Przyszłość Hughesa w rękach Iraoli
To było tuż przed sezonem, w którym Liverpool przystępował do obrony mistrzowskiego tytułu. Wśród kibiców dało się wyczuć, że nadarza się okazja, by zamienić kilka słów z Richardem Hughesem.
Dyrektor sportowy był wówczas człowiekiem miesiąca. To on wskazał szkoleniowca, który doprowadził The Reds do mistrzostwa, a następnie skutecznie przeprowadził kolejne transfery, podczas gdy na horyzoncie majaczył już następny rekordowy ruch na rynku.
Podczas ciepłego, swobodnego wieczoru przedsezonowego na Anfield kibice, którym udało się podejść wystarczająco blisko, by zrobić sobie z nim zdjęcie, nie szczędzili słów uznania. Chwalili jego pracę i z optymizmem patrzyli w przyszłość.
Podobnie wyglądało to w mediach społecznościowych. Hughes był wychwalany niczym "król", a kibice publikowali przerobione zdjęcia przedstawiające go na tronie lub z cygarem w dłoni.
Wydawało się, że nie może zrobić niczego źle.
Dziesięć miesięcy później nastroje wyglądają jednak zupełnie inaczej.
Dyrektor sportowy znalazł się pod lupą z powodów dalekich od pozytywnych, a zatrudnienie Andoniego Iraoli może okazać się decyzją, która albo umocni jego pozycję, albo ją pogrzebie.
To właśnie Hughes przekazał Arne Slotowi informację o zakończeniu współpracy z Liverpoolem. To również Hughes był główną siłą napędową procesu, który doprowadził do zatrudnienia Iraoli.
Sprawiedliwie czy nie, Hiszpan będzie postrzegany jako "człowiek Hughesa". Wpływa na to zarówno ich wspólna praca w Bournemouth, jak i fakt, że po odejściu Szkota z klubu utrzymywali prywatne relacje. Hughes zachował nawet dom na południowym wybrzeżu Anglii.
Oczywiście takie postrzeganie sytuacji jest pewnym uproszczeniem.
Iraola w pełni zasłużył na szansę pracy w klubie pokroju Liverpoolu. Zarówno w Rayo Vallecano, jak i w Bournemouth osiągał wyniki wyraźnie przekraczające możliwości oraz potencjał prowadzonych przez siebie zespołów.
Podobne argumenty można jednak było znaleźć również na korzyść innych kandydatów. I właśnie tutaj pojawia się problem, jeśli coś pójdzie nie tak.
Nie da się bowiem uciec od faktu, że Liverpool postawił wszystko na Iraolę, a ogromną rolę odegrała w tym rekomendacja Hughesa.
W futbolu kontekst ma ogromne znaczenie, choć bardzo rzadko się o nim pamięta.
Przekonał się o tym Christian Purslow, były dyrektor zarządzający Liverpoolu. Gdy jako dyrektor generalny Aston Villi zatrudnił Stevena Gerrarda na stanowisku menedżera w listopadzie 2021 roku, szybko zaczęto zwracać uwagę na ich wcześniejszą znajomość z czasów wspólnej pracy na Anfield.
W tamtym okresie wydawało się tylko kwestią czasu, kiedy któryś z klubów Premier League da Gerrardowi szansę po znakomitej pracy wykonanej w Rangersach.
Purslow przeprowadził rozmowy z kilkoma kandydatami o podobnym profilu, ale ostatecznie postawił na człowieka, który zrobił na nim największe wrażenie — nawet jeśli z perspektywy czasu decyzja ta okazała się nietrafiona.
Podejście Liverpoolu do zatrudnienia Iraoli jest bardziej złożone, ale w pewnym stopniu przypomina tamtą sytuację.
Choć Hiszpan wykonał znakomitą pracę w Bournemouth, wciąż pozostaje trenerem stosunkowo niedoświadczonym na najwyższym poziomie. Nigdy wcześniej nie musiał mierzyć się z oczekiwaniami i presją, jakie czekają go teraz na Merseyside.
Richard Hughes i Michael Edwards — dyrektor generalny ds. futbolu w Fenway Sports Group — są jednak przekonani, że nie będzie to przeszkodą.
Jeśli się pomylą, odpowiedzialność bardzo szybko spadnie właśnie na nich.
Decyzja o zmianie szkoleniowca była konsekwencją niepowodzeń minionego sezonu. Liverpool wydał niemal 450 milionów funtów na nowych zawodników, a mimo to prezentował się wyraźnie gorzej niż rok wcześniej.
FSG obdarzyło Hughesa i Edwardsa ogromnym zaufaniem, powierzając im przebudowę mistrzowskiej drużyny. Jak dotąd trudno jednak mówić o zwrocie z tej inwestycji.
Pozostawienie im tak dużej swobody również przy wyborze nowego trenera można odbierać jako ostatni rzut kośćmi. Obaj mają kontrakty obowiązujące do 2027 roku.
Już w marcu pojawiły się spekulacje łączące 46-letniego Hughesa z saudyjskim Al Hilal, choć z czasem temat wyraźnie przycichł. Kwietniowe przejęcie klubu dodatkowo skomplikowało sytuację, ale Liverpool nigdy nie spodziewał się jego odejścia.
Na Anfield zakładano, że Hughes będzie odpowiadał za działania klubu przynajmniej podczas tegorocznego okna transferowego, a ponowna współpraca z Iraolą tylko wzmacnia takie przekonanie.
Z drugiej strony może to być początek zupełnie nowej ery.
Jeśli Iraola okaże się tak dobry, jak twierdzi wielu ludzi z futbolowego środowiska, przyszłość Liverpoolu może rysować się w bardzo jasnych barwach.
Jeśli nie, klub znów będzie musiał wrócić do punktu wyjścia i być może skierować uwagę na szkoleniowca z udokumentowaną historią sukcesów.
Gdy Steven Gerrard nie poradził sobie w Aston Villi, współwłaściciel klubu Nassef Sawiris zrobił wszystko, by sprowadzić Unaia Emery’ego. Efekty tej decyzji okazały się najlepszym możliwym uzasadnieniem.
Nadchodzący sezon stwarza ogromne możliwości i Liverpool musi być gotowy, by je wykorzystać.
Owszem, Arsenal będzie bardzo trudnym rywalem i powinien przeprowadzić letnie transfery z pozycji siły. Pytanie jednak, jak Manchester City poradzi sobie bez Pepa Guardioli i czy gra w europejskich pucharach nie utrudni życia Manchesterowi United w Premier League.
Aston Villa musi perfekcyjnie trafić z rekrutacją, jeśli chce zrobić kolejny krok naprzód, a Chelsea wciąż ma więcej znaków zapytania niż atutów przed pierwszym sezonem pod wodzą Xabiego Alonso — człowieka, którego wielu kibiców Liverpoolu widziało z powrotem na Merseyside.
Nie ma żadnego powodu, by Liverpool nie mierzył najwyżej.
Hughes wchodzi właśnie w ostatni rok swojego kontraktu i doskonale zdaje sobie sprawę, że presja rośnie. Ma za sobą jeden sezon zakończony ogromnym sukcesem i drugi, który przyniósł wielkie rozczarowanie.
Aby zabezpieczyć swoją pozycję, potrzebuje, by Iraola — trener znany z wyciągania maksimum z piłkarzy, choć dotąd pracujący w klubach o znacznie mniejszych oczekiwaniach — potrafił tchnąć życie w kosztownie zbudowaną drużynę, na której Hughes odcisnął wyraźne piętno.
Relacja między obydwoma powinna w tym pomóc.
Nie tylko przy wyborze kolejnych celów transferowych, ale również przy odpowiednim zbalansowaniu kadry i wydobyciu pełni potencjału z nowych zawodników — czego Arne Slotowi nie udało się osiągnąć w jego drugim sezonie.
Nie można też zapominać, że Hughes przejmował obowiązki w wyjątkowo trudnym momencie.
Jürgen Klopp odchodził z klubu, kilku kluczowym piłkarzom kończyły się kontrakty, a finanse wciąż odczuwały skutki sezonu spędzonego poza Ligą Mistrzów.
Praca wykonana później robiła wrażenie, ale miniony sezon był krokiem wstecz.
Istniały okoliczności łagodzące, które częściowo to tłumaczyły.
Tym razem nie będzie już jednak miejsca na wymówki.
Stawką jest spuścizna Richarda Hughesa.
Gregg Evans

Komentarze (0)