Bez bramek do przerwy
Liverpool w końcówce pierwszej połowy wyraźnie przejął inicjatywę i zepchnął Sunderland do głębokiej defensywy. Mimo rosnącej przewagi bezbramkowy remis utrzymał się do przerwy.
Za nami pierwsza połowa jednej z najciekawiej zapowiadających się spotkań 26. kolejki Premier League. Na Stadium of Light Sunderland podejmował Liverpool w meczu, który dla obu drużyn miał ogromne znaczenie, choć z zupełnie różnych powodów. Gospodarze przystępowali do tego starcia z wyjątkową motywacją. Sunderland czekał na ligowe zwycięstwo nad Liverpoolem od blisko 14 lat, a taka seria bez wygranej z tak utytułowanym rywalem z pewnością ciążyła kibicom Czarnych Kotów. Jednocześnie to właśnie twierdza Stadium of Light była w tym sezonie największym atutem beniaminka, Sunderland pozostawał jedyną drużyną w lidze, która nie przegrała jeszcze meczu u siebie.
Zupełnie inne nastroje panowały w The Reds. Zespół Arne Slota przeżywał bardzo trudny sezon. Problemy kadrowe, brak stabilizacji formy i rozczarowujące wyniki sprawiły, że po 25. kolejkach Liverpool miał na koncie zaledwie 39 punktów. Był to wynik daleki od oczekiwań wobec klubu tej klasy. Co więcej, The Reds nie byli wymieniani w roli faworyta, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało się nie do pomyślenia.
Pierwsza połowa na Stadium of Light rozpoczęła się w dość spokojnym tempie. Przez pierwsze dwa kwadranse oglądaliśmy bardzo wyrównany pojedynek, w którym obie drużyny skupiały się przede wszystkim na zabezpieczeniu tyłów. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a żadna ze stron nie potrafiła wykreować sobie sytuacji choćby na oddanie strzału. Bramkarze przez długi czas byli praktycznie bezrobotni.
Na pierwszy konkret musieliśmy czekać aż do 30. minuty. Wtedy to Florian Wirtz zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Piłka zmierzała w światło bramki, ale czujnie zachował się Robin Roefs, który sparował groźny strzał Niemca na rzut rożny.
Zaledwie dwie minuty później defensywa Sunderlandu znów znalazła się w ogromnych tarapatach. Tym razem Wirtz oddał płaski strzał już z wnętrza pola karnego. Futbolówka minęła bramkarza, lecz zatrzymała się na słupku. To był wyraźny sygnał ostrzegawczy dla gospodarzy.
Liverpool w końcówce pierwszej połowy wyraźnie przejął inicjatywę i zepchnął Sunderland do głębokiej defensywy. Zespół Arne Slota nacierał coraz odważniej, a z każdą kolejną minutą można było odnieść wrażenie, że gol dla gości wisi w powietrzu. Mimo rosnącej presji bezbramkowy remis utrzymał się do przerwy.
Składy:
Sunderland: Roefs – Mukiele, Ballard, Alderete, Mandava, Sadiki, Le Fée, Hume, Diarra, Angulo, Brobbey
Liverpool: Alisson – Endō, Konaté, van Dijk, Robertson, Gravenberch, Mac Allister, Wirtz, Salah, Ekitiké, Gakpo

Komentarze (54)
A ten dalej swoje
Ławka powala na kolana..... ała, ała!
To zwyczajowo po 3 punkty i come on LFC 🔴💪
Jones widocznie podpadł naszemu menago.
Już w naszej rodzimej ekstraklapie jest więcej emocji niż w tym meczu.
Co to jest? To jest Premier League?
Florek wyczaruj coś.
Do boju The Reds ⚽🔴💪😊