ponieważ wcześniej jedynie Trent Alexander-Arnold czy James Milner uderzali prawą. Dążyłem do tego, by zostać tą lewostronną opcją i myślę, że osiągnąłem swój cel.”

Udało mu się to zrobić. Rzeczywiście, Robertson przeszedł drogę od wykonania pięciu rożnych w 36 ligowych występach w sezonie 2018-19 do 75 „kornerów” w tych rozgrywkach, z pięcioma meczami pozostałymi do rozegrania. Co istotniejsze, zagrożenie stwarzane z jego wrzutek znacząco wzrosło.

Z tych 75 rzutów rożnych, Robertson może się pochwalić oczekiwaną liczbą bramek (xG) na poziomie 0.04 na „korner” – mierzoną jako średnie prawdopodobieństwo zdobycia bramki w ciągu sześciu sekund od wykonania rzutu rożnego. Efektywność jego rożnych wzrosła dwukrotnie w porównaniu do poprzednich sezonów.


Jeśli porównamy to do liczb Alexandra-Arnolda, Robertson nie pozostaje daleko w tyle.

Reprezentant Anglii, który był oszczędzany podczas ostatniej wygranej Liverpoolu nad Newcastle (1-0), wykonał więcej rzutów rożnych w tym sezonie, dlatego ma wyższe łączne xG, ale jego xG w przeliczeniu na każdy „róg” prezentuje się podobnie.


Dla Robertsona jest to niezwykła przemiana. Poświęcił on wiele godzin na boisku treningowym, by doskonalić się w tej materii. Jego były kolega z zespołu Hull City, David Meyler, twierdzi, że cierpliwość była tutaj kluczem.

„Wciąż nie mogę uwierzyć, że on wykonuje rożne. [Dawniej] nie mógłbyś go posłać do dośrodkowania spod chorągiewki”, David Meyler powiedział „The Athletic”. „On był bardzo nabuzowany i psuł wiele dośrodkowań. Niektóre nie minęłyby pierwszego rywala, inne poleciałyby za daleko. Ale on [to] trenował i obecnie jego dogrania są niesamowite. To jest coś, nad czym pracował po godzinach i teraz możesz zobaczyć, jak dobry w tym się stał.

„Nie powiedziałbym, że zmienił sposób uderzenia piłki, lecz [na pewno] poprawił swój poziom koncentracji. Niektórym, jak Trent, przychodzi to bardziej naturalnie. Robbo nie wybaczyłby mi tego stwierdzenia, ale nie robił tego z łatwością. Jeżeli spojrzysz na Davida Beckhama, on był jednym z najlepszych – nigdy nie biegł sprintem do piłki, był skupiony.

„U Andy’ego była to kwestia doskonalenia koncentracji w ustawieniu piłki, spojrzeniu na boisko i przemyśleniu, dokąd chcesz dostarczyć [futbolówkę].”

Praca z neurobiologami, dr Niklasem Hauslerem i Patrickiem Hantschkem, która rozpoczęła się przed sezonem, również pomogła Robertsonowi i jego kolegom z Liverpoolu w późniejszej poprawie skupienia w sytuacjach, gdy piłka jest „martwa”.

Umiejętności strzeleckie Virgila van Dijka, Ibrahimy Konate, Joela Matipa i Fabinho przy stałych fragmentów gry sprawiły zaś, że liczby poszły w górę. Alexander-Arnold i Robertson zostali jednak postawieni przed zadaniem znalezienia ich [w polu karnym] – a raczej dogrania w miejsca, w które wbiegali.

Jak przyznał Alexander-Arnold w styczniowym wywiadzie dla „The Athletic”, podczas rzutów rożnych nastawieni są bardziej na dane strefy i dośrodkowania w odpowiednie przestrzenie, aniżeli w kierunku konkretnych i wysokich graczy. Jeśli spojrzymy na dogrania Robertsona, głównie celuje w miejsca pomiędzy polem bramkowym a punktem karnym.


Jego nieudane próby jedynie potwierdzają, że jest to obszar docelowy.

Czasem Robertson używa zbyt dużo siły w swoich dośrodkowaniach, ale podejście taktyczne Liverpoolu do rzutów rożnych pokazuje, że trzech graczy ustawia się na skraju szesnastki do ponowienia ataku lub zastopowania kontry przeciwników.

Poniżej widzimy mapę celnych dośrodkowań Alexandra-Arnolda po „kornerach” z tego sezonu.


Obaj zawodnicy rzadko kierują swoje zagrania poza pole karne. Alexander-Arnold pozostaje wciąż bez takiej próby w tym sezonie ligowym, a pozostałe miały miejsce, kiedy rozegrał je krótko.

Jeden z rzutów rożnych Robertsona został idealnie zagrany na głowę van Dijka podczas styczniowej wygranej Liverpoolu 3-1 na wyjeździe z Crystal Palace.

Spójrzmy na czerwoną strefę zaznaczoną poniżej: jest to miejsce, w które Robertson i Alexander-Arnold najczęściej celują.


Robertson specjalizuje się w dośrodkowaniach odchodzących od bramki z lewej strony. Zrobił to też wtedy, gdy van Dijk uwolnił się [spod krycia] i wykonał ruch w odpowiednią przestrzeń, zanim skierował piłkę głową w górny róg bramki.


Przeciwko Leeds United w lutym Robertson obrał za cel tę samą przestrzeń. Strefa ta znajduje się poza zasięgiem bramkarza i pomiędzy punktem na jedenastym metrze a polem bramkowym.


Przyniosło to ten sam efekt – van Dijk wbiegł na „główkę” w kierunku obrony rywali. W międzyczasie, Mohamed Salah ustawił się [przy pierwszym słupku] na wypadek krótszego dogrania, a Matip [przy dalszym] w przypadku dłuższego.

Robertson udowodnił, że kiedy gracze decydują się na atak pierwszego słupka, jest [na tyle] opanowany, by wykonać dobre podanie w odpowiednią strefę i we właściwym czasie.

Uczynił to po dośrodkowaniu dochodzącym do bramki z prawej strony w kierunku Roberto Firmino przeciwko Interowi w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów.


Zawodnikiem, który w ostatnich tygodniach najwięcej zyskał na dograniach Robertsona, był Konate.

Środkowy obrońca otworzył wynik pierwszego meczu przeciwko Benfice w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Wyskoczył najwyżej, uderzył piłkę głową od podłoża i ta wpadła do siatki.


Robertson i Konate połączyli siły także w półfinale FA Cup na Webley przeciwko Manchesterowi City i wypracowali pierwszego gola w wygranej Liverpoolu 3-2.


Duet ten zdobył niemal trzy otwierające bramki, czyli tyle, ile razy mógł trafić w samym pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów z Villarrealem. Konate jednak nie był w stanie odpowiednio się zgrać i po zamieszaniu [w polu karnym] Villarreal oddalił zagrożenie.


Robertson potrzebował pracy nad zmianą swoich nawyków podczas stałych fragmentów gry oraz dośrodkowaniami, odkąd dołączył do Liverpoolu. Nie znaczy to zaś, że nie trenował stałych fragmentów w przeszłości.

Jeden z jego pierwszych trenerów w Celtiku, Martin Miller, przyznaje, że Robertson od dziecka doskonalił zagrania z „martwej” piłki, lecz głównym dążeniem była dla niego poprawa ogólnej techniki Robertsona.

„Wyrobił swoją normę rzutów rożnych i wolnych,” powiedział Miller, który nadzorował akademią dziecięcą Celtiku. „Ale na tym etapie chodzi przede wszystkim o poprawianie umiejętności technicznych, dlatego dzieliliśmy się [tymi] obowiązkami w zespole. Nie mogliśmy mieć kogoś, kto specjalizował się w stałych fragmentach gry, ponieważ chcieliśmy, by każdy miał szansę się rozwinąć.

„Andy był wytrwałym, [lecz] drobnym graczem. Głodnym i skorym do rywalizacji zawodnikiem z dobrą techniką. Był [trudnym] rywalem dla każdego przeciwnika. Zawsze i ponad wszystko wybijało z niego pragnienie rozwoju własnej gry i umiejętności. I mogę sobie wyobrazić, że jest [obecnie] typem gracza, który zostaje [po treningach], by pracować nad stałymi fragmentami.”

Z pewnością [właśnie taki] jest – jak Liverpool [ciągle] szukający [swoich] przewag.

Caoimhe O'Neill i Mark Carey



Autor: Marek Mizerkiewicz
Data publikacji: 11.05.2022