FUL
Fulham
Premier League
06.04.2025
15:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 1336

Od bohatera do zdrajcy - czy to przypadek TAA?

Artykuł z cyklu Artykuły


W marcu 2017 roku Trent Alexander-Arnold przygotowywał się do swojego pierwszego wywiadu jako zawodnik Liverpoolu. Towarzyszył mu Ben Woodburn, wtedy uznawany za większy talent – chłopak, który pobił rekord Michaela Owena, zostając najmłodszym strzelcem w historii klubu.

Rozmowa miała się odbyć w jednym z pomieszczeń przy recepcji starego ośrodka treningowego w Melwood. Tuż przed wejściem obu zawodników członek sztabu zajrzał do pokoju i powiedział do reportera: "Dziś będziesz rozmawiał z przyszłym kapitanem Liverpoolu – i nie chodzi o tego, o którym piszą nagłówki."

Naturalne zdolności przywódcze Alexandra-Arnolda były widoczne od razu. Młody zawodnik czuł się pewnie, kontrolował przebieg rozmowy, włączał się, gdy Woodburn miał trudności z odpowiedziami i nie szczędził komplementów swojemu koledze. Szczegółowo opisał, dlaczego tamten historyczny moment – potężne uderzenie pod poprzeczkę przed trybuną The Kop, które pozwoliło mu pobić rekord Owena o 98 dni – nie był przypadkiem.

Tego dnia opuszczając Melwood, można było dostrzec, że Alexander-Arnold – były napastnik, który został przekształcony w środkowego pomocnika, a następnie przesunięty na prawą obronę – jest skazany na sukces w pierwszym zespole Liverpoolu. Jego pewność siebie i silne poczucie celu były tak wyraziste, że nawet Jürgen Klopp widział w nim przyszły symbol klubu.

Dwa lata później Alexander-Arnold miał już na koncie swój pierwszy dokument na modłę filmów biograficznych. Miał wtedy 20 lat, wciąż unosił się na fali euforii po legendarnym "Corner Taken Quickly" i był o krok od zostania najmłodszym zawodnikiem w historii, który wystąpi w dwóch finałach Pucharu Europy z rzędu.

Chłopak z Liverpoolu rósł w siłę i zwiększał swój status. Spacerując obok majestatycznych Trzech Gracji – Royal Liver Building, Cunard Building i Port of Liverpool – co, ku zaskoczeniu, robił po raz pierwszy, rzucił zdanie, którego jego starsi koledzy raczej by nie wypowiedzieli:

- Jesteśmy światowej klasy zespołem - powiedział z typową scouserską zadziornością.

- Nie powinniśmy się bać tego mówić.

Liverpool nie tylko mówił – on to udowadniał. Zespół zdobył szósty Puchar Europy po sezonie, w którym zgromadził 97 punktów w lidze. Jego prawy obrońca, według słów Kloppa, był "jednym z najbardziej nieustępliwych profesjonalistów, jakich spotkał" i "ucieleśnieniem hasła: ‘nigdy się nie poddamy'".

W ramach świętowania triumfu w Lidze Mistrzów, nagradzana produkcja fanowska The Anfield Wrap zleciła stworzenie muralu, oddalonego o zaledwie minutę drogi od stadionu.

Na jego tle narodziła się nowa iskra dla lokalnej społeczności – pusta ściana przy Sybil Road zmieniła się w inspirujące przesłanie i wezwanie do działania. Wyblakła ceglana fasada pokryła się gigantycznym wizerunkiem Alexandra-Arnolda świętującego triumf, obok którego widniały słowa:

"Jestem tylko zwykłym chłopakiem z Liverpoolu, którego marzenie właśnie się spełniło."

Obok muralu znalazło się logo "For Fans Supporting Foodbanks" (dla fanów wspierających banki żywności) – przypomnienie, by kibice nie zapominali o wsparciu dla potrzebujących w dni meczowe.

- To nie tylko uczczenie piłkarza – to uczczenie człowieka, który tak dobrze reprezentuje swoją społeczność, którego wartości rezonują z nami jako kibicami. Dlatego tak ważne było, by lokalna społeczność również na tym skorzystała – wyjaśnił Craig Hannan z The Anfield Wrap.

Alexander-Arnold osobiście wziął udział w odsłonięciu muralu i wezwał do przekazywania darowizn na rzecz banków żywności.

Liverpool – klub, miasto, kibice – był zahipnotyzowany obecnością rodowitego Scousera w zespole. Alexander-Arnold pomógł drużynie z Merseyside zdobyć każdy możliwy puchar, łącznie z tym najważniejszym – kończącym 30-letnie oczekiwanie na mistrzostwo Anglii. Jego marka osobista była nierozerwalnie związana z byciem liverpoolczykiem.

Właśnie dlatego, gdy Liverpool stoi u progu historycznego, dwudziestego mistrzostwa Anglii, a Real Madryt naciska na sfinalizowanie jego transferu jako wolnego zawodnika, emocje wokół jego przyszłości są tak silne.

Dla wielu kibiców perspektywa odejścia Alexandra-Arnolda z klubu, który jest gotowy walczyć o kolejne krajowe i europejskie trofea, to zdrada. Zwłaszcza że przez lata budował swój wizerunek w oparciu o swoje scouserskie korzenie.

Cóż, trzymają się jego własnych słów…

"Kiedy spojrzymy wstecz na tę erę, choć City zdobyło więcej tytułów i prawdopodobnie odniosło większy sukces, nasze trofea będą miały dla nas i naszych kibiców większe znaczenie – ze względu na różnice finansowe między klubami"

"Nie chciałem grać dla Bayernu Monachium ani podobnych klubów, chciałem być piłkarzem Liverpoolu"

"Gra dla klubu, który kocham, jest ważniejsza niż jakakolwiek pozycja na boisku"

"Każdy, kto ma moją koszulkę, każdy, kto nosi koszulkę Liverpoolu – jestem mu coś winien. Jestem mu winien wszystko, co mam najlepsze. Bo jestem jednym z nich. Jesteśmy rodziną"

Jeśli podpisze kontrakt z Realem Madryt – zgodnie z przewidywaniami, które krążą w mediach od dawna – Alexander-Arnold zacznie uosabiać coś zupełnie innego.

Liverpool jako klub podchodzi do sprawy bardziej realistycznie.

Zrozumiano tam, że przeciągające się rozmowy kontraktowe – jego, Virgila van Dijka i Mohameda Salaha – były efektem wewnętrznego chaosu. Brak zdecydowanych działań na poziomie dyrektorskim, a potem decyzja Kloppa o odejściu sprawiły, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Liverpool nie tylko uchylił drzwi przed ofensywą Realu Madryt – wręcz rozwinął czerwony dywan, po którym Hiszpanie kroczyli przez dwa lata, stopniowo podkręcając swoje zainteresowanie, zanim latem zeszłego roku wkroczyli do gry na poważnie.

Klub oferował Alexandrowi-Arnoldowi lukratywne warunki, by został, ale rozumie też pokusę nowego wyzwania, zmiany otoczenia i życia w innym kraju. A przede wszystkim – pokusę zostania zawodnikiem Realu Madryt.

Liverpool otoczył Alexandra-Arnolda ochroną, nie dopuszczając do pytań o jego przyszłość, podczas gdy on sam zmaga się z niezwykle trudną i silnie emocjonalną decyzją.

W klubie doskonale wiedzą, że byłoby hipokryzją oburzać się na jego ewentualne odejście do Realu Madryt, skoro tego lata bez wahania przyjęliby dobrą ofertę za Harveya Elliotta – piłkarza, który odrzucił gigantów właśnie po to, by móc nazywać Anfield swoim domem.

Nie mieli też żadnych skrupułów, gdy próbowali skusić Martina Zubimendiego do opuszczenia jego ukochanego Realu Sociedad.

I oczywiście wciąż trwa saga związana z Mohamedem Salahem i Virgilem van Dijkiem – obaj desperacko chcą zostać i podpisać nowe kontrakty, ale w tej kwestii nie nastąpił żaden przełom.

Lojalność w futbolu to ideał, który narzuca się zawodnikom, ale który nie obowiązuje klubów.

To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego w szatni takie sytuacje nie wywołują większego poruszenia. Piłkarze Liverpoolu, podobnie jak cały klub, rozumieją położenie Alexandra-Arnolda – to nie tylko kwestia futbolu, ale też chęć poznania innego stylu życia.

Dorastał zaledwie dwie minuty od Melwood, dołączył do Liverpoolu w wieku sześciu lat i dopiero jako 17-latek wyprowadził się z rodzinnego domu w West Derby, który otaczał dawną bazę treningową.

Zawodnicy dobrze wiedzą, że pragnienie czegoś nowego nie zawsze oznacza przekonanie, że jest to coś lepszego.

Decyzja Alexandra-Arnolda nie będzie miała żadnego wpływu na sytuację Salaha i van Dijka – wszystkie oferty kontraktowe są opracowywane indywidualnie, na podstawie danych i okoliczności. Wciąż panuje duży optymizm, że obaj pozostaną na Anfield.

Jeśli chodzi o Alexandra-Arnolda, wszystkie strony – włącznie z Realem Madryt – jasno dały do zrozumienia, że decyzja nie będzie podyktowana kwestiami finansowymi.

Zarówno Liverpool, jak i Real wyrażają też zdziwienie plotkami, które pojawiły się w tym tygodniu, bo od stycznia nie nastąpił żaden przełom – nie osiągnięto porozumienia, nie podpisano umowy, nie przekazano też żadnej decyzji żadnemu z klubów.

Real, jak zawsze, jest pewny siebie, wierząc, że dopnie swego. Alexander-Arnold, podobnie jak przez cały sezon, wykazuje duże zainteresowanie przenosinami do Madrytu, ale jego priorytetem pozostaje teraz walka o kolejne trofea.

Na pewno doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli odejdzie z Liverpoolu na zasadzie wolnego transferu, przy obecnej pozycji klubu, jego lokalna legenda zostanie nadszarpnięta.

W końcu to on sam powiedział:

"To miejsce jest inne. Ludzie spoza Liverpoolu pewnie myślą, że przesadzamy, ale to dlatego, że jesteśmy naprawdę pasjonatami tego, co kochamy. W ważnych sprawach zawsze stoimy ramię w ramię i walczymy o to, w co wierzymy, całym sercem."

Melissa Reddy



Autor: Bartolino
Data publikacji: 28.03.2025 (zmod. 29.03.2025)