AV na prowadzeniu do pierwszej połowie
Wieczór na Villa Park od początku zapowiadał się jako jedno z kluczowych spotkań końcówki sezonu Premier League. Liverpool przystępował do meczu z Aston Villą z szansą na wykonanie ważnego kroku w kierunku awansu do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, jednak po pierwszej połowie sytuacja The Reds daleka była od komfortowej.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wiele mówiło się o sytuacji kadrowej zespołu Arne Slota. Ostatecznie nie zabrakło Mohameda Salaha i Ibrahimy Konaté, którzy wrócili do dyspozycji po problemach zdrowotnych. Wciąż niepewni pozostawali natomiast Alisson Becker oraz Florian Wirtz. Liverpool nadal musiał radzić sobie bez Stefana Bajceticia, Conora Bradleya, Hugo Ekitiké, Wataru Endō i Giovanniego Leoniego. Aston Villa również miała swoje problemy kadrowe, a poza grą pozostawali Amadou Onana, Alysson i Boubacar Kamara.
Samo spotkanie w pierwszej połowie nie dostarczyło kibicom wielu emocji i przez długie fragmenty na murawie zwyczajnie wiało nudą. To gospodarze sprawiali jednak lepsze wrażenie i wyglądali na bardziej zdeterminowanych, by sięgnąć po zwycięstwo. Liverpool miał ogromne problemy z kreowaniem sytuacji i dopiero w końcówce pierwszej części gry zaczął częściej dochodzić do głosu.
Jednym z nielicznych groźniejszych momentów pod bramką Aston Villi była sytuacja Cody’ego Gakpo, który skierował piłkę do siatki z bliskiej odległości, jednak gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej. W 32. minucie swoich sił spróbował także Dominik Szoboszlai. Węgier zdecydował się na mocny strzał z dystansu, po którym Emiliano Martínez musiał ratować gospodarzy skuteczną interwencją i odbił piłkę na rzut rożny.
Liverpool po raz kolejny w tym sezonie nie ustrzegł się jednak błędów w defensywie. W 42. minucie gospodarze wykorzystali bierną postawę obrońców „The Reds”. Morgan Rogers otrzymał zbyt dużo miejsca w polu karnym, spokojnie przyjął piłkę, ustawił ją sobie do strzału i precyzyjnym uderzeniem w długi róg pokonał bramkarza Liverpoolu, wyprowadzając Aston Villę na prowadzenie.
Drużyna Arne Slota schodziła więc do szatni z jednobramkową stratą i świadomością, że po przerwie będzie musiała pokazać zdecydowanie więcej, jeśli chce wrócić z Villa Park z korzystnym rezultatem.
Składy:
Aston Villa: Martinez – Cash, Lindelöf, Torres, Digne, Tielemans, Konsa, McGinn, Rogers, Buendia, Watkins
Liverpool: Mamardashvili – Gomez, Konaté, van Dijk, Kerkez, Gravenberch, Mac Allister, Jones, Szoboszlai, Gakpo, Ngumoha

Komentarze (36)
A poważnie to kij wie jak to jest ustawione.
W związku z ostatnimi wypowiedziami dziś nie liczę na bandę łysego.
Ostatnia szansa, żeby przemówić do zarządu.
Cmon Villa!
Tam już nie ma chęci i paliwa.
Na ławce Wirtz i Salah...
Mecz o 4 miejsce czas zacząć...
Do boju The Reds!!!
W Minione okno transferowe przepalono kupę kasy i teraz to się bedzie za nami ciągnąć
Masakra ogólnie , taka grę pamiętam tylko za Hodgsona
Masakra ogólnie , taka grę pamiętam tylko za Hodgsona