Opinie prasy po przegranej z United
Przedstawiamy przegląd tego, jak brytyjskie media oceniły spotkanie, w którym Liverpool przegrał 3:2 z Manchesterem United na Old Trafford.
Liverpool poniósł swoją 11. porażkę w obecnym sezonie Premier League w niedzielne popołudnie.
Po tym, jak United schodzili na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem po golach Matheusa Cunhi i Benjamina Šeški, goście odpowiedzieli trafieniami Dominika Szoboszlaia i Cody’ego Gakpo.
Jednak to Kobbie Mainoo zdobył zwycięską bramkę, zapewniając Czerwonym Diabłom sześciopunktową przewagę nad Liverpoolem, który pozostaje jedno miejsce niżej - na czwartej pozycji.
Oto spojrzenie mediów na kolejną porażkę Liverpoolu:
Pisząc w The Times, Paul Joyce zauważa: - To było zadanie wymagające gry z nożem na gardle, zaciskania zębów i stopniowego wchodzenia w mecz.
- Zamiast tego Slot ubolewał nad tym, że jego zawodnicy ‘nie zbierali drugich piłek’ w początkowej fazie, kiedy zmarnowali szansę na nadanie tonu spotkaniu. To skłania do zastanowienia się, co właściwie jest mówione tuż przed pierwszym gwizdkiem - i co ważniejsze, czy ktokolwiek tego słucha.
- Nawet gdy United swoimi błędami zaprosili ich z powrotem do gry, w Liverpoolu brakowało przekonania, że wykorzystają odzyskany impet.
- Brak opcji dostępnych dla Slota niewątpliwie odegrał rolę, ale zamiast tego znów pojawiły się sztuczki i efektowne zagrania - pewny znak drużyny, która uważa się za lepszą niż jest w rzeczywistości.
- Siedem razy w lidze (osiem we wszystkich rozgrywkach) Liverpool przegrywał, wyrównywał, a potem znów przegrywał. Dlatego ich sezon wciąż wisi na włosku.
- W efekcie można się zastanawiać, czy słowa Salaha tylko nieznacznie dotknęły problemów, z jakimi mierzy się jego wkrótce były klub.
- Gdy kończą się pewne epoki, nowi liderzy muszą wyjść na pierwszy plan. Niezależnie od absencji, brakuje także jakości - w obronie, w pomocy i w ataku.
Na łamach The Telegraph Dominic King pisze: - Nie dajcie się zwieść. Pogoń za wynikiem uczyniła mecz dramatycznym i przez chwilę zaburzyła narrację, ale porzućcie myśl, że Liverpool miał pecha.
- Jeśli ktoś chce, łatwo może się do tego przekonać. Wystarczy spojrzeć na liczbę kontuzji - najnowszą był uraz Alexandra Isaka, przez który Arne Slot nie mógł skorzystać z dziewięciu doświadczonych zawodników podczas wyjazdu na Old Trafford.
- Taki wniosek pomija jednak fakt, że wyjściowy skład Liverpoolu kosztował 430,2 mln funtów - dla porównania Manchester United 481,2 mln - a 10 zawodników z pola zdobyło w karierze mistrzostwo ligi. To nie była drużyna nowicjuszy.
- Dlaczego więc grają, jakby nią byli? Odrobienie dwóch bramek w dziewięć minut po przerwie było widowiskowe, ale Liverpool sam zapracował na porażkę przez anemiczny początek - blady jak ich koszulki, idealnie oddający obraz kapitulacji.
Ian Ladyman z Daily Mail pisze: - Być może dla Manchesteru United takie zwycięstwo smakowało jeszcze lepiej. Dać wielkiemu rywalowi nadzieję, a potem ją odebrać. Podnieść go z kolan i znów wcisnąć w ziemię.
- Po piętnastu minutach piłkarze United prowadzili 2:0 i byli w gazie. Pojawiły się marzenia i chęć rewanżu. Liverpool strzelił im siedem goli na Anfield w 2023 roku i nikt o tym nie zapomniał. Po trafieniach Cunhi i Šeški piłkarze Carricka mogli poczuć zapach prawdziwej zemsty.
- Liverpool był beznadziejny i bezradny. Miał piłkę i kontrolował teren, ale grał wolno i kompletnie gubił się, gdy zawodnicy United przeprowadzali szybkie kontrataki.
A werdykt Liverpool Echo brzmi: - ‘Nowy cykl’, jak ujął to Arne Slot w weekend, szybko zbliża się w Liverpoolu. Jednak ten burzliwy sezon sprawia, że wielu bardziej obawia się przyszłości na Anfield niż się nią ekscytuje.
- Porażka 3:2 z odwiecznym rywalem, Manchesterem United, na Old Trafford zwykle nie byłaby powodem do wielkiego śledztwa, ale 11. przegrana w sezonie wpisuje się w dobrze znany schemat drużyny, której nadzieje na Ligę Mistrzów wciąż wiszą na włosku.
- Mając pełny tydzień na pracę nad ustawieniem i planem na zwycięstwo, piłkarze Slota wyglądali raczej jak jelenie oślepione światłami, gdy United wchodzili ostro w pojedynki i wygrywali niemal każdą indywidualną walkę.
- Przy piłce The Reds byli bezradni w ataku - co można częściowo zrozumieć przy kontuzjach Isaka, Salaha i Ekitike - ale Gakpo, Wirtz i Frimpong w pierwszej połowie sprawiali wrażenie przytłoczonych skalą zadania i rangą meczu. W klubie takim jak Liverpool to poważny zarzut.
- Wczesne odpadnięcie United z krajowych pucharów sprawiło, że rozegrali najmniej spotkań w sezonie - zaledwie 40 - od 1915 roku, co bez wątpienia dało im przewagę świeżości, zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy kadrowe Liverpoolu.
- Dla kontekstu: United rozegrali w tym sezonie 37 meczów. 37. spotkaniem Liverpoolu była porażka 2:1 z Manchesterem City na początku lutego. W tym aspekcie Slot ma pewne usprawiedliwienie.
- Ale 11 porażek - najgorsza seria od 2015 roku za kadencji Brendana Rodgersa - sprawia, że coraz mniej osób chce słuchać tych wyjaśnień z wyrozumiałością.

Komentarze (0)