Analiza pojedynku w północnym Londynie
Arsenal nie wykorzystał szansy na powiększenie przewagi na szczycie Premier League do ośmiu punktów, remisując bezbramkowo u siebie z Liverpoolem.
Liderzy ligi w dużej mierze dominowali w otwartej grze, jednak mistrzowie Arne Slota przejęli kontrolę przez znaczną część drugiej połowy.
Końcówkę spotkania zepsuł incydent z udziałem Gabriela Martinelli'ego, który upuścił piłkę na leżącego, kontuzjowanego Conora Bradleya, a następnie próbował ściągnąć bocznego obrońcę Liverpoolu z boiska, gdy czas uciekał.
Bradley został później zniesiony na noszach, wyraźnie odczuwając ból.
James McNicholas, Andrew Jones i Conor O’Neill z The Athletic ocenili wydarzenia...
Co Martinelli miał w głowie?
Piłkarze Liverpoolu i Arsenalu starli się w końcówce meczu po tym, jak goście oburzyli się zachowaniem Gabriela Martinelli'ego.
Próbując wybić piłkę poza boisko w doliczonym czasie gry, Conor Bradley doznał – jak się wydawało – poważnej kontuzji, ponieważ natychmiast złapał się za kolano po upadku i wyraźnie odczuwał ból.
Obrońca Liverpoolu znajdował się tuż przy linii bocznej, a gra została przerwana, co wyraźnie zirytowało Martinelli'ego.
Najpierw upuścił on piłkę na Bradleya, a następnie, gdy prawy obrońca Liverpoolu nieco się przesunął, by pozostać na boisku, Martinelli chwycił go i próbował zepchnąć całkowicie poza linię.
Natychmiast zareagowali Dominik Szoboszlai i Alexis Mac Allister, a Ibrahima Konaté szybko podszedł, by skonfrontować się z Brazylijczykiem. Doprowadziło to do kolejnych przepychanek między zawodnikami.
Bradley odczuwał wyraźny ból i musiał zostać zniesiony do tunelu na noszach, co może oznaczać kolejną długoterminową kontuzję, z którą będzie musiał zmierzyć się trener Liverpoolu, Arne Slot.
W tak zaciętym meczu zachowanie Martinelli'ego nie było godnym zakończeniem.
Andrew Jones

Czy problemy Arsenalu na pozycji napastnika mogą ich kosztować?
To osobliwa cecha sezonu Arsenalu, że w połowie niezwykle udanych rozgrywek wciąż pojawiają się wątpliwości dotyczące pozycji środkowego napastnika.
Był to kolejny mało efektywny występ Victora Gyökeresa. Do momentu zmiany na Gabriela Jesusa w 64. minucie miał zaledwie osiem kontaktów z piłką. W drugiej połowie dotknął futbolówki tylko raz.
Gyökeres nigdy nie był zawodnikiem często uczestniczącym w rozegraniu. Wielu najbardziej bramkostrzelnych „dziewiątek” również takich nie jest. Problem w jego przypadku polega na tym, że gdy nie strzela goli, wydaje się nie wnosić zbyt wiele do gry. W 10 występach od powrotu po kontuzji w listopadzie zdobył tylko jedną bramkę — z rzutu karnego przeciwko Evertonowi.
Jak bardzo Mikel Arteta musi tęsknić za w pełni sprawnym Kaiem Havertzem. Reprezentant Niemiec nie zagrał dla Arsenalu od pierwszej kolejki sezonu i zabrakło go nawet na ławce rezerwowych w meczu z Liverpoolem. Nawet gdy Havertz będzie gotowy do powrotu, Arsenal będzie musiał rozsądnie zarządzać jego obciążeniem.
Nieco dziwne jest to, że Arteta najwyraźniej zrezygnował z opcji ustawienia Mikela Merino na środku ataku. Hiszpan wydawał się dobrze łączyć zdobywanie bramek z grą zespołową, jednak wrócił do swojej standardowej roli w pomocy.
Dotychczasowe występy Arsenalu sugerują jednak, że te problemy nie są zbyt poważne. Zespół potrafi zdobywać bramki z innych pozycji — być może okaże się to bardziej zrównoważonym rozwiązaniem niż opieranie się na jednym, wyjątkowo skutecznym strzelcu.
James McNicholas

Jak wypadł Frimpong na prawym skrzydle?
Przyjeżdżając na Emirates, Liverpool wiedział, że przez długie fragmenty meczu będzie musiał grać bez piłki i opierać się na kontratakach.
Szybkość była kluczowa dla takiego planu, a wobec braku Mohameda Salaha, Hugo Ekitike oraz Alexandra Isaka, Arne Slot postawił na prawego obrońcę Jeremie Frimponga jako źródło tempa na skrzydle.
Letni nabytek dysponuje ogromną szybkością i gdy Salah wyjechał na Puchar Narodów Afryki, Slot zapowiadał, że ten ofensywnie usposobiony defensor może być opcją na prawym skrzydle.
Frimpong był dużym pozytywem w ostatnich meczach, gdy ofensywa Liverpoolu jako całość nie funkcjonowała najlepiej. Asystował przy golu Ekitike przeciwko Tottenhamowi, przygotował trafienie Ryana Gravenbercha z Wolverhampton Wanderers i dośrodkował do Cody’ego Gakpo przy jego golu z Fulham.
Regularnie był „zaworem bezpieczeństwa” Liverpoolu i skutecznie wykorzystywał swoją szybkość. To właśnie jego rajd niemal doprowadził do nieporozumienia między Williamem Salibą a Davidem Rayą, po którym Conor Bradley trafił w poprzeczkę.
Tak było przez całą pierwszą połowę i znaczną część drugiej. Współpracował z kolegami z drużyny i dochodził do świetnych pozycji do dośrodkowań — problemem była jednak jakość tych zagrań w kluczowych momentach.
Trudno być zbyt krytycznym wobec obrońcy grającego wyżej, choć jedną z jego głównych zalet jest właśnie dośrodkowanie. Bywały też momenty, gdy w polu karnym brakowało zawodników, do których mógłby zagrywać, co wynikało z braku klasycznych napastników Liverpoolu.
W wieczór, w którym Liverpool potrzebował kogoś, kto pozwoliłby zespołowi złapać oddech, Frimpong stanął na wysokości zadania.
Andrew Jones
Jak Liverpool wrócił do gry?
Po 25 minutach sytuacja Liverpoolu wyglądała bardzo źle — zespół nie potrafił uwolnić się spod długotrwałej presji Arsenalu. Grając z Florianem Wirtzem jako fałszywą „dziewiątką”, wspieranym przez Jeremie Frimponga i Cody’ego Gakpo, brakowało wyraźnego punktu zaczepienia, który pozwoliłby rozładować napór rywali.
Gdy początkowa dominacja Arsenalu zaczęła słabnąć, Liverpool stopniowo wchodził w mecz i w drugiej połowie przejął kontrolę nad posiadaniem piłki. Było to częściowo efektem tego, że Arsenal wydawał się zadowolony z remisu i cofnął się, by go bronić, ale także dzięki temu, że Wirtz stał się bardziej wpływowy, cofając się głębiej i przemieszczając po boisku, by skutecznie współpracować z Dominikiem Szoboszlaiem. Mógł nawet czuć się pechowo, nie otrzymując rzutu karnego po tym, jak po efektownym dryblingu został staranowany przez Leandro Trossarda.

Bez nominalnego środkowego napastnika Liverpool był, co nie dziwi, mało konkretny — wygenerował jedynie 0,36 gola oczekiwanego (xG), co było jego najniższym wynikiem w tym sezonie. Jednak odejście Wirtza od nietypowej roli w ataku i większy udział w grze w środku pola pozwoliły Liverpoolowi odzyskać kontrolę i wywalczyć budujący morale punkt, którego mało kto spodziewał się przed pierwszym gwizdkiem.

Conor O’Neill

Komentarze (8)
Jak mógł różnice zrobić dobrym zagraniem czy strzałem. To podawał niecelnie, albo do tyłu.
Pod koniec też kilka beznadziejnych wrzutek próbował. Jeśli plan był taki, że tylko miał odciążać defensywę to ok.
Jednak no widać, że to nie jest wielki grajek.
A jaja to się dopiero zaczną jak wjedzie LM...
PS. Nie ma trenera, który by polepszył grę tu i teraz. Sezon na rekonstrukcje drużyny, zmianę stylu pod następne 3. Widać, że brakuje Arne kilku klocków w układance i tak to teraz będzie wyglądało jak Frankenstein. Cieszmy się, że nie wzieliśmy Amorima czy innego mięczaka ;)