PSG
Paris Saint-Germain
Champions League
08.04.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 1035

Idealny moment, by Florian Wirtz w pełni pokazał swój potencjał


Pomimo całego skupienia na ofensywnym potencjale Paris Saint-Germain, najdroższy piłkarz, który ma rozpocząć dzisiejszy pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów, wystąpi przeciwko nim.

Kiedy w poprzednie wakacje Liverpool pobił swój rekord transferowy, sprowadzając Floriana Wirtza z Bayeru Leverkusen za kwotę 100 milionów funtów, która może potencjalnie urosnąć do 116 milionów, uznano to za ogromny sukces.

Mistrzowie Premier League wygrali rywalizację z Bayernem Monachium i Manchesterem City, aby pozyskać zawodnika, który ich zdaniem miał dodać nowy wymiar ofensywie.

Jak dotąd nie potoczyło się to tak, jak obie strony sobie wyobrażały. Reprezentant Niemiec ma na koncie zaledwie sześć goli i siedem asyst w 41 występach we wszystkich rozgrywkach. Jego jedyna bramka w Lidze Mistrzów padła w styczniowym zwycięstwie 6:0 nad Qarabagiem, a jedyne asysty w tych rozgrywkach zanotował w równie komfortowych wygranych nad Eintrachtem Frankfurt i Galatasaray.

Pojawiały się przebłyski geniuszu, ale brakowało naprawdę wybitnego występu na wielkiej scenie. W wieczór, kiedy poturbowany zespół Liverpoolu prowadzony przez Arne Slota będzie musiał zmierzyć się z jakością Ousmane’a Dembele, Khvichy Kvaratskhelii i Desire Doue, Parc des Princes byłoby idealnym miejscem, by Wirtz to zmienił.

To są mecze, w których chcesz grać jako piłkarz - powiedział Wirtz dziennikarzom w Paryżu, oczekując na pierwszy ćwierćfinału Ligi Mistrzów w swojej karierze.

- Marzyłem o nich, kiedy dołączyłem do klubu, więc zrobię wszystko, żeby zagrać dobrze tutaj i także w przyszłym tygodniu na Anfield.

Istnieją czynniki łagodzące nierówną pierwszą część sezonu Wirtza w Liverpoolu. Pomijając kwotę transferu, to 22-latek, który po raz pierwszy doświadcza życia poza ojczyzną. Na początku fizyczność i intensywność angielskiej piłki były dla niego pewnym szokiem kulturowym i musiał nabrać masy, aby się do nich dostosować.

Stara się również zaznaczyć swoją obecność w drużynie, która ma wyraźne słabości w każdej formacji. Sobotnia bolesna porażka 0:4 w FA Cup z Manchesterem City była tego przykładem.


Wirtz zaczął dobrze i sprawiał City sporo problemów przy bezbramkowym wyniku. Jednak Liverpool rozsypał się po tym, jak Erling Haaland otworzył wynik z rzutu karnego, a wpływ Wirtza znacząco zmalał, zanim został zmieniony w połowie drugiej połowy.

Kapitan Virgil van Dijk zasugerował po meczu na Etihad, że Liverpool był winny „poddania się” podczas katastrofalnych 20 minut na przełomie połowy, kiedy stracili cztery gole. W kolejnych dniach padło wiele szczerych słów w szatni, aby wywołać reakcję.

- Nie wiedziałem, że Virgil tak powiedział, ale myślę, że nie zgodziłbym się, ponieważ wciąż próbowaliśmy tworzyć okazje, żeby odwrócić losy meczu - powiedział Wirtz.

- Oczywiście, kiedy przegrywasz 3:0 lub 4:0, mentalnie trudno jest cały czas naciskać i naciskać. To nie jest nasz poziom, żeby przegrywać 0:4 z City.

- Potrzebujemy 90 minut pełnych energii i zaangażowania, w przeciwnym razie nie mamy żadnych szans przeciwko PSG. Potrzebujemy 90 minut bycia razem jako drużyna. Jeśli stracimy gola, musimy trzymać się razem w trudnych momentach i wierzyć, że nadal możemy wygrać ten mecz, a także, że wciąż mamy drugi mecz u siebie. W weekend byliśmy trochę chaotyczni na boisku. Musimy to zmienić.

Slot znajduje się pod rosnącą presją, a niezadowolenie wśród kibiców rośnie. To ogromny kontrast w porównaniu do atmosfery towarzyszącej poprzedniej wizycie Liverpoolu w Paryżu w marcu ubiegłego roku, kiedy byli o krok od zdobycia tytułu Premier League. Mimo obecnego kryzysu Wirtz podkreśla, że zawodnicy wciąż w pełni wspierają swojego holenderskiego trenera.

Powiedział: Tak, oczywiście, wierzymy w trenera. Drużyna powinna wierzyć w trenera, ponieważ wygrali ligę w zeszłym sezonie. Mieliśmy też wiele dobrych meczów w tym sezonie, ale chcieliśmy, żeby było lepiej.

- Wciąż mamy o co grać. Nadal gramy w Lidze Mistrzów i chcemy awansować do tych rozgrywek w przyszłym sezonie, więc mamy cele, które chcemy osiągnąć. Chcieliśmy, żeby było lepiej, ale wciąż jest o co walczyć.

Przygotowania PSG przebiegały znacznie spokojniej. Zespół Luisa Enrique, który zdobył osiem bramek w dwumeczu z Chelsea w 1/8 finału, pokonał Toulouse 3:1 w piątek i ma cztery punkty przewagi na szczycie Ligue 1, mając jeden mecz rozegrany mniej. Bradley Barcola opuści pierwszy mecz z powodu kontuzji, ale może zagrać na Anfield w przyszłym tygodniu.

Mistrzowie Europy wydają się łapać formę w odpowiednim momencie, a nastroje w stolicy Francji są bardzo dobre.


To będzie spacerek, szczerze mówiąc Liverpool jest fatalny - powiedział były francuski napastnik, a obecnie ekspert Christophe Dugarry dla RMC Sport.

- Moim zdaniem różnica poziomów jest kolosalna. Myślę, że PSG zamknie ten ćwierćfinał już w pierwszym meczu. To będzie masakra. Widzieliście jak gra Liverpool? Są fatalni.

Dziennikarz L’Equipe Pierre Etienne Minonzio przedstawił jednak pewne pocieszenie dla gości.

- Nikt w klubie nie uważa, że to będzie masakra - powiedział. Jest pewność siebie, ale jednocześnie duży szacunek dla Liverpoolu.

- Przed pierwszym meczem z Chelsea były ogromne wątpliwości wokół PSG. Mówiono o tym, że są fizycznie i mentalnie wyczerpani. Ale to zwycięstwo 5:2 było punktem zwrotnym, ponieważ zmieniło momentum zespołu.

- Dynamika jest inna niż rok temu. Teraz oczekiwania są ogromne. Największą różnicą w drużynie PSG jest bramkarz. Matvey Safonov nie jest na tym samym poziomie co Gianluigi Donnarumma, który odszedł do Manchesteru City. Marquinhos też nie jest już tak dobry jak kiedyś.

- Chelsea sprawiała im problemy przez 60 minut wysokim pressingiem. Jeśli Liverpool zagra bardzo ofensywnie i intensywnie, mogą zrobić to samo, ponieważ PSG nie jest do tego przyzwyczajone. Ale czy Liverpool jest naprawdę w formie, by to zrobić?

Próba cofnięcia się i jedynie ograniczania PSG może skończyć się źle. Liverpool musi być odważny i będzie liczył na Wirtza, aby wniósł kreatywność. Jego zadaniem będzie dostarczanie piłek do najlepszego strzelca Hugo Ekitike, który ma poprowadzić atak przeciwko swojemu byłemu klubowi.

Alexander Isak, który pobił rekord transferowy Liverpoolu po Wirtzu, gdy dołączył z Newcastle United za 125 milionów funtów we wrześniu, może wrócić po kontuzji i pojawić się na boisku z ławki.

Celem jest wyjechać z Paryża nadal licząc się w walce o półfinał przed rewanżem w przyszły wtorek na Anfield.

- Myślę, że już w tym sezonie pokazaliśmy, że jesteśmy dobrzy w wielkich meczach, a szczególnie w meczach Ligi Mistrzów - dodał Wirtz.

- Wierzymy w siebie. Mamy dobrą grupę z silnymi charakterami i świetnymi zawodnikami, a także dobrego trenera, który stara się nas dobrze przygotować. Drugi mecz u siebie może być przewagą, więc potrzebujemy dobrego wyniku tutaj.

James Pearce

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (9)

Flymf 08.04.2026 13:28 #
Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha

Dzisiaj Wirtz będzie jak Houdini, zniknie na 90 minut.
Tommyy 08.04.2026 13:30 #
Hah, to mi się podoba przypier***** się do tych, którzy jeszcze coś próbują, bo dla tych, co prezentują poziom miernoty to szkoda słów :)
Wirtz też z pustego nie naleje...
Jarekrk 08.04.2026 13:43 #
Dajcie już spokój chłopakowi, z kim on ma grać jak tylko Ekitike sie chcę biegać.
Teraz PSG z nami potrenuje przed ważnymi meczami z Bayernem i Lens, a u nas może wywalą w końcu Slota nawet przed rewanżem.
Chociaż Enrique może stwierdzi, nie rozbijajmy ich za mocno w pierwszym meczu bo jeszcze nowy trener się w rewanżu postawi:)
manero 08.04.2026 14:17 #
Idealny moment? Drużyna jest całkowicie zgruzowana, ale rozumiem, że Jimbo dostał prykaz żeby odwrócić uwagę od betonogłowego.
MaxPower 08.04.2026 15:16 #
Ta lojalność klubowych dziennikarzy względem Slota jest niesamowita. Kryzys trwa od 13 miesięcy, nie widać żadnych perspektyw na poprawę, drużyna leży fizycznie, mentalnie, taktycznie, odrażająca gra, fatalna atmosfera wokół klubu, kibice wychodzący przed końcowym gwizdkiem. W żadnym klubie na świecie trener nie przetrwałby tak długotrwałego kryzysu, a przez lokalnych dziennikarzy zostałby zjedzony, no ale nie w Liverpoolu, bo jesteśmy wyjątkowi.
Tommyy 08.04.2026 16:00 #
I przywalamy się do ludzi, którzy jeszcze coś próbują zrobić ponad ten marazm. Następny w kolejce do rozwalcowania po Szoboszlaiu, Wirtzu powinien być Ekitike.
Mand 08.04.2026 14:18 #
Idealnie żeby ustalił jeszcze taktykę, biegał za każdego po całym boisku, wykorzystywał setki za Salaha, wygrywał 1 na 1 za Gakpo, krył za Van Dijka i zmieniał pampersy Konate.
Ares 08.04.2026 14:49 #
Dajcie chłopakowi trenera a nie popierdółkę, to pokaże na co go stać. Oglądając wczoraj Bayern, przeleciało mi przez głowę, czy Florian nie żałuje decyzji o wyborze Liverpoolu
MaxiKing 08.04.2026 14:50 #
Jedyne co nam Wirtz pokaże to środkowy palec latem odchodząc do Bayernu za 50 baniek.

Pozostałe aktualności