Trzy kropki: Mecz z Aston Villą
W sobotnim spotkaniu na Villa Park Liverpool odniósł już drugie jednobramkowe zwycięstwo w lidze w tym sezonie po golu Daniela Sturridge’a, a kilku aspektom warto poświęcić trochę więcej uwagi. Zapraszamy na nowe wydanie „Trzech kropek”.
O ogólnym przebiegu meczu… (Zubol)
Pierwsze trzy kwadranse to istne show Liverpoolu, nie licząc zadyszki tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę. Dobrze dysponowany we wcześniejszych spotkaniach zespół Paula Lamberta był niczym chłopak od podawania piłek – gdy wreszcie wszedł w posiadanie futbolówki, natychmiastowo zmuszony był do jej oddania. Taki stan rzeczy zawdzięczamy wyśmienitemu pressingowi. Zwieńczeniem bardzo dobrej postawy przyjezdnych był kapitalny gol Sturridge’a. Druga odsłona to zdecydowanie wyważona, mniej odważna gra Czerwonych. Mimo naporu the Villans i kilku ich okazji strzeleckich, dobra organizacja gry w defensywnie była kluczem do wywalczenia kompletu „oczek” na Villa Park. Oprócz zysków punktowych, zyskujemy również na pewności siebie, która w tym momencie jest niemalże na wagę złota.
O pojedynkach Touré z Benteke… (BlaiseLFC)
Touré nie dał zbytnio pograć Christanowi Benteke i reszcie w tym spotkaniu. Dowodem na to jest wybranie go na gracza meczu. Wspaniale utrudniał życie przeciwnikom, wybijał piłki, rozgrywał je w kierunku dalszych formacji i dobrze grał w powietrzu. Znakomicie zachował się podczas akcji rywala w drugiej połowie, kiedy wykonał czysty, perfekcyjny wślizg na nogi Bacunii. Gdyby nie Kolo, pewnie zawodnik drużyny z Birmingham miałby dobrą okazją do strzelenia gola. Właśnie takiego zastępcy za Carraghera oczekiwaliśmy. Škrtel musi wziąć się do roboty.
O kolejnym świetnym występie Mignoleta… (Hansav)
Utrzymanie korzystnego wyniku pomimo nieustannego naporu Aston Villi jest przede wszystkim efektem dobrej gry zespołowej Liverpoolu, ale nie ma wątpliwości, że jednym z kluczowych trybików tej maszyny był w drugiej połowie Simon Mignolet. Jako kibic Liverpoolu wręcz dziwnie się czuję, kiedy piłka zmierza w stronę naszej bramki, a ja nie odczuwam panicznego strachu przed babolem golkipera. Kilka niebywałych interwencji Belga ocaliło trzy punkty dla the Reds, ratował nas od kłopotów sprowokowanych przez własnych obrońców i nawet jeśli pojawiał się w jego działaniach cień niepewności, szybko był rozwiewany przez siłę spokoju. Nawet najwięksi obrońcy Reiny muszą przyznać, że tego nam było trzeba.
O zakończeniu dobrej gry po 35 minutach… (Zubol)
Ile to razy w tamtym sezonie sam Brendan Rodgers narzekał na brak stabilizacji formy? Na to, że nie potrafimy zagrać zarówno pierwszej, jak i drugiej połowy pojedynku na równym, dobrym poziomie? Paradoksalnie, w sobotni wieczór można było odnieść podobne wrażenie, lecz byłoby to wrażenie złudne. Północnoirlandzki menedżer doskonale wiedział, że najmocniejszą bronią gospodarzy jest szybki kontratak, w którym prym wiodą dwaj niesamowicie szybcy skrzydłowi: Gabriel Agbonlahor oraz Andreas Weimann. Stąd też rozsądna decyzja o przesunięciu bloku obronnego the Reds głębiej. Ekipa z Birmingham stworzyła sobie parę okazji bramkowych, w szczególności po błędach indywidualnych piłkarzy w „białych sweterkach”, jednak w gruncie rzeczy Aston Villa wyglądała na kompletnie bezradną. Groźne sytuacje Agbonlahora i mającego być panaceum na wszystkie bolączki gospodarzy Benteke, nie zachwiały mej pewności, że doprowadzimy to nikłe prowadzenie do szczęśliwego końca. Bardzo solidnie wyglądamy w destrukcji, choć niemiłym zaskoczeniem jest forma Daniela Aggera, a raczej jej regres. Konkludując i wracając do sedna: różnica między początkiem tego a poprzednim sezonem jest taka, że teraz gorsze 45 minut nie rzutuje na rezultaty. To my jesteśmy tymi, którzy rozdają karty, a nie tymi, którzy muszą się do nich dostosowywać.
O debiucie Cissokho… (Hansav)
Debiut solidny, ale bez fajerwerków. Wniósł do zespołu jakość defensywną, stał się dodatkowym zawodnikiem od pilnowania atakujących the Villans. Jednocześnie pokusił się o całkiem udany rajd ofensywny po lewej flance. Ciekawe było to, że zagrał na boisku u boku José Enrique, a jest przecież uważany raczej za jego zmiennika. Czy to oznacza, że częściej będziemy widzieć podobne defensywne ustawienie i obu panów grających ramię w ramię? Z pewnością nie pokazał jeszcze wszystkiego, co potrafi i na taki pełnokrwisty debiut trzeba jeszcze poczekać. Czytając w myślach Rodgersa, widzę go w pierwszym składzie we wtorek.
O sześciu punktach po dwóch kolejkach… (BlaiseLFC)
Kto by się spodziewał tak dobrego startu Liverpoolu? Po dwóch spotkaniach mamy komplet punktów i w następnej kolejce czeka nas starcie z United, do którego podejdziemy bardzo podbudowani tymi dwoma zwycięstwami. Może Liverpoolowi brakuje skuteczności, ale przynajmniej potrafi już utrzymywać prowadzenie i dowieźć wynik do końca. Dobrze w sezon weszli Touré, Sturridge i Mignolet, dzięki którym w dużej mierze można zawdzięczać te sześć punktów. Wiadomo, że na pochwały zasługuje cała drużyna, ale oni w szczególności. Jak widać umiemy grać bez Suáreza.
O następnym rywalu… (Hansav)
Zapewne większość fanów the Reds wybiega już myślami do następnej niedzieli i najważniejszego meczu w ligowym terminarzu, jednak nie zapominajmy, że we wtorek czeka nas jeszcze starcie w prestiżowym krajowym pucharze (pomińmy odniesienia do pewnej myszy). Brendan Rodgers obiecał, że zespół potraktuje Capital One Cup poważnie (w odróżnieniu od zeszłego roku). Na drodze do tego trofeum staje nam Notts County, jedna z najstarszych drużyn na świecie (grają od 1862 roku). Poziom League One i atut własnego boiska powinien uczynić to spotkanie bezstresowym dla Liverpoolu, a także stać się okazją, by przetestować trochę inne warianty składu. O ile szanse na zdobycie mistrzostwa kraju są nikłe, to puchary są prawdziwą okazją dla zespołu, by nieco podnieść rangę tego sezonu i zawalczyć o poszerzenie półki z trofeami.
Komentarze (12)
Ogolnie ,,Trzy kropki" dosc przyjemnie sie czyta.
nie rozumiem tego. Jaki regres? Agger jak najbardziej trzyma równą, słabą formę! Poprzedni sezon w jego wykonaniu był koszmarny, zawalił około 10 bramek przez swoje beznadziejne krycie. W tym sezonie pozbawiłby nas już 4 punktów, gdyby nie zmiana w bramce. 2 razy zgubił krycie. Efekt? Karny i sam na sam. Na szczęście jest Mignolet.
Gdyby nie to że Agger dobrze gra z piłką przy nodze to jestem pewien że Skrtel grałby zamiast niego. W obronie jest lepszy.
I Szanowni czerwoni moderatorzy!!!
Już za tydzień czekam na tytuł jednego z "podrozdziałów" : "9 pkt po 3 spotkaniach" :)
Świetna robota;) aż musiałem się zalogować;)
na marginesie - bardzo fajny pomysł z tymi "kropkami"