Dziesiąta porażka w lidze stała się faktem!
Liverpool odniósł kolejną porażkę w lidze. Tym razem na drodze do szczęścia stanęła ekipa Brighton wraz z Welbeckiem, który dwoma bramkami zapewnił komplet punktów swojej drużynie. Liverpool w drugiej połowie praktycznie nie istniał na boisku.
Liverpool rozpoczął spotkanie ambitnie, ale Brighton skutecznie zniechęciło zapędy gości kilkoma ostrymi wejściami. Po zderzeniu Ekitike z Millerem Francuz musiał opuścić boisko w ósmej minucie z powodu urazu mięśniowego. Od 9 minuty zastąpił go Jones.
Minutę później Liverpool znalazł się w polu karnym Mew a strzał oddawał Szoboszlai, który wysoko przeleciał nad bramką. Pomocnik The Reds chwilę później próbował przelobować z 50 metrów bramkarza Brighton, ale również nieskutecznie.
Liverpool zaczął popełniać proste błędy w rozegraniu, Najpierw Jones podarował aut rywalom, a następnie bramkarz Liverpoolu zagrał piłkę do Konate, która wylądowała na aucie. Piłka przeszła przez całe pole karne, a następnie wróciła w szesnastkę. Pojedynek w powietrzu przegrał Kerkez a później Konate w starciu z Welbeckiem, który głową umieścił piłkę w siatce.
Gospodarze doszli do głosu w tym spotkaniu i w 21 minucie kolejny raz zagrozili bramce Liverpoolu. Ładna akcja z wieloma podaniami zakończyła się dośrodkowaniem w pole karne, ale uderzenie głową było niecelne.
W następnej akcji Szoboszlai zagrał piłkę w pole karne a Mac Allister skierował piłkę głową na bramkę, ale Verbruggen obronił strzał. Piłka wyszła na rzut rożny, z którego nie było zagrożenia. Liverpool starał się budować kolejną akcję a rajd Gravenberha zakończył się faulem i do piłki podszedł Szoboszlai. Oczywiście wszyscy na stadionie zamilkli. Uderzenie okazało się niestety niecelne.
Kolejne zagrożenie przyszło w następnej akcji, gdyż Minteh ostro wszedł w Gakpo. Do bramki było około czterdzieści metrów, więc nie szykowało się na uderzenie a na centrę. Dobre zagranie w kierunku Virgila zakończyło się zagraniem piłki w środek a tam walczył o nią Kerkez. Dunk wybił piłkę na rzut rożny, z którego nie było zagrożenia. Kolejny raz.
Liverpool nie potrafił sam z siebie zaatakować groźnie, to pomógł mu zespół gospodarzy. Mamardashvili wybił piłkę daleko od własnej bramki, wydawało się, że Dunk zagra w spokoju głową do bramkarza a nagle zza pleców pojawił się Kerkez, który wykorzystał błąd defensora i ładnym lobem doprowadził do remisu. Po pół godziny gry mieliśmy remis.
Obie ekipy próbowały wrócić do prowadzenia i atakowały siebie wzajemnie, ale większość sytuacji kończyła się niecelnymi strzałami lub interwencją defensywy. Brighton starało się zaatakować jeszcze przed końcem pierwszej połowy, ale koncentrację zachowywał Konate i często wygrywał pojedynki 1:1.
W 43 minucie Liverpool otrzymał rzut rożny po kolejnym kiepskim zagraniu Lewisa Dunka w kierunku swojego bramkarza. W narożniku pojawił się Szoboszlai a piłka po jego dośrodkowaniu znalazła się w polu karnym, ale zagrożenia nie było. Chwilę później mało brakowało a Pascal Gross zagrałby piłkę pod nogi zawodnikom Liverpoolu, ale na szczęście gospodarzy wyszła ona jedynie na aut. W 45 minucie żółtą kartkę otrzymał Konate za faul taktyczny. Sędzia doliczył pięć minut.
W doliczonym czasie gry do głosu doszli gospodarze i kilkukrotnie zagrozili bramce Liverpoolu. Na miejscu był golkiper The Reds oraz obrońcy, którzy skutecznie wybijali piłkę daleko od własnej bramki. Sędzia zakończył pierwszą połowę. Wynik 1:1.
Drugą połowę Brighton zaczęło lepiej od Liverpoolu i w 52 minucie miało dwie groźne sytuacje. Najpierw dobrze obronił Mamardashvilli, a następnie strzał głową piłkarza gospodarzy był niecelny.
Liverpool został ukarany za swoją opieszałość. Zegar wskazał 56 minutę. Piłka poleciała z lewa na prawą stronę, w polu karnym znalazło się dwóch piłkarzy Brighton a ostatecznie trafiła pod nogi Welbecka, który umieścił ją w siatce. VAR od razu zaczął analizować potencjalnego spalonego. Okazało się, że wszystko było w porządku i Brighton drugi raz w tym meczu wyszło na prowadzenie.
Po godzinie gry Frimpong otrzymał żółtą kartkę a Brighton otrzymało rzut wolny bardzo blisko pola karnego. Gomez huknął z rzutu wolnego, ale świetną interwencją popisał się bramkarz Liverpoolu. Arne Slot widział, że wiele rzeczy znowu nie działa i dokonał zmiany. Na boisku pojawił się Rio a zastąpił Frimponga.
W 65 minucie wreszcie obudził się Liverpool. Curtis Jones zwiódł przeciwnika przy linii pola karnego i uderzył na bramkę, ale jego strzał został obroniony. Goście mieli rzut rożny, z którego powstał kolejny róg. Szoboszlai próbował celnie dośrodkować i znalazł Mac Allistera, który strzał głową zamienił jedynie w niecelną próbę.
W 68 minucie tylko dzięki świetnej interwencji bramkarza Liverpoolu wynik nie został zmieniony na niekorzyść Liverpoolu. Sam na sam z golkiperem wyszedł Minteh, ale nie potrafił pokonać Gruzina, który klatką piersiową obronił strzał.
Obrona Liverpoolu zapomniała jak się gra w piłkę nożną i cały czas oddawała piłkę ekipie Brighton. Konate bardzo ryzykował w polu karnym a boczni obrońcy praktycznie ciągle byli źle ustawieni.

W związku z tym, że Liverpool praktycznie nie istniał po stracie bramki, Arne Slot wprowadził do gry Chiesę oraz Robertsona. Boisko opuścili Konate i Kerkez.
Pierwsze akcje napawały jeszcze optymizmem, ale z każdą upływającą minutą było widać, że Liverpool zgubił pomysł na grę. Dośrodkowania Robertsona były niecelne a ataków napastników było jak na lekarstwo.
Do końca meczu pozostało dziesięć minut a częściej przy piłce była ekipa Brighton… W 84 minucie Rio popisał się dobrym rajdem na lewej stronie, zagrał piłkę do Chiesy, ale ten nie potrafił wykorzystać podania młodego Anglika.
Verbruggen dostał żółtą kartkę za grę na czas, ale było to marne pocieszenie dla ekipy Arne Slota. W 86 minucie Brighton otrzymało rzut rożny po swojej kolejnej akcji ofensywnej. Mało brakowało a byłoby 3:1, ale Curtis Jones uratował drużynę przed stratą bramki.
Minęła powoli 90 minuta. Rio popisał się kolejnym dobrym rajdem, ale był z niego tylko rzut rożny, z którego efektu nie było. Liverpool nie potrafił umieścić piłki w siatce a w doliczonym czasie gry (6 minut) do głosu znowu doszli gospodarze.
Liverpool otrzymał rzut wolny w 94 minucie, ale dośrodkowanie trafiło prosto w ręce Verbruggena.
Liverpool nie potrafił doprowadzić do wyrównania. W drugiej połowie praktycznie ekipa Arne Slota nie znalazła sposobu, aby zbliżyć się do bramki Brighton. Liverpool przegrał w lidze po raz dziesiąty w tym sezonie.
Liverpool: Mamardashvili; Frimpong (Ngumoha 63′), Konate (Chiesa 76′), Van Dijk, Kerkez (Robertson 76′); Gravenberch, Mac Allister; Szoboszlai, Wirtz; Gakpo, Ekitike (Jones 8′)
Brighton: Verbruggen, Wieffer, van Hecke, Dunk, Kadioglu, Milner (Baleba 75′), Gross, Minteh (Mitoma 75′), Hinshelwood (Ayari 83′), Gomez (Veltman 90+1′), Welbeck (Rutter 83′).

Komentarze (112)
Ale Beton nadal trzyma Rio i Fede na ławce.
Co do reszty spotkania, niby człowiek wiedział ale się łudził.
Schodzi Ekitike, wchodzi Jones. Genialna zmiana.
Kto ma strzelać bramki?
Rio i Fede oglądają mecz z ławki.
Beton nigdy nie skruszeje.
Jest twardszy niż diament.
To za trudna liga dla niego.
Jak można było zniszczyć to co Klopp zbudował przez swoje lata.
Nie wiem Panie Slot czy ma Pan oczy i jakąś wizualizację na zespół, bo jak na razie to dno, a i zaraziłeś zawodników.
Kibicuję, że od nowego sezonu przyjdzie Alonso.
Teraz to liczmy na to, że w przyszłym sezonie będziemy w CL, a Pana Slota nie będzie.
Zawsze wierny 🔴 YNWA!!! 💪
Brighton dużo lepsze w drugiej połowie i zasłużyli na wygraną.
Chodzi mi o to, że powinien podkuć nogę, niedokładność podań 😞
Konate - w środę przestawia VO i wszystko czyści, a dzisiaj uskutecznia balet i znowu nie wyskakuje do piłki po byle kontakcie z Welbeckiem
Masakra
Beton na ławce trenerskiej nie do skruszenia.
Patrzyłem trochę jednym okiem, ale po drugiej bramce dla Brighton wyłączyłem to żałosne widowisko.
Slot obrzydził mi oglądanie ukochanej drużyny.
Ja już ten sezon odpuszczam. Dopóki ten Beton będzie na ławce, to nie będę oglądał meczów Liverpoolu.
Jurgen z akademią by ograł tego Debila ze składem za miliony funtów.
Graven też pierwszy sezon nie pokazał nic
Z galata dawał masę świetnych piłek.
Nie czepiałbym się go w tym sezonie, gdzie to mimo wszystko jeden z jaśniejszych punktów.