PSG rozbraja pragmatyzm Premier League
Gwizdy stawały się coraz głośniejsze. Joe Gomez stał przy linii bocznej na Parc des Princes, wycierając piłkę ręcznikiem przed wykonaniem wrzutu z autu, a miejscowi kibice nie byli zachwyceni.
Obrońca Liverpoolu wyglądał na niepewnego, ale kontynuował wycieranie. W końcu, gdy hałas osiągnął punkt kulminacyjny, a sędzia ponaglał go do wznowienia gry, wrzucił piłkę w pole karne. Nic z tego nie wynikło, ale przynajmniej Gomez dał Paris Saint-Germain coś do przemyślenia — nawet jeśli ich kibice odebrali to jako afront.
Futbol wszedł w nową erę pragmatyzmu. Długie wrzuty, niskie ustawienie w obronie, rzuty rożne zamieniane w przepychanki w polu karnym, mecze sprowadzane do bitew na wyniszczenie — piękna gra reinterpretowana przez analityków danych i specjalistów od stałych fragmentów.
Wygląda jednak na to, że nikt nie przekazał tych wieści Luisowi Enrique i jego PSG.
Podczas gdy inni — zwłaszcza w Premier League — poświęcili płynność gry na ołtarzu pragmatyzmu, trener świeżo upieczonych mistrzów Francji i Europy jeszcze mocniej trzyma się swojej filozofii: kreatywnej, płynnej gry opartej na posiadaniu piłki, granej w szybkim tempie, z polotem i finezją.
W środowym pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów PSG dało kolejny pokaz klasy, pokonując Liverpool znacznie bardziej przekonująco, niż sugeruje końcowy wynik 2:0. To Vitinha rozgrywający piłkę z elegancją, autorytetem i precyzją. To Achraf Hakimi i Nuno Mendes nieustannie włączający się do ataku z pozycji bocznych obrońców. To Desire Doue i Khvicha Kvaratskhelia czarujący i dręczący rywali, siejący chaos — i uśmiechający się przy tym.
Szczyt ich występu nastąpił w 65. minucie, gdy akcja złożona z 27 podań zakończyła się podaniem Joao Nevesa za linię pięciu obrońców Liverpoolu do Kvaratskhelii, który zbiegł do środka, minął swojego rodaka z reprezentacji Gruzji, bramkarza Giorgiego Mamardashviliego, i zdobył drugiego gola dla PSG.
Ta bramka również zaczęła się od wrzutu z autu — wykonanego przez Hakimiego do Warrena Zaire-Emery’ego. Od tego momentu PSG wykonało 27 podań — cały czas szukając przestrzeni i grając z zamysłem. Najlepsze drużyny wykorzystują wrzuty z autu do utrzymania posiadania i budowania akcji, zamiast po prostu wrzucać piłkę w pole karne i liczyć na przypadek.
Na pomeczowej konferencji prasowej Luis Enrique został zapytany przez „The Athletic” o swoje niezmienne przywiązanie do ultra-kreatywnego, technicznego stylu gry w czasie, gdy w Premier League dominuje bardziej fizyczne, wyniszczające podejście i rośnie znaczenie stałych fragmentów.
- Nie mogę analizować innych drużyn — powiedział Hiszpan. Każdy trener musi wybrać sposób gry. Liverpool jest jedną z drużyn, które grają najlepiej. Oni też korzystają ze stałych fragmentów, ale to nie jest nasz styl. My staramy się grać najlepszy możliwy futbol, chcemy dawać radość naszym kibicom, pokazywać ofensywny styl, tworzyć przewagę w każdej strefie boiska — to nasza idea, nasza mentalność. Nigdy nie wybieramy zawodników na podstawie wzrostu. Chcemy grać po swojemu.
Vitinha to zawodnik, który napędza wszystko. W tym meczu wykonał 133 podania — to ponad dwie trzecie liczby podań całej wyjściowej jedenastki Liverpoolu wraz z rezerwowymi (190). Nawet te liczby nie oddają tego, jak kontrolował tempo gry, jakby przełączał je jednym ruchem.
Gdy jego trener mówi o „tworzeniu przewagi w każdej części boiska”, wszystko zaczyna się właśnie w środku pola — podobnie jak w wielkiej Barcelonie Pepa Guardioli i później Luisa Enrique, zbudowanej wokół Sergio Busquetsa, Andrésa Iniesty i Xaviego.
Trener Liverpoolu, Arne Slot, określił PSG jako drużynę z „wieloma atutami” i „szybkością wszędzie”. O tempie Hakimiego i Mendesa powiedział: -To niesamowite zagrożenie ofensywne. To nawet nie jest bieganie. To nawet nie jest sprint. To poziom wyżej niż sprint.
Połączenie tej szybkości (boczni obrońcy) i kreatywności (skrzydłowi) mocno kontrastuje z Liverpoolem, który w tym sezonie zwolnił i stracił ostrość w bocznych sektorach. Nawet najlepsze drużyny Premier League — Arsenal i Manchester City Guardioli — nie oferują takiego zagrożenia skrzydłami jak PSG. Szybkość, inteligencja i różnorodność ruchów ofensywnych PSG to efekt wizji trenera i jakości zawodników.
Kvaratskhelia to fenomenalny piłkarz. Często mówi się, że we współczesnym futbolu brakuje zawodników z fantazją — dryblerów, indywidualistów — że wszyscy stali się automatami pozbawionymi radości gry. Gruzin całkowicie obala tę tezę. Podobnie jak Bradley Barcola (nieobecny w tym meczu z powodu kontuzji) czy 20-letni Doue.
Wystarczy spojrzeć na Michaela Olise i Luisa Díaza w Bayernie Monachium, Lamine Yamala i Raphinhę w Barcelonie czy Viniciusa Juniora w Realu Madryt — wszędzie widać skrzydłowych, którzy rozwijają swój talent.
To zupełnie inny kierunek niż w Premier League, gdzie Slot wielokrotnie narzekał na trend w stronę zachowawczej gry opartej na stałych fragmentach i minimalizowaniu ryzyka. Sam określa się jako purysta, podkreślając, że jego „piłkarskie serce” należy do Barcelony sprzed 10–15 lat — czyli drużyny Luisa Enrique i wcześniej Guardioli.
Tymczasem w tym meczu Slot, zdesperowany, przeszedł na ustawienie z trójką środkowych obrońców, a Liverpool zaczął stosować elementy, których sam trener nie lubi — gra na czas, długie wrzuty Gomeza czy zaledwie 70% celności podań w pierwszej połowie.
Strach przed rywalem, połączony z brakiem wiary we własną drużynę, a być może także niepewnością co do własnej posady, potrafi wpłynąć na trenera w taki sposób. Nie zatrzymało to naporu ataków ze strony Francuzów, ale — jak zauważył po meczu Slot — „czy kiedykolwiek widzieliście drużynę, która przyjechała tutaj (do Paryża) z taktyką, która nie pozwoliła PSG stale utrzymywać się przy piłce i kreować okazji jedna za drugą?” Przyznał, że widział różne zespoły grające na Parc des Princes z różnymi planami, „ale rezultat zawsze jest taki sam: PSG rozbija rywala”.
To nie do końca prawda. Jednak od początku ubiegłego roku PSG mierzyło się z angielskimi drużynami w Lidze Mistrzów 12 razy: pokonali Manchester City 4:2, Liverpool 1:0 (a ostatecznie wygrali dwumecz po rzutach karnych, mimo porażki 0:1 w pierwszym spotkaniu), Aston Villę 3:1 (przegrywając rewanż 2:3 na Villa Park), Arsenal 1:0 i 2:1, Tottenham Hotspur 5:3, zremisowali 1:1 z Newcastle United, pokonali Chelsea 5:2 i 3:0, a teraz ponownie wygrali z Liverpoolem 2:0.
W tych 12 meczach zdobyli łącznie 29 bramek, tracąc 14. W co najmniej połowie tych spotkań — w tym również wczoraj — różnica w jakości ofensywnej i kreatywnej między PSG a rywalami była ogromna.
Jak zwykle pojawią się głosy przypisujące te wyniki przewadze PSG wynikającej z tego, że ich liga krajowa jest znacznie mniej wymagająca niż Premier League.
Takie korzyści rzeczywiście istnieją, zwłaszcza że PSG skutecznie doprowadziło do przełożenia swojego ligowego meczu z Lens (drugą drużyną tabeli), aby lepiej przygotować się do rewanżu na Anfield.
Ale czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że drużyna złożona z takich zawodników jak Hakimi, Mendes, Vitinha, Joao Neves, Kvaratskhelia, Doue i inni, rozwijająca się pod światłym przywództwem Luisa Enrique, po prostu prezentuje poziom techniczny wyższy niż jakakolwiek drużyna Premier League w ciągu ostatnich około 12 miesięcy — pomimo porażki 0:3 z Chelsea w finale Klubowych Mistrzostw Świata w lipcu (gdzie wszystkie bramki padły w ciągu 21 minut od połowy pierwszej połowy)?
Nie oznacza to oczywiście, że wygrają Ligę Mistrzów dwa razy z rzędu. Nawet Liverpool w obecnym sezonie, mimo straty 0:2, spróbuje odrobić wynik przed własną publicznością w przyszłym tygodniu. Dalej możliwym rywalem w półfinale jest Bayern Monachium, prowadzący 2:1 po pierwszym meczu z Realem Madryt, a w finale mogą czekać Arsenal lub Atletico Madryt, które wygrały swoje pierwsze spotkania wyjazdowe.
Niezależnie jednak od tego, czy PSG obroni tytuł w Europie, sposób, w jaki grają, stanowi odświeżające wyzwanie dla rosnącej ortodoksji mówiącej o konieczności przyjęcia szarpanego, przerywanego stylu gry — w którym każdy aut, rzut wolny czy rzut rożny staje się osobnym wydarzeniem — zamiast szybkiego, płynnego futbolu.
Widok Liverpoolu w tym, co Slot nazwał „trybem przetrwania”, walczącego o drugie piłki i czekającego na kolejną okazję do długiego wrzutu Gomeza, wiele mówi o ich regresie od czasu, gdy te drużyny spotkały się w 1/8 finału poprzedniej edycji i ich drogi zaczęły się rozchodzić.
Ale pokazuje to również rosnącą aurę PSG oraz ich sukces w budowaniu zespołu, który — po latach niepowodzeń na europejskiej scenie — zaczyna być nie tylko groźny, ale i podziwiany.
Oliver Kay

Komentarze (1)