Wywiad z fanem Evertonu
Wyjazdowy mecz Liverpoolu z Evertonem, w pierwszych derbach Merseyside na Hill Dickinson Stadium, jest trudny do przewidzenia, ale jeden z kibiców The Blues uważa, że wygra ten, kto lepiej poradzi sobie z nerwami.
The Reds pozostała już tylko walka o miejsce w pierwszej piątce w Premier League, a ich lokalni rywale depczą im po piętach.
Zaledwie cztery punkty dzielą Liverpool i Everton, którzy zajmują odpowiednio piąte i ósme miejsce, a porażka byłaby nie do pomyślenia dla Arne Slota.
Wraz z rosnącym napięciem porozmawialiśmy z kibicem The Blues i pisarzem Samem Whytem (@samwhyte), aby zapowiedzieć popołudnie o ogromnym znaczeniu dla obu stron.
Jak oceniasz sezon Evertonu w skali od 10? I dlaczego?
Uprzedzam, że ta ocena nie jest konsensusem, ale zapytaliście mnie, więc podaję moją odpowiedź, czyli 8/10.
Jeden punkt mniej za brak pozyskania bocznego obrońcy, jeden punkt mniej za słabą formę u siebie.
Wielu uzna, że wykazuję tragiczny brak ambicji, ale wciąż cieszę się, że nie muszę oglądać ciągłej walki o utrzymanie.
Przed przejęciem klubu i powrotem Davida Moyesa gra była słaba, to prawda, ale co gorsza, nie było żadnego modelu ani pomysłu na poprawę, nie mówiąc już o planie, jak to osiągnąć.
A teraz jesteśmy o krok od Ligi Mistrzów, wielu powie, że brakuje nam tylko napastnika, by być pewniakiem do Europy.
Wielu komentatorów twierdziło, że powrót Moyesa pokazuje brak kreatywnej ambicji, podczas gdy w rzeczywistości był to powrót do stabilności, której desperacko potrzebowaliśmy.
Nie da się rozwijać kreatywnie, będąc w ciągłym trybie gaszenia pożarów.
Którzy trzej zawodnicy Evertonu zrobili największe wrażenie? Czy ktoś zawiódł?
Byłoby okrutnym powiedzieć, że ktoś „zawiódł”, ale Vitalii Mykolenko miał ciężko jako jedyny lewy obrońca w kadrze.
To samo można powiedzieć o Beto i Thierno Barrym, którzy rotowali jako jedyni napastnicy. Pracowali fenomenalnie ciężko i obaj spisali się zdecydowanie lepiej, niż można było się po nich spodziewać..
Panuje rzadkie poczucie solidarności z zawodnikami mającymi trudności, ponieważ oni nie „zawodzą”, tylko są proszeni o więcej, niż pozwalają ich naturalne możliwości.
Ilman Ndiaye, zawodnik, którego nazwisko nadal trudno mi zapisać, to objawienie, zwinny, szybki, decyzyjny. Przy wszystkich naszych problemach transferowych to był niesamowity strzał.

To wspaniałe widzieć, jak Kiernan Dewsbury-Hall rozwija się z meczu na mecz i to w tak krótkim czasie.
To, że Everton jest platformą dla Ndiaye, by błyszczeć, dla KDH, by rozwijać się w błyskawicznym tempie oraz dla Jacka Grealisha, by rozkwitać pod koniec kariery jako coś więcej niż trybik w maszynie Pepa, jest fantastyczne.
Nie jestem pewien, czy kontuzja oznacza brak szans na transfer definitywny dla Grealisha, co byłoby ogromną stratą.
Jak oceniasz nowy stadion?

Stadion Bramley-Moore Dock jest piękny.
Była presja, by zbudować absurdalnie duży stadion, stawiając przychody ponad atmosferę i cieszę się, że tego uniknięto.
Zadaszony, stricte piłkarski obiekt był tym, czego wszyscy chcieli, a lokalizacja na dokach to odważne oświadczenie.
Jak dobrze wiesz, dojazd do L4 potrafi być uciążliwy, chyba że mieszka się bardzo blisko, dlatego możliwość wysiadania z pociągu i spokojnego spaceru przez miasto jest bardzo przyjemna.
Widzę tylko dwa wyraźne minusy.
Po pierwsze, lokalizacja na dokach potęguje złą pogodę, będziemy musieli przyzwyczaić się do wiatru i poziomego deszczu w październiku, który przemacza nawet najbardziej wodoodporną odzież.

Po drugie, zdecydowanie nie podoba mi się system członkostwa, który wymaga opłaty tylko po to, by ktoś mógł przekazać komuś bilet.
Wyklucza to najbiedniejszych kibiców, którzy pojawialiby się na stadionie sporadycznie, na przykład korzystając z biletu znajomego, dla bardzo niewielkiego zysku dla klubu.
Są osoby w mojej rodzinie, które planowały chodzić na mecze trzy razy w sezonie, ale nie mogły uzasadnić sobie dodatkowego kosztu członkostwa.
Więc dwa minusy, jeden, do którego się przyzwyczaimy, drugi, który można rozwiązać, jeśli będziemy wystarczająco głośni.
Czy jesteś zadowolony z opuszczenia Goodison Park?

Nie sądzę, by ktokolwiek był „zadowolony” z opuszczenia wieloletniego domu.
Nawet jeśli przeprowadzasz się do większego i piękniejszego miejsca, nie zastąpi ono wspomnień ani czasu tam spędzonego.
Kiedy odchodziliśmy, uświadomiłem sobie, że spędziłem więcej dzieciństwa na Goodison niż prawie gdziekolwiek indziej poza domem, szkołą i domem najlepszego przyjaciela.
Więc „zadowolony” to nie jest właściwe słowo. Raczej spokojnie pogodzony z tym, że to właściwa decyzja, i pełen nadziei na przyszłość.
Cieszę się też, że stadion na razie zostaje.
Jak oceniasz sezon Liverpoolu? Czy zatrzymałbyś Arne Slota?

To bardzo złożona sprawa. Sezon Liverpoolu trzeba podzielić na okres przed i po świętach.
Przed styczniem wszyscy zapewne wciąż przeżywali szok i żałobę po Diogo Jocie.
To nie jest proces liniowy i nie można oczekiwać, że będzie podążał za planem trenera, nawet jeśli Arne Slot próbowałby go narzucić.
W styczniu można było spodziewać się powrotu do normy, ale nadal wydaje się to chaotyczne.
Nigdy nie wiem, jakiego Liverpoolu się spodziewać, a w ofensywie piłka nożna opiera się na momentum, więc trudno utrzymać równą formę przez pół sezonu.
Nie wiem też, na ile mistrzowska drużyna z zeszłego sezonu była projektem Jürgena Kloppa pod opieką wykwalifikowanego „zastępcy”.
Moim zdaniem warto dać nowemu trenerowi, który pokazał potencjał, kolejne lato na udowodnienie swojej wartości, a w tym przypadku nawet drugie, ale jeśli plotki o klubowej legendzie okażą się prawdziwe, trudno byłoby to zignorować.
Na jakich miejscach w tabeli według ciebie zakończą obie drużyny?

Piąte i siódme miejsce. Wiesz, które dla kogo.
Jakie będą kluczowe pojedynki w niedzielnym meczu?

Niestety minęły już czasy, gdy derby wygrywało się lub przegrywało dzięki samej waleczności.
Pełne spięć, chaotyczne i brutalne derby sprzed lat to dla kibiców z pokolenia Gen Z zapewne tylko mało wiarygodna legenda. A jeśli mam być szczery, to perfekcyjnie rozegrane taktycznie derby chyba nigdy nawet nie istniały.
Co więc nam pozostaje? Co właściwie może dziś rozstrzygnąć mecz piłkarski? Odpowiedź jest prosta, nerwy.
Te derby, jak i wiele ostatnich, rozstrzygną się w głowach zawodników, w radzeniu sobie z ogromną wagą wydarzenia, presją oczekiwań i ściskiem w żołądku, a wszystko to przy jednoczesnym tłumieniu naturalnej skłonności do zachowawczej gry.
Jeśli fundamentem są nerwy, to miejmy nadzieję, że będą one przeplatane momentami geniuszu bardzo utalentowanych, świetnie wyszkolonych i nie oszukujmy się, niezwykle drogich piłkarzy.
Trochę magii Floriana Wirtza tu, potężny strzał Dewsbury-Halla tam.
Obie bramki strzegą zawodnicy o ogromnych umiejętnościach i niewiarygodnym spokoju, choć od czasu do czasu zdarzają się błędy, które dodają napięcia i odrobiny humoru.
Pozostaje mieć nadzieję, że nerwowość szybko opadnie i obejrzymy naprawdę dobre widowisko.
Jaki jest Twój typ?

Everton 1-1 Liverpool.

Komentarze (0)