Gomez: Buczenie z trybun jest bolesne
Joe Gomez przyznał, że gwizdy i buczenie, które rozległy się z trybun Anfield w sobotę, były bolesnym doświadczniem. Defensor powiedział też o trudnych realiach, z którymi musi zmierzyć się także grupa nowych zawodników, która przybyła do Liverpoolu zeszłego lata.
The Reds zostali przywitani chórem gwizdów, które rozlegały się także w trakcie, jak i po mizernym występie przeciwko Chelsea. Mecz na Anfield zakończył się remisem 1:1, a ten wynik oznacza, że Liverpool nadal potrzebuje trzech punktów, aby zapewnić sobie kwalifikację do Ligi Mistrzów.
Obecny sezon jest dla Liverpool gigantycznym rozczarowaniem, a w ostatnich miesiącach, podczas wielu meczów domowych, wyraźnie słychać było niezadowolenie kibiców The Reds.
– Czujemy to. To ostatnia rzecz, jakiej chcemy. Dla nas, starszych chłopaków, którzy przeżyli tutaj tyle wspaniałych chwil, jest to bardzo bolesne. Gdyby nas to nie bolało, to by oznaczało, że nie powinniśmy być w tym klubie. Chcemy to naprawić – mówił Joe Gomez.
– W stu procentach rozumiem frustrację. Wszyscy już wielokrotnie mówiliśmy, że nie jest to miejsce ani sytuacja, w których chcemy się znajdować. Rozumiemy to. Mam nadzieję, że było widać nasze pragnienie zwycięstwa.
– Myślę, że to co się dzieje jest po prostu podsumowaniem naszego sezonu i reakcją na cały ten rok. Co jest całkowicie zrozumiałe. Kibice płacą ciężko zarobione pieniądze, żeby przychodzić i nas oglądać, więc mają prawo okazywać frustrację, tak samo jak nas dopingują.
– Nie powinienem się w to szczególnie angażować ani udzielać żadnych opinii w tej sprawie, ale zasadniczo, jeśli wygrywamy mecz, to nie ma gwizdów. To właśnie musimy zrobić i tylko na to mamy wpływ.
Szczególnie głośne niezadowolenie wywołała decyzja Slota o zdjęciu Rio Ngumohy w połowie drugiej połowy. Później okazało się, że 17-letni skrzydłowy sam zasugerował zmianę z powodu skurczów.
– Z perspektywy ławki: Rio jest młody i zagrał bardzo intensywny mecz. Fizycznie był zmęczony i to są niuanse zza kulis, których prawdopodobnie nie dostrzegacie – powiedział Gomez, który w sobotę zastąpił Ibrahimę Konaté na środku obrony w ostatnim kwadransie spotkania.
– Ale rozumiemy to: Rio to świetny zawodnik i ma potencjał, by stać się w przyszłości naszą wielką gwiazdą. Jednak to była końcówka meczu, a on był zmęczony. Mimo wszystko świetnie sobie radzi, wygląda bardzo dobrze, stanowi ogromne zagrożenie dla rywali i kiedy schodzi z boiska, kibice są rozczarowani. Mają oczywiście do tego prawo.
Liverpool sprowadził zeszłego lata zawodników za rekordowe 450 milionów funtów, a wielu z nich miało problemy z adaptacją – czy to z powodu kwestii zdrowotnych, poważnych kontuzji czy dostosowania się do tempa angielskiego futbolu.
Gomez, najdłużej grający obecnie zawodnik w kadrze, przyznał, że starsi piłkarze świadomie starali się uświadomić nowym graczom wyjątkowe wymagania związane z grą Liverpoolu.
– Nie wygląda to tak, że przychodzimy, a później po prostu wracamy do domu. Prowadzimy mnóstwo rozmów i to nasza odpowiedzialność... wszystkich zawodników, szczególnie tych, którzy już tego doświadczyli, by na treningach przekazywać część swojego doświadzcenia.
– Bycie w tym miejscu związane jest z ogromnymi oczekiwaniami i presją, a zrozumienie tego i zobaczenie pełnego obrazu wymaga czasu. Musimy po prostu wspierać się nawzajem i starać się odpowiednio nastawić chłopaków.
Gomez odrzucił sugestie o jakimkolwiek rozłamie w szatni i dodał:
– Każdy w tej szatni chce osiągać dobre wyniki. Myślę, że gdy w jakimkolwiek miejscu pracy dochodzi do zmian personalnych, zawsze potrzeba trochę czasu.
– Ale jest wiele czynników, które mają wpływ na sytuację, i wiele wskazówek, które dostaliśmy w tym roku, działało dobrze w poprzednim sezonie, więc kto może powiedzieć, co dokładnie jest przyczyną? Ja nie potrafię. Myślę, że nikt nie potrafiłby wskazać jednej konkretnej przyczyny. Najważniejsze jednak jest to, że jesteśmy drużyną i rozumiemy w szatni, że po takim wyniku nie można nie czuć rozczarowania.
– Musimy pamiętać, że taktycznie wykonaliśmy w zeszłym roku krok naprzód, który był bardzo skuteczny, a jedną z mocnych stron naszego sztabu szkoleniowego jest dostosowywanie się do każdego meczu i próby wykorzystywania przewagi w określonych strefach boiska. To odmienny styl od szybkiego tempa gry.
– Rozumiemy, że czasami gra nie jest tak płynna ani tak intensywna przy piłce jak wcześniej. To bywa frustrujące, gdy mecz staje się poszarpany, ale były też momenty, kiedy pozwalało nam to kontrolować spotkanie – choć w tym sezonie zdarzało się to rzadziej.
– Było dużo frustracji, wiele rozmów i spotkań z udziałem różnych osób, zarówno ze sztabu, jak i zawodników. Teraz sprawa jest prosta: potrzebujemy gry w Lidze Mistrzów i to jest nasz cel. Wszyscy to rozumiemy.

Komentarze (1)
#Slot